Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Archive for Marzec 2011

Co tam panie w telewizji

leave a comment »

Bez owijania w bawełnę – gdy byłem dzieckiem bohaterka dzisiejszego odcinka Repozytorium Oldskulu napawała mnie strachem. Jedna z pierwszych piosenek jakie mogę przywołać z odmętów pamięci (dla ciekawych inne to ta i ta). Słuchałem jej ciemnym pokoju i balem się niemożebnie (i być może tak należy dziś tłumaczyć moją niechęć do używania przez muzyków automatów perkusyjnych). Łatwo przywołać film, po którym nie mogliśmy spokojnie zasnąć, motywem nieomal archetypicznym są traumatyczne wspomnienia z pokazów cyrkowych. Ale piosenka? A i owszem, jeśli są osoby, mające tego typu doświadczenia, zapraszam do wynurzeń.

Piosenka którą znam tyle lat automatycznie musiała się znaleźć tutaj. Jej autor z niejednego pieca chleb jadł  i niejednej dziedziny sztuki próbował. Zresztą nie dziwota, syn Szkota i Czeszki nie umiał usiedzieć na miejscu. Na poletku muzyki udało mu się skomponować jeden hit – dzisiejszy oldskul ,prostą piosenkę w której mężczyzna relacjonuje wraz z synkiem co widzą na ekranie telewizora. Jak łatwo się domyślić nie jest to nic budującego, nie jest też taki obraz naszego społeczeństwa. Tego co tam zobaczymy naprawdę można się przestraszyć. Piosenka to przy tym fraszka.

Karel Fialka – Hey, Matthew

Written by bzofik

środa, 30.03.2011 at 22:15

Muzyka z Hobbitonu

leave a comment »

Przyznaję się bez bicia, że mój zasób wiedzy na temat Nowej Zelandii jest jak to porównanie. Słaby.

Wiem, że mówią tam po angielsku, mają blisko do Australii, niektórzy z nich starają się wybić na rynku muzycznym i uznają tańczących mężczyzn za bardziej, a nie mniej, twardych. Na tym niestety koniec, a najsmutniejsze jest to, że 4 rzeczy, które wiem o Nowej Zelandii, zilustrowałem 2 filmikami Flight of the Conchords i rozgrzewką w sporcie, którego nie rozumiem.

Jeśli chodzi o muzykę to przez chwilę myślałem nad jednym kawałkiem, znanym z mojej młodości, nawet oszukałem się go całkiem długo, tylko, żeby stwierdzić, że jest to jedna z najbardziej irytujących piosenek jakie słyszałem na tym padole łez. Po tylokrotnym powtórzeniu wyrażenie How bizarre zaczyna brzmieć jak Happy Czar albo Hobbits are. Dlatego będzie co innego.

Najsłynniejsza piosenka z Nowej Zelandii nie jest niestety tak czysto nowozelandzka jakby Kiwi chcieli. Zespół Crowded House został założony w 1985 roku w Melbourne i poza osobą założyciela, Neila Finna, do stałego składu załapali się Australijczycy i Amerykanie. W niczym nie zmienia to faktu, że Don’t Dream It’s Over pozostaje najbardziej znaną piosenką z krainy władcą i pierścieniem płynącej.

Crowded House – Don’t Dream It’s Over

Written by bebuk

poniedziałek, 28.03.2011 at 20:32

Napisane w 80s

Tagged with , ,

Stop!

leave a comment »

Z cyklu: ścieżki dźwiękowe w filmach. Jestem świeżo po Gorzkich godach Polańskiego, na temat samego filmie nie będę się rozwodził, powiem tylko, że jest bardzo dobry. Soundtrack to zbiór znanych utworów, nie odkryjemy tutaj jakiejś nowej perełki, mnie posłużył raczej za swego rodzaju przypominajkę a to za sprawą Sam Brown i hiciora Stop!

Pomysł na piosenkę wpadł piosenkarce do głowy w wieku lat 22, potem gdy spotykała się z muzykami z Nowego Jorku: Greggiem Suttonem i Brucem Brodym miała ułożoną w głowie sporą część utworu. Panowie nie zostali wybrani przypadkowo, bo wcześniej współpracowała z nimi przy Walking Back to Me. Gregg stwierdził później w wywiadzie, że Stop! powstało w sumie w pół godziny, jedną zwrotkę i refren ułożyła Sam natomiast on dołożył drugą zwrotkę. Album o tej samej nazwie co nasz hit został wydany w 1988 roku, wcześniej zmieniono wytwórnię, gdyż pierwsza nie była zbyt entuzjastycznie nastawiona (a macie, złodzieje! ;).

Warto dodać, że Sam współpracowała z wieloma innymi artystami, m.in. w czasie trasy koncertowej Floydów, która zaowocowała albumem P*u*l*s*e, a także na The Division Bell i solowym albumie Davida Gilmoura About Face (wszędzie jako chórzystka), oraz w reedycji My Sweet Lord Georga Harrisona z 2001r. Co tu dużo mówić, głos ma piękny, czego dowodem jest właśnie Stop!.

Sam Brown — Stop!

P.S. Korzystałem z oficjalnej strony Sam (polecam punkt 15 działu FAQ :)

Written by msq

piątek, 25.03.2011 at 20:16

Napisane w 80s

Tagged with , , , ,

Siostry spod znaku klonowego liścia

3 komentarze

Dziś w Repozytorium Oldskulu krótka wycieczka na drugą półkulę, do krainy hokeistów oraz Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej. Tak się bowiem składa, że na północ od granicy Stanów Zjednoczonych mieszkają całkiem muzykalni ludzie. Potrafią zaśpiewać i wesoło i smutno, doczekali się kilku gwiazd rozpoznawanych na całym świecie. Dziś wrócimy do odrobinę zapomnianego już zespołu Heart, który międzynarodowy sukces i rozpoznawalność zawdzięcza prezentowanej poniżej piosence. Niby nic nadzwyczajnego  – w warstwie muzycznej klasyczne lata osiemdziesiąte, ładne harmonie wokalne i tekst cokolwiek nadmiernie emocjonalny. Dla wielu te atrybuty nie są zbyt zachęcające, ale nigdy nie ukrywałem, że jestem zaprzysięgłym miłośnikiem muzyki sprzed trzech dekad. Co by nie powiedzieć, nie było wtedy tylu „hitów” będących obrazą dla rozumu, ani też wykonawcy nie zamykali się w studiu na dwa lata by sami się zagubić w gąszczu produkcji, w poszukiwaniu mitycznego „oryginalnego brzmienia”.

To co osiągnęły siostry Ann i Nancy Wilson (tak przy okazji, Wilson to bardzo „muzyczne” nazwisko, wystarczy zerknąć tu i tam)  to jak dla mnie idealna kombinacja składników na piosenkę – nie produkt i nie utwór mający zmienić świat, po prostu piosenkę. I dlatego przypominam je dziś w naszym Repozytorium.

Heart – Alone

Written by bzofik

środa, 23.03.2011 at 07:26

Nie lubię Dżemu

leave a comment »

Dżem, zespół, nie przetwór owocowy, pojawił się już raz na Repozytorium, przy czym nie był to pełen wpis, ale Facebookowa notka, która i tak wywarł odzew zadziwiająco negatywny. Ciężko się nie zgodzić, że zespół ten może wywoływać asocjacje ogniskowo-gitarowe, nie wszystkim miłe i kojarzące się z „wartościową muzyką”. W moim przypadku odstręczające jest nie wspomnienie rzewnych zaśpiewów 17-latka, znającego trzy akordy, otoczonego wianuszkiem 14-latek, ale to jak zmitologizowany została osoba lidera tego zespołu. W momencie, gdy Dżem poznawałem, żołądek mi przekręcały opowieści o nonkonformizmie, romantyzmie i tragizmie ostatniego z hippisów. Nie oszukujmy się, Riedel stoczył się tak bardzo, że wyrzucono go z zespołu, którego piosenki traktowały głównie o staczaniu się. I tyle.

W 1988 roku panowie z Dżemu musieli chyba odpocząć od problemów z Riedlem, a on sam musiał po prostu „odpocząć”. W miejsce heroinowej prima balleriny zaprosili, nie bójmy się tego słowa, legendę polskiego bluesa. Tadeusz Nalepa nie odmówił. Jak sam wspominał:

Współpracowałem z Dżemem, dostałem od nich propozycję, bo Rysiek Riedel musiał zrobić sobie przerwę. Przeciągnęło się to trochę… Była też propozycja wspólnych nagrań. Pomyślałem: dlaczego nie? I postanowiłem – z przekory – że nie będziemy bluesa grać. No i powyciągałem jakieś swoje kawałki sprzed 20 lat, sprzed roku…

Powstała z tego płyta Numero Uno i ciężko naprawdę powiedzieć, czy jest to wydawnictwo dobre czy złe. Jest po prostu inne, stanowiąc ciekawe połączenie typowo bluesowych tekstów i śpiewu Nalepy, z westernowym nurtem Dżemu i to raczej tym z stylu Harley Mój niż Whisky. Tak czy inaczej, jak dla mnie, Nalepa mógłby zaśpiewać Kolorowe Sny i zrobić z tego kawał porządnego bluesa.

Z płyty Numero Uno Tadeusza Nalepy i Grupy Dżem Ten o tobie film.

Written by bebuk

poniedziałek, 21.03.2011 at 13:09

Napisane w 80s

Tagged with , ,

Polski absurd w najlepszym wydaniu

leave a comment »

Dobrze czasem zrelaksować się i posłuchać muzyki skocznej, prostej i przyjemnej. Gdybym miał wybrać polski zespół grający w takim właśnie stylu, byliby to T–Raperzy Znad Wisły. Założony w 1995r. zespół w tamtych czasach robił furorę swoimi zabawnymi utworami. Trudno się dziwić, jednym z założycieli był Grzegorz Wasowski, ktorego nazwisko wielu ludziom skojarzy się z Kabaretem Starszych Panów i Jerzym Wasowskim. Skojarzenie będzie dobre, starszy pan jest ojcem t–rapera.

Zespół związany był mocno z kultowym Komicznym Odcinkiem Cyklicznym, KOCem, bardzo popularnym programem rozrywkowym nadawanym w TVP w latach 1995–2000. W zasadzie programu tego użyto do wylansowania utworów T–Raperów. Lata 90. to w ogóle okres rozkwitu programów satyryczno–absurdalnych, pamiętamy puszczany wtedy Mann do Materny, Materna do Manna, Za chwilę dalszy ciąg programu (czy dłubać w nosie?). Pamiętamy Polską Partię Przyjaciół Piwa i Janusza Rewińskiego (ok, PPPP chyba nie tak do końca była absurdalna, wbrew pozorom)

Same teksty T–Raperów są śmieszne, proste, ale nie można powiedzieć, że idiotyczne. Weźmy chociażby „Gdzie kaktus rośnie na pustynii”, czyli jawne naśmiewanie się z Tercetu egzotycznego, „Kraina łagodności”, gdzie aż kipi od pseudofilozofowania w poezji śpiewanej („w lubieżności wannie totalne urządź pranie, puste przebiegi wstydu wpisz w harmonogram strat”!). Także tytuły kawałków były ciekawe: „Bo gdy cyganka kocha — zespół kruszyn budowlanych ‚Gipsy'” (ileż tu inteligentnej zabawy słowem!), „Najwięcej smaku jest w polskim chłopaku — Lucy w Skaju z Diamentami” (Lucy in the Sky With Diamonds? ;). No i nie zapominajmy o tym, że T–raperzy uczą bawiąc i bawią ucząc krótkimi piosenkami podsumowującymi panowanie kolejnych królów polskich czy też śmiesznymi streszczeniami lektur.

„Mało gadam, w tym akurat jestem słaby — ale za to właśnie mnie kochają baby.” Ja też jestem słaby w gadaniu, więc kończę, przejdźmy do części audiowizualnej.

T–Raperzy Znad Wisły — Erodisco

Written by msq

piątek, 18.03.2011 at 18:23

Napisane w 90s

Tagged with , , , , ,

Hop-siup, zwariowałem – pomieszałem duszę z ciałem

with one comment

Szaleństwo to motyw nie od dziś błąkający się po przeróżnych piosenkach. Niejednokrotnie sam  wykonawca zachowuje się jakby brak mu było piątej klepki, może się zresztą zdarzyć, iż faktycznie cierpi na jakieś schorzenie. Najczęściej to jednak podmiot liryczny doznaje rozmaitych niepokojących stanów świadomości i cierpi z tego powodu katusze. Gdyby poddać fachowej analizie niejeden tekst piosenki, psychiatra potrafiłby wyłowić tu symptomy konkretnej jednostki chorobowej. Możemy się zresztą zastanowić nad tym sami. Ostrzegam jednak, jeśli dla pogłębienia wiedzy zaczniemy zgłębiać tajniki psychiatrii, łacno zaczniemy dostrzegać pewne objawy u siebie (siła sugestii bywa nieoceniona).

Trudno szukać w chorobie psychicznej logiki. Tym bardziej nie szukajmy jej w piosenkach o „wariatach”. Weźmy dzisiejszą bohaterkę Repozytorium Oldskulu. Opowiada o człowieku pogrążonym w głębokiej depresji, ogarniętym apatią i niechętnym jakiejkolwiek aktywności. Tymczasem muzyka towarzysząca tym słowa jest przepełniona energią, tak że nie sposób jej słuchając usiedzieć na miejscu – sprawia to riff gitary wzmocniony grającym unisono basem. Piosenka podobno została skomponowana przez gitarzystę, w czasie gdy koledzy mieli przerwę obiadową. Pomyślana początkowo jako tzw. zapachaj na płytę, stała się jednym z największych przebojów formacji, a tę jakby nie mogącą „zaskoczyć” gitarę kojarzy chyba każdy. Dość słów, zanurzmy się po prostu w to muzyczne szaleństwo.

Black Sabbath – Paranoid

PS Tytuł wpisu oczywiście został zapożyczony stąd.

Written by bzofik

środa, 16.03.2011 at 16:02

Napisane w 70s

Tagged with , ,

%d blogerów lubi to: