Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Archive for Sierpień 2011

Jeszcze jedna cegła z muru

leave a comment »

Sąsiedzi patrzą na Ciebie jakoś dziwnie…zdaje się że szepczą za Twoimi plecami. O czym tak rozmawiają? Dlaczego z dnia na dzień są coraz mniej przyjaźni?

Nikt nie rozumie. Nie słucha. Dzieje się tutaj coś co najmniej podejrzanego. Obudziłeś się dziś zmęczony, jakbyś wędrował całą noc w poszukiwaniu, czegoś a może kogoś. Sensu. Celu. Powiązania. Sytemu. Porozumienia. Spisku?

Niczym nie uzasadniony lęk. Agresja. Zamknięcie się w sobie. Jak to się mogło stać. Masz przecież dwadzieścia parę lat…i nigdy wcześniej nie czułeś się taki zagubiony.

Nikt nie wie jak to się dzieje. Brak jest pewnej wiedzy na temat źródeł schorzenia, stąd niemożność leczenia przyczyn, jedynie próba złagodzenia skutków. Schizofrenia, bo o niej mowa, rozwija się często długo niedostrzegana przez otoczenie chorego. Odgradza go coraz bardziej od świata jaki znamy na co dzień. Osobowość rozpada się, zacytujmy obrazowo za Antonim Kępińskim „Cegły ułożone w określonym porządku tworzą indywidualną budowlę, bezładnie rozrzucone są tylko kupą gruzu”.  Budzi skojarzenia?

Nie jest to jednak wpis poświęcony Sydowi Barretowi. Jeden z założycieli Pink Floyd cierpiał na pewien rodzaj zaburzeń schizofrenicznych, które w połączeniu z zażywaniem substancji psychoaktywnych zakończy przedwcześnie jego obiecującą karierę. Bohaterami notki są raczej lęk i poczucie wyobcowania. Są filmy, które potrafią je przybliżyć zupełnie zdrowemu człowiekowi. Jest też muzyka, która wiernie je oddaje. Dziś w Repozytorium Oldskulu Mia Farrow i  kompozycji polskiego giganta.

Krzysztof Komeda – Kołysanka Rosemary

Written by bzofik

środa, 31.08.2011 at 21:01

Napisane w 60s

Tagged with , , ,

Jam jest panem ognia piekielnego

leave a comment »

Ostatnio na Repo pojawił się Książe Ciemności w wydaniu solowym. A może by tak sięgnąć odrobinkę dalej i posłuchać Króla Ojca Ciemności?

Kiss, Bruce Dickinson, Alice Cooper, Marylin Manson, Peter Gabriel. Wszyscy ci wykonawcy wymieniają wśród swoich inspiracji Arthura Browna, niedoszłego adwokata i aktora, który zaszokował w 1968 roku cały świat albumem The Crazy World of Arthur Brown. Końcówka lat 60-tych była akurat okresem niewyobrażalnie bogatym w wielkie debiuty, ale nawet na tak jasnym tle pan Brown nie pozostaje niezauważalny.

Oprócz muzyki, która przywodzi na myśl szamański styl Morrisona i wokalne odjazdy Gillana, pan Brown zajmował się czymś w rodzaju performensu. Właściwie wymyślił metalowy look podchwycony natychmiast przez Kiss czy Alice’a Coopera, wprowadził na scenę ogień, kostiumy, postacie latające na sceną na linach i wiele, wiele innych. Może to brak kolejnych albumów, a może fakt, że żył w ciekawych muzycznie czasach, sprawił, że zespół The Crazy World of Arthur Brown nie jest wymieniany jednym tchem z resztą pionierów muzyki rockowej.

Repozytorów z większą ilością czasu zachęcam to zapoznania się z całym albumem, reszcie natomiast przedstawiam singiel zaczynający się o jednego z najbardziej znanych zdań w historii muzyki rockowej.

The Crazy World of Arthur Brown – Fire

Written by bebuk

poniedziałek, 29.08.2011 at 20:04

Napisane w 60s

Tagged with , ,

Nietoperz na śniadanie, kot na podwieczorek

with one comment

Z cyklu „legendy heavy–metalu”: Ozzy Osbourne. Któż nie zna ekscesów Ozzyego z czasów gry w Black Sabbath. Większość choć raz zasłyszała mityczne wręcz historie o Ozzym odgryzającym głowy różnych zwierząt na koncertach. Przygoda z nietoperzem podobno rzeczywiście się zdarzyła, wpiszmy zresztą do google „ozzy nietoperz”, żeby ujrzeć takie perełki jak „Ozzy: Nietoperz był chrupiący i ciepły”. Tak, wydaje się to prawdopodobne: rzucony na scenę nietoperz (nieważne czy żywy, czy martwy) zostaje podniesiony, ozzy odgryza mu głowę, zdaje sobie sprawę, że to żywe zwierzę ale nie robi to na nim wrażenia i pałaszuje je popijając szklanką wody (bo Ozzy wie, że dobrze jest wypić szklankę wody po posiłku).

Nawet jeśli to wszystko wyreżyserowane, to trzeba przyznać, że Osbourne zwracał na siebie uwagę. Przyszedł jednak okres, kiedy należało się chociaż trochę ustatkować i przestać wcinać ssaki na podwieczorek. Po odejściu z Black Sabbath w 1979 Ozzy zakłada własny zespół i próbuje podbić świat. Nie znam wszystkich albumów autorstwa jego zespołu, ale znam „Ozzmosis” i pojedyncze, popularniejsze kawałki. Dwa takie kawałki zapadły mi w pamięć: wydany w 2001 roku melancholijny Dreamer, jakże inny od całego image Ozzyego. Drugi kawałek to I Just Want You ze wspomnianej płyty Ozzmosis. I powiem tyle: znać należy za piękną melodię i tekst — mimo, że to też nie jest ten zły, mroczny Ozzy.

Ozzy Osbourne — I Just Want You

Written by msq

piątek, 26.08.2011 at 20:48

Napisane w 90s

Tagged with , , ,

Konkurs urodzinowy!

2 komentarze

Pisać każdy może, jeden lepiej drugi gorzej. Jeśli nieraz myśleliście czytelniku i czytelniczko, że pantofelek napisałby lepsze wpisy niż my, wybiła godzina prawdy. Z okazji pierwszych urodzin bloga podzielcie się z nami co wam w duszy gra i wychodzi spod klawiatury. Zasady są banalnie proste –  jeśli jest jakiś oldskul, o którym chcielibyście opowiedzieć innym – sklećcie i notkę prześlijcie na adres repozytorium.blog@gmail.com. Zgłoszenia przyjmujemy do północy z 1 na 2 września 2011 roku. Format dowolny, lecz życzliwie namawiamy do trzymania się schematu przyjętego na blogu i oscylowaniu wokół objętości 300 wyrazów. Autor najciekawszej naszym zdaniem notki dostąpi zaszczytu jej opublikowania oraz otrzyma nagrodę w postaci płyty CD.

Zapraszamy do zabawy, a dla pobudzenia kreatywności, coś od panów którym jej nigdy nie brakowało.

The Beatles – Lucy in the Sky with Diamonds

Written by bzofik

czwartek, 25.08.2011 at 16:55

Napisane w Specjał

Rocznica czyli Repozytorzy na językach Starszych Panów

3 komentarze

Czas płynie nieubłaganie i mija już rok od chwili, gdy zaczęliśmy przygodę z Repozytorium Oldskulu. Sam uprzednio sceptyczny do blogów o tematyce muzycznej zakasałem rękawy i z czytającego krytykanta stałem się autorem wpisów, które z pozostałymi Repozytorami staramy się regularnie zamieszczać. U samych początków pisaliśmy częściej, dziś trzy razy w tygodniu, ale odstawowe założenia są takie same – każdy z nas pisze o czym chce i jak chce, trzymając się kursu na archipelag pełny ukrytych skarbów. Są to piosenki zakorzenione w naszych wspomnieniach, czasem pokryte warstwą kurzu, po którego otarciu ukazują swoje piękno.

Bez prowadzenia dokładnej statystyki widać łacno, iż nasz blog w większości zamieszkują piosenki anglojęzyczne. Wiem, że otwieram tu dyskusję nie lada, ale jest to dla mnie język o wiele przyjaźniejszy twórczości muzycznej, niż chociażby polski. Nie szeleści tak, ma wiele krótkich wyrazów i rozsądny rozkład spółgłosek i samogłosek. Kultura popularna rodem z Wielkiej Brytanii i USA posiada przy tym dużą nośność, stąd nieraz mylne oczywiście wyobrażenie, że dobre piosenki poza tymi krajami nie powstają. Powstają i owszem, ale często wykonawcy celem wypłynięcia na szerokie wody kariery muszą nagrać coś w języki Szekspira . Nie ma w tym nic zdrożnego, o ile oczywiście ktoś zada sobie trud i  jego artykulacja obcej mowy nie wywołuje torsji.

Preferuję zatem utwory w języku angielskim, podobnie jest z rozmaitymi źródłami informacji, stąd bezpardonowo zamieszczam na blogu odsyłacze do artykułów w języku angielskim. Lepsze to źródło niż niepełne lub pełne błędów, ale po polsku, plus zawsze może kogoś zdopingować do szlifowania języka, czego nigdy za mało.

Abstrahując od powyższego, jestem wielbicielem języka ojczystego, orędownikiem jego piękna i zaciekłym obrońca. Dlatego bardziej niż w przypadku angielskiego razi mnie jego kaleczenie i wręcz gwałcenie w wielu piosenkach rodzimej produkcji. Tym bardziej cieszą utwory ze wspaniałym tekstem i dla nich zawsze znajdzie się miejsce w RO. Doskonałym przykładem jest dzisiejsza bohaterka, plus to jednocześnie swoisty manifest programowy, który w trafny sposób oddaje ducha naszego bloga.

Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski – Piosenka jest dobra na wszystko

Written by bzofik

środa, 24.08.2011 at 17:48

Napisane w 60s

Tagged with , , , ,

Marudzenie?

with one comment

Jakkolwiek by do sprawy nie podchodzić, nie da się postulować wyższości płyt, kaset, winyli czy szpuli nad mp3 i nie brzmieć jak nieświeże ciasto o wyraźnym zapachu imbiru. Przy wszystkich plusach nośników fizycznych, nie można zaprzeczyć, że łatwość z jaką możemy obecnie odkrywać nową muzykę stanowi atut naprawdę trudny do przebicia.

Ale co mi tam. Stratny format zapisu dźwięków sprawia, że nieraz muzyki jest zbyt dużo. Zbyt dużo, żeby się nacieszyć i zbyt dużo, żeby wracać do muzyki sprzed lat, gdy cały czas pojawiają się nowe pozycje do przesłuchania. Może u innych repozytorów znajduje się więcej systematyczności, na tyle, żeby nie pogubić się w tym czego już słuchali, a czego mieli posłuchać, a co dopiero figuruje w planach na najbliższy rok muzyczny.

Ostatnio będąc w domu rodzinnym odkryłem bez mała dziesięcioletnią płytkę CD wypakowaną plikami mp3. Znalazłem tam trochę rzeczy, które nadal pojawiają się w moim odtwarzaczu, trochę takich, które z wiekiem opuściły ten odtwarzacz i to pewnie już na zawsze. Wpadłem też na jeden kawałek, w którym byłem kiedyś zakochany, potem mi gdzieś umknął, ale teraz na szczęście wrócił. I wiecie co? Znowu się zakochałem.

John Lee Hooker i Carlos SantanaChill Out (Things Gonna Change)

Written by bebuk

poniedziałek, 22.08.2011 at 14:58

Napisane w 90s

Tagged with , , ,

Dlaczego facet z łukiem nie śpiewa

leave a comment »

Dawno, dawno temu za siedmioma wzgórzami, za niezliczonymi korkami i w drodze dziurami było małe miasto z kinem tak chronicznie niedogrzanym, że w zimie widzowie za najważniejszą rzecz uznawali nie sam film, ale żeby usiąść jak najbliżej elektrycznego piecyka wolnostojącego. W tej oto świątyni dziesiątej muzy pojawił się pewien młodzianek, którego kuzyn litościwie obiecał zabrać na film o przygodach Robina co łuk napina. Przed drzwiami na salę chłopiec doznał wielkiego rozczarowania oraz jednocześnie lekcji życia  – nękany pytaniami kuzyn dość obcesowo wyłuszczył, że to nie jest tak, że Kevin Costner wyjdzie i zaśpiewa wśród przedwiecznej puszczy, przebój którym tętniły wówczas radia…

I tym oto sposobem dowiedziałem się na czym jest przebój nagrywany na potrzeby ścieżki dźwiękowej filmu. Temat sam w sobie ogromnie ciekawy, bo czasami przebój tętni podskórnie przez cały film wykorzystywany także jako element muzyki ilustracyjnej, czasami okrasza napisy końcowe i burzy spokój miast i wsi swym porażającym pięknem, a czasem po prostu jest jedyną rzeczą, która w filmie jakoś się broni.

W przeciągu ostatnich dni natrafiłem na pewną piosenkę, będącą niewątpliwym oldskulem, wykorzystaną udatnie w dwóch filmach, nie sposób więc jej dłużej ignorować, zwłaszcza że wykonawcy jeszcze nie gościli w Repozytorium. Proponuję zrobić głośno. Bardzo.

Aerosmith – Back in the Saddle

Written by bzofik

środa, 17.08.2011 at 21:40

Napisane w 70s

Tagged with , ,

%d blogerów lubi to: