Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘OST

Muzyka z głośników, obraz z rzutnika

leave a comment »

Są filmy, które lubię w dużej części za ścieżkę dźwiękową. Są takie momenty w filmie, kiedy muzyka jest tylko i wyłącznie tłem, wtedy dużo trudniej ją wychwycić i „polubić”; są też fragmenty, gdzie muzyka jest w danej scenie wszystkim — nie ma dialogów, jest tylko obraz i dźwięk, który wtedy (nomen omen) gra pierwsze skrzypce. Gdybym miał wybierać, powiedziałbym, że wolę tę drugą opcję, wtedy można delektować się naprawdę dobrze dobranym soundtrackiem i docenić współpracę między filmowcami i muzykiem.

Mam oczywiście na myśli pewien konkretny fragment, jest to właśnie jeden z tych, które zwracają na siebie uwagę w ten charakterystyczny sposób, kiedy oglądając film myśli się „do stu tysięcy beczek solonych śledzi, ależ dobrze dobrany soundtrack”. Fragment pochodzi z filmu anime: gatunku, którego nie jestem jakimś wielkim fanem, ale który ma jednego solidnego przedstawiciela. Podobno film ten nie jest tradycyjnym anime (jako laik w temacie stwierdzam, że to chyba nawet widać), niemniej jak ktoś się nie zna to widząc taki obraz powie „anime”. „Ghost in the Shell” kupił mnie fabułą, wykreowanym światem, tematyką i właśnie ścieżką dźwiękową. Być może ten fragment na youtube nie oddaje w pełni klimatu, jaki udzielił mi się przy jego oglądaniu, tym bardziej polecam obejrzenie całego filmu — nawet jeśli wydaje się wam, że nie lubicie anime.

Kenji Kawai — M07 Nighstalker

Reklamy

Written by msq

wtorek, 14.08.2012 at 22:44

Napisane w 90s

Tagged with , , , ,

Białe marynarki

leave a comment »

Wpadła mi ostatnio w oko notka, że amerykańscy naukowcy twórcy serialu Mad Men przejdą do historii jako pierwsi, którym udało się pozyskać na rzecz srebrnego ekranu utwór The Beatles. Tommorow Never Knows kosztowało bagatela ćwierć miliona dolarów.

Mad Men stanowią kolejny przykład romansu telewizji z muzyką realizowanego czy to w formie przebojowej, jak cała ścieżka dźwiękowa do Life on Mars (który skądinąd polecam jako najbardziej oldskulowy serial świata z zakończeniem bijącym na głowę 6 stóp pod ziemią), parodiującej, jak Flight of the Conchords, czy też wywołującej i znudzenie i nudności, jak Glee (szczerze ostrzegam, że pod linkiem kryje się zło).

Cały fenomen wykorzystywania muzyki nieoryginalnej jako ilustracji telewizyjnych historii sprowadza się jednak do jednego serialu, w którym pustymi ulicami drugiej Hawany, wpatrzeni we wschodzące słońce panowie Crockett i Tubbs powracali do domów kabrioletem . Przestępcy zostali zgarnięci, kobiety zdobyte, na białych marynarkach pojawiły się zacieki potu, a wiatr we włosach uniemożliwiał rozmowę. Słychać było tylko saksofon.

Serial Miami Vice, znani u nas jako Policjanci z Miami (zawsze mnie zastanawiało co mieli do tego Majowie), był pionierem. W większości produkcji używano muzyki specjalnie tworzonej na cele telewizji (dziś te same utwory prześladują ludzi w Tesco), panowie Crockett i Tubbs zaś, dzięki pieniądzom producentów, którzy wydawali po 10.000 na odcinek na same prawa do muzyki, mogli być twardzi w rytmie hitów lat 80-tych. Niektórzy wielcy nawet dostawali rólki.

Swoje miejsce na ścieżce dźwiękowej znalazł także Glenn Frey, znany jako założyciele The Eagles, który już solowo zmajstrował takie oto arcydziełko:

Glenn Frey – You Belong to the City

Written by bebuk

czwartek, 10.05.2012 at 20:49

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Huta miłości

leave a comment »

Od Walentynek nie da się uciec. Nawet celowe unikanie ich jest w pewien pokręcony sposób świętowaniem dnia całusków i aniołków. Zresztą plan na dzień przedwczorajszy, czyli nie robienie niczego walentynkowego, się nie powiódł, jako że moje mocne postanowienie zostało zmiękczone przez promocję WALENTYNKOWĄ na karnet na squasha. Będąc oczywiście towarzysko niezręcznym zacząłem się zastanawiać, co sobie pomyślą gdy na 4 wejścia na karnecie przyjdę z dwoma różnymi dziewczynami oraz mężczyzną, który mógłby grać Gimliego.

Do tego właśnie w Walentynki skończyłem książkową wersję Łowcy Jeleni, raczej nieszczególną próbę beletryzacji filmu, który nie na jelenie polował ale na złote statuetki. Film ten nie jest z gatunku komedii romantycznych i zamiast 4 wesel i pogrzebu, jest jedno wesele, mogiły zbiorowe i zespół szoku pourazowego. W jednej z najbardziej słodko-gorzkich scen w historii kina grupa hutników urządza sobie przedweselną posiadówkę w barze, gdzie grają w bilard, piją i rozmawiają o życiu i śmierci, aby w pewnym momencie chóralnie odśpiewać puszczaną akurat z szafy grającej piosenkę.

Can’t Take My Eyes Off You zostało nagrane przez Frankiego Vialliego w 1967 roku, a potem scoverowane przez różnych artystów. Zaśpiewał ją Frank Sinatra, o którym można by powiedzieć, parafrazując jedną z zasad internetu, że jeśli coś istnieje to Frank to zaśpiewał. Dosłodził ją do obrzydliwości Julio Iglesias (uwaga nagie dzieci). Wrzucili ją na b stronę jakiegoś singla Manic Street Preachers, a Lauryn Hill, której to wersja była moją pierwszą (niezbadane są drogi oldskulu), dołożyła taneczny bit. Piosenka wymościła sobie cieplutkie miejsce w komediach romantycznych, a dla mnie już na zawsze będzie kojarzyła się z Christopherem Walkenem kręcącym pupą i pijanymi hutnikami.

Frank Vialli – Can’t Take My Eyes Off You

Written by bebuk

czwartek, 16.02.2012 at 15:39

Napisane w 60s

Tagged with , , , , ,

Podkręć na 11

leave a comment »

Podobno naśladownictwo jest najwyższą formą pochlebstwa. Wątpię, żeby zgodzili się z powyższym reżyserzy, których filmy są mielone na papkę, przetrawiane i zwracane w formie kolejnego Jakiegoś tam Filmu ale nie zawsze synonimem parodii były ekskrementy osobników pokroju Jasona Friedberga.

W 1979 roku amerykański aktor i reżyser, Rob Reiner (polska wikipedia nie wspomina, że nakręcił A Few Good Men), nakręcił skecz dla telewizji ABC, będący parodią klipów promocyjnych zespołów heavy metalowych. Skecz nigdy się nie ukazał, ale materiały był na tyle ciekawy, że 5 lat później w kinach pojawił się pełnometrażowy mockumentary, w którym reżyser śledzi losy fikcyjnego zespołu Spın̈al Tap (zwracam uwagę na heavy metalowy umlaut nad N) w trakcie ich tournee po Stanach.

Heavy metal lat 80-tych, to wykwintne połączenie błyszczyku i szatana, akurat nieźle parodiował sam siebie. W pracy z takim materiałem rolą reżysera było nakręcenie filmu na kanwie odpowiednio dobranych plotek. Udało mu się to na tyle, że Ozzy myślał, że This is Spinal Tap jest normalnym filmem dokumentalnym, bo prawie wszystkiego co zobaczył w filmie doświadczył na własnej skórze. A w filmie jest wszystko: walki o nazwę z innymi zespołami, piosenki z tekstami wziętymi wprost z Bad Sex in Fiction, walące się dekoracje sceniczne, fanaberie gwiazd, wojny o kierownictwo artystyczne, kobiety rozwalające zespół i w końcu członkowie zespołu dławiący się wymiocinami (nie własnymi), sprzedający aparaty do dializy za narkotyki czy też wybuchający na scenie.

Wszystko to wyszłoby pewnie blado, gdyby nie świetna muzyka. Spinal Tap grał na tyle dobrze, że wydał, oprócz ścieżki dźwiękowej z filmu, jeszcze dwa albumy i stał się przedmiotem kultu i wspomnień.

Spinal Tap – Tonight I’m Gonna Rock You Tonight

Written by bebuk

poniedziałek, 12.12.2011 at 23:03

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Film na wieczór

leave a comment »

Długi weekend płynie, a miliony Polaków pędzą od grobu do grobu rozpoczynając na każdym zwyczajowy proces utleniania knota, zakupując trupie miodki i inne nekro-delicje oraz powodując niemiłosierne korki.

Polska raczej horrorem nie stoi, więc w poszukiwaniu czegoś bardziej rozrywkowego musimy udać się w znanym, anglofońskim, kierunku. Damy sobie spokój z satanistyczną indoktrynacją przy pomocy dyni i pajęczyny, zajrzymy za na to playlisty układane specjalnie na imprezy halloweenowe.

W 1975 roku wyszedł film The Rocky Horror Picture Show, adaptacja musicalu o tym samym tytule. Niesiony duchem glam rocka, opowiada on o transwestycie z miasta Transexual w Transylwanii (a ja znowu o polityce). Tak, dobrze słyszeliście. Główny bohater, mężczyzna w średnim wieku, pląsa w fatałaszkach w stylu Moulin Rouge i wraz z doborową grupą dziwadeł gości śpiewa późnego rock’n’rolla. Nie mówcie potem, że nikt was nie uprzedzał.

Ścieżka dźwiękowa z TRHPS (filmy kultowe muszą mieć zwyczajowe skrótowce) zagościła na dobre na imprezowych playlistach głównie za sprawą piosenki Time Warp, która w niektórych kręgach stała się halloweenowym Last Christmas, a która mogłaby z powodzeniem służyć za dzisiejszy oldskul. Zostawię was sam na sam z Timem Currim, albo Doktorem Frank-N-Furterem.

The Rocky Horror Picture Show – Sweet Transvestite

Written by bebuk

poniedziałek, 31.10.2011 at 16:07

Napisane w 70s

Tagged with , , , ,

To nie jest wpis polityczny

leave a comment »

Dzień wczorajszy, z wiadomych przyczyn, zdominowany był przez nieustający wręcz potok przemówień smutnych panów, mówiących nam, że albo możemy już dać sobie spokój, albo, że oni nigdy nie dadzą sobie spokoju. Tak, czy inaczej, część stacji telewizyjnych od rana transmitowała niekończący się korowód ludzi kładących szklane naczynia wypełnione woskiem, z którego wystawał zapalony knot, na konstrukcjach z przeróżnych materiałów. A co na to TVPuls? Program ten, znany obecnie raczej z pokazywania Ukrainek wątpliwej urody prezentujących biusty niczego nie spodziewającym się mężczyznom (linka nie będzie, jak ktoś będzie chciał to znajdzie), pokazał w godzinach porannych film O dwóch takich co ukradli księżyc.

Sława jaką uzyskał wspomniany obraz ma jeden duży minus, kompletnie wypiera ze zbiorowej świadomości wiedzę o innych dwóch takich co ukradli księżyc. Kreskówka ta jest tym wszystkim, czym wersja z 1966 nie jest. Psychodeliczna animacja zamienia bajkę dla dzieci w coś co dorosły może obejrzeć bez konieczności robienia w myślach listy zakupów, a jednocześnie działa na umysł dziecka znacznie mocniej niż niejeden horror. Przyznam, że nigdy nie bałem się Buki, natomiast Strażników i owszem.

Zwieńczeniem świetnej bajki jest genialna muzyka stworzona przez Jana Borysewicza i Lady Pank. Miałem szczęście, że w domu pojawił się pierwszy z dwóch winyli z piosenkami z tego serialu. Na albumie jest oczywiście jeden ze sztandarowych utworów panów od rzucania telewizorami w dal i plastikowymi butelkami w fanówMarchewkowe Pole, ale na tym się nie kończy. Płyta jest wyraźnie nastawiona nie tylko na dzieci, a Borysewicz i spółka stworzyli świetnych 13 piosenek, pasujących do serialu, a jednocześnie bardzo współczesnych. Jest hymnowo-melancholicznie w Siedmioramiennej Tęczy, jest politycznie w Hrabi i Czarowniku, jest, cóż, psychodelicznie w Awanturze, Latającym Kocie czy Chmurce, i oniryczno-wulgarnie w Oazie. Co najważniejsze, całość po prostu buja.

Zostawiam was z piosenką, dzięki której przełamałem strach przed Strażnikami.

Lady Pank – Lew

Written by bebuk

poniedziałek, 11.04.2011 at 19:29

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Stop!

leave a comment »

Z cyklu: ścieżki dźwiękowe w filmach. Jestem świeżo po Gorzkich godach Polańskiego, na temat samego filmie nie będę się rozwodził, powiem tylko, że jest bardzo dobry. Soundtrack to zbiór znanych utworów, nie odkryjemy tutaj jakiejś nowej perełki, mnie posłużył raczej za swego rodzaju przypominajkę a to za sprawą Sam Brown i hiciora Stop!

Pomysł na piosenkę wpadł piosenkarce do głowy w wieku lat 22, potem gdy spotykała się z muzykami z Nowego Jorku: Greggiem Suttonem i Brucem Brodym miała ułożoną w głowie sporą część utworu. Panowie nie zostali wybrani przypadkowo, bo wcześniej współpracowała z nimi przy Walking Back to Me. Gregg stwierdził później w wywiadzie, że Stop! powstało w sumie w pół godziny, jedną zwrotkę i refren ułożyła Sam natomiast on dołożył drugą zwrotkę. Album o tej samej nazwie co nasz hit został wydany w 1988 roku, wcześniej zmieniono wytwórnię, gdyż pierwsza nie była zbyt entuzjastycznie nastawiona (a macie, złodzieje! ;).

Warto dodać, że Sam współpracowała z wieloma innymi artystami, m.in. w czasie trasy koncertowej Floydów, która zaowocowała albumem P*u*l*s*e, a także na The Division Bell i solowym albumie Davida Gilmoura About Face (wszędzie jako chórzystka), oraz w reedycji My Sweet Lord Georga Harrisona z 2001r. Co tu dużo mówić, głos ma piękny, czego dowodem jest właśnie Stop!.

Sam Brown — Stop!

P.S. Korzystałem z oficjalnej strony Sam (polecam punkt 15 działu FAQ :)

Written by msq

piątek, 25.03.2011 at 20:16

Napisane w 80s

Tagged with , , , ,

%d blogerów lubi to: