Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Archive for Wrzesień 2010

Bezkresna równina.

with one comment

Zimne, szare i mokre ulice grodu Kraka. Słońce widziane ostatni raz pięć dni temu. Korek gigant, samochody ścigają się ze ślimakami, które wystrzeliły właśnie spod listowia. Nie jestem z tych co narzekają na pogodę, ale stojąc w takim korku chciałbym na chwilę znaleźć się gdzieś indziej – na bezkresnych równinach Stanów Zjednoczonych, przecinanych nielicznymi, prostymi jak stół drogami. W świecie idealnym przemarzałbym te przestrzenie kabrioletem i chłonął krajobraz oraz prędkość wszystkimi zmysłami. Po drodze zaś mijał niewielkie miasteczka, zatrzymywał się czasem żeby zjeść kawałek ciasta z jagodami i wypić kawę

Dość marzeń, czas na olsdkul. Piosenka na dziś tytuł bierze od nazwy jednego ze wspomnianych miasteczek i doskonale nadaje się do jazdy samochodem. Popełnił ją podczas swojej kariery jeden z filarów Led Zeppelin, który całkiem niedawno wydał nową płytę. Być może jego dokonania solowe nigdy nie zbliżyły się do poziomu macierzystej formacji, ale uważam, że ta piosenka musiała się znaleźć w naszym zestawieniu. Czas na muzykę: Robert Plant – 29 Palms.

Written by bzofik

czwartek, 30.09.2010 at 18:09

Napisane w 90s

Tagged with , , ,

Koszmar na karaoke

with one comment

Są takie piosenki, których teksty pamięta się w formie podartej, pomiętej i lekko przybrudzonej. Angielskiego człowiek nie znał, internety to dopiero kosmici na pustyniach Egiptu budowali i łaził człowiek, zadowolony że taki światowy, pośpiewując Raka szaka maka fon.
Były też kawałki, które znało się z refrenu, bo przypadkowo pokrywał się z tytułem, podglądnięty na Vivie, czy MTV, kiedy jeszcze M oznaczało muzyczna, a nie mierna i mocno miażdżąca mózgi młodzieży. Słysząc w radiu taki kawałek, człowiek z samozadowoleniem podśpiewywał refren i mruczał, tatał, czy po prostu kiwał głową do zwrotek.
Jedną z takich właśnie piosenek była We didn’t start the fire – Billiego Joela. Refren OK, da się zaśpiewać, ale w zwrotkach same pędzące z szybkością Airwolfa korowody bezsensownych sylab, Marilyn Monroe.
Teraz, jesteśmy mądrzejsi i każdy z nas ma takiego wujka co zawsze podpowie/poradzi. Zwrotki We didn’t start the fire stanowią, wzorowaną na dziecięcych wyliczankach, listę nawiązań do ważnych wydarzeń politycznych, kulturalnych i społecznych, począwszy od 1949, roku urodzin Williama Martina „Billiego” Joela, do 1989, jak można się domyślić, roku wydania piosenki. Zainteresowanych pełną listą z wyjaśnieniami odsyłam do Wikipedii.

Oficjalny klip

Wersja z tekstem

Co do Pana Joela, nadmieńmy tylko, że tworzy do dziś, i to nie tylko szeroko rozumiany pop, ale i muzykę klasyczną, koncertuje regularnie z Eltonem Johnem pod szyldem Face 2 Face, a jego inny przebój miał duży wpływ na jednego z repodaktorów, który w podstawówce lubił podśpiewywać, myląc tekst jak wszyscy zresztą, I’m not so tall/Just because I’m in love.

Written by bebuk

środa, 29.09.2010 at 13:31

Napisane w 80s

Tagged with , , , , ,

Rozmowa gitary z saksofonem.

7 komentarzy

Dzisiejszy majstersztyk sponsoruje literka S jak saksofon. Jest to bardzo rzadko występujące w oldskulu zwierzę, niechętnie atakuje listy przebojów, ale gdy już to zrobi jest do bólu skuteczny. Niepoprawny romantyk.

Często łączy się w pary z jazzem, uwielbia spędzać czas w ciemnych, zadymionych klubach Nowego Orleanu. Równie dobrym partnerem jest rock, oba te gatunki krzyżują się wyśmienicie tworząc doskonale przystosowane potomstwo.

Dzisiejszy kawałek to dla mnie klasyk takiego połączenia, zaryzykuję stwierdzenie, że jest w pierwszej trójce najbardziej znanych motywów saksofonowych. Gitarzysta Eurythmics, David A. Stewart, oraz saksofonistka altowa Candy Dulfer stworzyli arcydzieło — utwór instrumentalny, w którym saks rozmawia z gitarą.

David A. Stewart & Candy Dulfer — Lily Was Here

Written by msq

wtorek, 28.09.2010 at 18:17

Napisane w 80s

Tagged with , , , ,

Spadkobiercy, czyli dwa w jednym.

leave a comment »

W dzisiejszym odcinku repozytorium zobaczymy jak kręte bywają ścieżku muzyki i w jak odległe regiony potrafią zaprowadzić. Za przykład posłuży czołowy przedstawiciel psychodelicznego grania lat 60-tych zza wielkiej wody – Jefferson Airplane. Prezentowany utwór Somebody To Love niesie posmak lat kontestacji i eksperymentów z rozmaitymi substancjami. Od momentu nagrania był wielokroć coverowany i wykorzystywany  w mniej lub bardziej udanych produkcjach.

Lata płynęły zespół a Jefferson Airplane kilkakrotnie się rozpadał, łączył na nowo i zmieniał nazwy, aby w końcu przekształcić się w grupę Starship, która uraczyła nas tym niezaprzeczalnie oldskulowym kawałkiem – We Built This City. Można się spierać nad tą piosenką…ale chyba jak żadna inna nadaje się na budzik. Przed nami bohaterka dzisiejszego odcinka

Written by bzofik

poniedziałek, 27.09.2010 at 19:15

Napisane w 60s, 80s

Tagged with , , , ,

Trzonek

9 komentarzy

Kto jest naprawdę oldskulowy? Można powiedzieć, że ktoś tam raz zagrał coś, co wszyscy pamiętają i wszyscy się zgodzą, przyklasną i powiedzą, że ‚ten kawałek to ja Panie w 2000 słyszałem i dobry był zaprawdę.’ I co? I kupa.
Oldskul to osobowości, a jakie dwie lepsze osobowości reprezentują oldskul niż Jerome „Chef” McElroy i Jules Winnfield. Pierwszy znany z jego czekoladowych kuleczek i pionierstwa w temacie edukacji seksualnej, drugi natomiast znany jako posiadacz najbardziej oldskulowego portfela w historii kinematografii i zdecydowany przeciwnik węży.
Issac Hayes, zanim uwierzył, że ma pozaziemską przeszłość, był dobrym muzykiem, który nagrał wspaniałą piosenkę, wykorzystaną w serii filmów o Shafcie, którego ostatnim, póki co, odtwórcą jest … Samuel L. Jackson.

Panie i Panowie (kolejność nieprzypadkowa) Isaac Hayes i Shaft

Written by bebuk

Niedziela, 26.09.2010 at 22:56

Napisane w 70s

Tagged with , , ,

Twoją kobietą (nie mogłabym być)

leave a comment »

Dzisiaj o zaledwie trzynastoletnim oldskulu, o którym przypomniał mi pewien znajomy konryd. Muszę przyznać, że kawałek okrutnie wchodzi w głowę, wyróżnia się na tle innych oldskuli oryginalnymi klawiszami. Sam autor, Jyoti Prakash Mishra, twierdzi, że tekst można interpretować na wiele sposóbów — większość z tych interpretacji ociera się o temat związków homoseksualnych. Mnie osobiście bardziej kojarzy się to z jakimś pożegnalnym listem, w którym ona(on?) zrywa z nim (nią?), ale mniejsza z tym.

Autor jest hindusem, ale od trzeciego roku życia żyje w Wielkiej Brytanii. Jest jedynym członkiem White Town pod szyldem której powstał dzisiejszy utwór; popełnił on 4 albumy, ale nie dane mi było usłyszeć żadnego innego kawałka, co utwierdza mnie w przekonaniu, że to typowy OHW.

Smacznego!

Written by msq

sobota, 25.09.2010 at 19:39

Samba?

leave a comment »

Dzisiejszy wpis z rozmaitych przyczyn krótki, najważniejsze że zamieszczony, bo przecież dzień bez oldskulu to dzień stracony. Dziś będziemy dalej eksplorować dwa wątki obecne od jakiegoś czasu na naszym blogu. Pierwszy to wybitni instrumentaliści, a drugi to muzyczne kolaboracje. Wiele osób kojarzy go z rozmaitych duetów, ale przecież najbardziej jest znany z utworu który wykonuje sam…przed Państwem muzyczny obieżyświat i człowiek, który z niejednego muzycznego pieca chleb jadł i z niejednym nagrywał… Carlos Santana.

Written by bzofik

piątek, 24.09.2010 at 23:58

Napisane w 70s

Tagged with ,

%d blogerów lubi to: