Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘polish

Baczność! W lewo zwrot!

leave a comment »

Zawsze przemawiały do mnie kawałki z rytmem marszowym. W tle gdzieś ciągle werbel trzyma tempo i nie pozwala na zbyt długi odpoczynek. Z tego powodu uwielbiam „Chińskie morze” Maanamu, ten prosty zabieg sprawia, że ścieżka dźwiękowa z kultowej gry, w którą nigdy nie grałem — Red Alert — brzmi wprost rewelacyjnie, kiedy słyszę ją w tle do tysięcy maszerujących żołnierzy. Muse ze swoim „Knights of Cydonia” to patos aż miło – co mi bardzo odpowiada, chociaż chłopaki raczej nie mieli ochoty na taki klimat i nakręcili teledysk trochę mniej oficjalny i poważny.

Nie tylko szeroko rozumiany rock porywa mnie tym zabiegiem. Przepadam za Bolero Ravela, które składa się w zasadzie tylko z rytmu i jednego motywu a trwa to wszystko 15 minut (pewnie bluźnię i zaraz mi się dostanie od jakiegoś fascynata muzyki klasycznej). Ostatni album rapera Łony zawiera utwór „Nie pytaj nas” z rewelacyjnym tekstem, ale nie gorszym rytmem (zalecam odsłuch).

Dlatego dzisiaj wstawiam kawałek ze szczytów polskich list, który nawiedził mnie ostatnio. Jest wyraźnie zarysowany i marszowy rytm, jako należący do frakcji „it’s all about the lyrics” zwracam uwagę na tekst, a jako adept gitary wspomnieć muszę proste ale jakże przyjemne solo na elektryku. Jest wszystko co dobre, więc musiał wyjść hit.

Sztywny Pal Azji — Wieża radości, wieża samotności

Reklamy

Written by msq

poniedziałek, 19.11.2012 at 23:08

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Polskie seriale

2 Komentarze

Dzisiejszy wpis powstaje pod wpływem dwóch rzeczy. Po pierwsze: znajomy w pracy zanucił pod nosem melodię z „Janosika”: nie ma chyba wiele osób, które mogą w prosty sposób usunąć ten motyw z głowy natychmiastowo (trepanacja i lobotomia się nie liczą). Drugi powód: rysunek Raczkowskiego, na który natrafiłem na „niebieskim portalu społecznościowym” (polecam nieoficjalną stronę na wspomnianym portalu, gdzie codziennie można delektować się talentem R.) Obydwa zdarzenia złożyły się na fazę czołówek z polskich seriali.

Trafiło na „Czterech pancernych i psa” – według jednego z wielu zapewne plebiscytów najbardziej kultowy serial polski. Kiedyś Janusz Gajos, filmowy Jan Kos, powiedział o roli w tym filmie „Bałem się, że to koniec. Zawodowa śmierć. A ja bardzo chciałem grać, bardzo chciałem być aktorem”. Jak powszechnie wiadomo Gajos się z tego wyplątał, Tomuś poszedł w Polskę (czy może wrócił?) a tylko Szarik, wg Raczkowskiego, ponósł klęskę.

Czołówka „Czterech pancernych…” to jeden znany motyw, istnieje także drugi: Piosenka radiotelegrafistki. Ten doczekał się koweru w wykonaniu zespołu o wdzięcznej nazwie Doktór Hałabała i Siedmiu Zbójów.

Będąc obrazem, który pokazuje nieprawdziwe wydarzenia „Czterej pancerni…” zostali zdjęci z anteny TVP kilka lat temu (dobrze, że zostały inne programy misyjne, jak „Kto dłużej beknie” albo „Rzyganie do kubła na czas”), na szczęście youtube potrafi zaspokoić naszą ciekawość w wielu przypadkach.

Edmund Fetting — Deszcze niespokojne

Written by msq

poniedziałek, 30.07.2012 at 23:15

Napisane w 60s

Tagged with , , , ,

Wszystko zostaje w rodzinie

leave a comment »

Nazwisko Waglewski kojarzy się teraz chyba głównie z Emadem* i Fiszem. Dwóch braci eksploruje różnorakie gatunki muzyczne, nie straszny im hip-hop i rap, rock i jazz. Z pewnością warto zapoznać się z ich twórczością, nie mniej warto wiedzieć, że ich talent muzyczny nie wziął się z nikąd. Wojciech Waglewski, urodzony w Nowym Sączu pod Gorlicami (badum tss) na pewno przekazał im w znacznym stopniu zamiłowanie do muzyki. Jako lider wielu projektów jest jednym z ważniejszych artystów gitarowych w Polsce. Współpracował ze Zbigniewem Hołdysem (tak tak, ten Hołdys co to teraz w Polsce ma przekichane, ale nie negujmy jego dokonań ;) tworząc projekt MWNH (Morawski Waglewski Nowicki Hołdys), potem w bardzo podobnym składzie założył Voo Voo. Waglewski zawsze bardzo otwarty na współpracę udzielał się gdzie tylko się dało: Kazik, Bartosiewicz, AbradAb i wielu innych znanych artystów współpracowało z nim z dużym powodzeniem. Wspomnieć wystarczy inicjatywę „Męskie granie”, którą podjął i z której wyniknęły bardzo przyjemne utwory, w tym świetny duet z Maleńczukiem („Koledzy”, „Wszyscy muzycy to wojownicy”).

Voo Voo jest najpopularniejszym projektem, w którym się udzielał, i to z ich dyskografii dzisiejszy kawałek.

Voo Voo — Flota zjednoczonych sił

* mój brat to nie „imejd” a Emade — „Zwierzę bez nogi”

Written by msq

poniedziałek, 2.07.2012 at 22:16

Napisane w 90s

Tagged with , , ,

Czy szczeliłem? (tytuł pochwalny ku czci wymowy krakowskiej)

leave a comment »

Ubiegł mnie bebuk wrzucając – jako pierwszy – na naszej fejsbukowej ściance muzyczne skojarzenie ze zjawiskiem, które od niemal tygodnia towarzyszy każdemu w miarę przyzwoitemu mieszkańcowi naszego kontynentu. Jest to dość wstydliwa przypadłość nazywana piłkogłowiem; epidemia potrwa do 1 lipca (o ile zeppelin pt. Reprezentacja Polska w Piłce Nożnej nie spadnie już w tę sobotę) i przejawia się we wszystkich sferach życia, jak w starym dowcipie o Leninie i konserwie. Najbardziej bije po oczach kolejkami do kas w sklepach sprzedających Zestaw Prawdziwego Kibica (sześciopak + czapa + szmata na kijku z obiektem kuropodobnym na biało-czerwonym polu, nazywana dla niepoznaki ‚flagą’, którą potem się przywierca do karoserii samochodu co by ‚dumnie powiewała’).

Można toto kontestować – próby skazane są jednak na niepowodzenie. Pokładając nadzieję w tzw. anonimowości w sieci osobiście przyznam się (licząc na to, że mi mieszkania nie wezmą szturmem), że bardziej jara mnie pobudka o 3 i oglądanie finałów OKC-Heat, ale oczywiście kibicuje cały lud pracujący miast i wsi, to i ja z nim, bombardowany futbolem, który jest produktem lokowanym wszędzie; nawet pies nadrukowany na moim papierze toaletowym bawi się już nie rolką, tylko piłką (biedronką, hłe hłe).

Radio atakuje skocznymi hitami z przystępnym tekstem (łaka łaka. koko spoko., tekst do ogarnięcia przez seryjny egzemplarz R2D2), które niekiedy nie są nawet oficjalnymi hymnami mistrzostw tylko ich głównego sponsora, dlatego nieśmiało zaproponuję powrót do przypomnianych przez kolegę bebuka mitycznych czasów polskich triumfów nie tylko (na miarę naszych misiowych, PRL-owskich możliwości) sportowych, ale i artystycznych.

Maryla Rodowicz, Futbol

PS Kto pamięta czasy, kiedy w gałę grało się biedronką (nomen omen)? Ja swoją pierwszą kupiłem za 6600 złotych, które zbierałem ze 3 lata. O tempora!

Written by 1obo

czwartek, 14.06.2012 at 15:46

Napisane w 70s

Tagged with , , , ,

Thinkpol, popieraj swoje!

with one comment

Ten debilny tytuł ma trzy źródła, których przedstawienie rzuci jakieś światło (ha, ha, ha) na ciemne ścieżki, po których podążają nie-ludzkie (moje prywatne) skojarzenia. Jedno bije z tytułu niedawnego wpisu innego RePoMasta, i ma związek z lokowaniem w reklamach nie tyle (w każdym razie: nie w tym przypadku) piosenek, co wizerunków postaci podobnych do wizerunków postaci znanych. Rezultat powoduje niezamierzony chyba efekt ludyczny, który grozi permanentnym skurczem przepony, i uniemożliwia realizację pożądań zorientowanych na zachwalane w reklamie marcheweczki i wyroby wędlinopodobne (wszystkie ropopochodne). Przykład. Edit: po pewnym zastanowieniu stwierdzam, że to może jednak być intencjonalne i uzasadnione równie zrytą (jak moje prywatne) asocjacją; w końcu atak śmiechawy i gastrofaza chodzą w parze, o czym chętnie zda sprawę każdy rastafarianin.

No dobra. Teraz podmieniamy nazwę reklamowanego przedsiębiorstwa na owoc kradzieży intelektualnej dokonanej na Orwellu (źródło nr 2), i mamy zasadniczą treść utworu, który jest dobry, bo polski, piękny i trzydzestoletni. To znaczy w moim wypadku jest oceniany jako  dobry raczej ‚mimo że’ polski, a nie: ‚bo’. Tekst jest – znowu – raczej z dolnej strefy stanów średnich, rażą niedokładne częstochowszczyzny (czy to oksymoron?) typu coś-dość, mnie-czerń itp., czasem rymy zbyt dokładne (kat-rad, mnie-śnie), a jak tekściarz (szacun!) podejmie tytaniczny wysiłek uzbierania na końcu wersu większej od 1 liczby sylab w jednym wyrazie, to kończy się katastrofalnie (ach, ten refren, z którego wynika, że pragnieniem podmiotu ‚lirycznego’ jest popełnienie ‚kilku błędów oddzielnie’; ‚samodzielnie’ ma o jedną sylabę za dużo do liczby dźwięków, sprytnie). No ale cóż z tego, że język mało giętki, skoro wydanie w roku 1982 tego potworka było kpiną z cenzury a ludzie wiedzieli aż za dobrze (nawet, jeżeli tego zespół nie planował), co o tekście myśleć (to a’propos trzeciego źródła tytułu wpisu).

Słucha się naszej bohaterki świetnie, dobrzy instrumentaliści, fajne sola i naprawdę świetna paszcza niejakiego Mirosława Bielawskiego. Poza tym ta żółć taśmy z lat 80., iście chajzerowska biel ubrań, fryzury na foksteriera, gitary zawieszone niemal pod pachą i wspomnienie Wideoteki dorosłego człowieka.

Coż, 3 maja musi być Teraz Polska. W Trójce Polski Top Wszech Czasów, część III już o 16.00. Mniam, ale najpierw podziękowania dla Janka za ten muzyczny trop (Gucin Gaj nasz!) i:

Bank – Ciągle ktoś mówi coś

Written by 1obo

czwartek, 3.05.2012 at 13:46

Napisane w 80s

Tagged with ,

Muzyczna próżnia

leave a comment »

Ignorancja to siła pisał jeden z nas tydzień temu i jeśli zawierzyć jego słowom to mocarzem jestem i nic tylko zakupić sobie dziewczynę na asystentkę/nałożnicę i rozpocząć karierę jeżdżąc po Półwyspie Apenińskim i rwąc łańcuchy ku uciesze gawiedzi.

Parę dni temu usłyszałem jak pewne bliskie mi dziewczę podśpiewywało sobie coś, płynnie przechodząc z angielskiego na polski. Okazało się, że śliczne uszko jej usłyszało, i to już dosyć dawno, o czym dała znać głośnym naprawdę o tym nie wiedziałeś? W jakiej próżni muzycznej cię trzymano za młodu?, niezwykłe podobieństwo między pewnym bardzo znanym kawałkiem po polsku a drugim, jeszcze bardziej znanym, po angielsku. Szybka wizyta na wikipedii pokazała, że to nawet nie sprawa z gatunku tych do rozpatrzenia przez sąd (a takie już bywały na naszym skromnym blogu) ale po prostu cover z tłumaczeniem, które na skali piękne-wierne wybrało urodę.

Co więcej, o ile angielska wikipedia nie jest najlepszym źródłem wiedzy o polskiej muzyce, o tyle ciekawym jest, że datuje początki polskiej muzyki reggae na rok 1974, kiedy to właśnie pojawiła się polska wersja naszego dzisiejszego kawałka. Trzeba przyznać jednak, że ani oryginał ani jego polska siostra z popularnym gatunkiem studenckim wiele wspólnego nie mają i można by porównać powyższe stwierdzenie do tezy, że pierwszy polskim żelazkiem było wiadro. Tak czy inaczej, dzieląc się tym odkryciem mam nadzieję, że gdzieś znajdzie się choć jedna osoba, dla której, czy to z winy wychowania w muzycznej próżni, czy też ze względu na jakiś dziwnym splot okoliczności, poniższe zestawienie będzie czymś nowym. Obawiam się jednak, że reakcją będzie okrzyk STARE, przewracanie oczami i inwektywy pod kierunkiem piszącego te słowa. Darujcie.

Bill Withers – Ain’t no Sunshine

Budka Suflera – Sen o dolinie

Written by bebuk

czwartek, 1.03.2012 at 22:09

Napisane w 70s

Tagged with , , , ,

Samowolka

leave a comment »

Okres 80s piosenki polskiej obfitował w różne ekstrema, zarówno jeśli chodzi o część wizualną jak i muzyczną. Pokręcone teledyski, przebieranki, zachłyśnięcia się (czasem niezdrowe) animacją, eksperymenty muzyczne zdarzały się i zdarzać się będą zawsze, ale jakoś ten czas wyjątkowo kojarzy mi się z prawdziwą samowolką, czystym żywiołem nieokiełznanym przez cenzorów w postaci słupków oglądalności czy ilości skarg. Weźmy chociaż takiego Franka Kimono, prawdziwego renegata lat 80., który do dzisiaj zabawia tłumy i uczy karate w wielu klubach. Franka wykreował Piotr Fronczewski i zrobił to for the lulz, pewnie nie spodziewając się aż takiej popularności. Nawet dzisiaj, kiedy coraz trudniej przebić się wśród Ludzi Internetu czymś oryginalnym, postać Franka powraca jako „barman na tym dansingu” w udanej wg mnie (i większości Internetu) parodii W aucie, gdzie Kimono, m.in. wraz ze Stefanem Friedmanem, wspomina stare, dobre czasy.

Jako Ambroży Kleks Fronczewski prowadził Akademię, w której faszerował małe dzieci amfetaminą piegami i utrzymując je w stanie absolutnej ekstazy sodomizował przyżywał z nimi wspaniałe przygody. Któż nie uśmiecha się pod nosem, wspomniając jak wygłodniałe dzieci czekały na swoją kreskę porcję piegów. Wszystkie historie Pana Kleksa ryły równo kask, za co podziękować należy Janowi Brzechwie, oprawa muzyczna również nie odbiegała od ogólnej tendencji, dzięki czemu mamy przyjemność oglądać dzisiaj takie hity jak poniższy. Musicie przyznać, że zarówno wizualnie jak i muzycznie jest to majstersztyk :-)

Meluzyna — Małgorzata Ostrowska

Written by msq

poniedziałek, 27.02.2012 at 20:10

Napisane w 80s

Tagged with , , , , ,

%d blogerów lubi to: