Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘heavy

Ruski rynek nas wychował

leave a comment »

Drzewiej, kiedy to muzyka była dla mnie wielką niewiadomą (uprzedzając: nadal jest, teraz po prostu trochę mniejszą) słuchało się tego co leciało w TV/radio/znajomi podrzucili. Siłą rzeczy wszyscy ocierali się o zespoły znane i lubiane. Wszyscy kojarzyli hity i przyczyniali się do ich rozpowszechniania w skrytości ciesząc się, że „znajomy słucha, bo mu podrzuciłem”. Ja edukowałem się na różnych krążkach, które były w domu. Kupione na „ruskim rynku” „oryginalne” płyty z błędami, nagrane jak najniższym kosztem nawet nie starały się imitować oryginałów i wszyscy wiedzieli jak to wygląda. Jedna z takich płyt, składanka, zapadła mi w pamięć, bo było na niej kilka utworów, które bardzo lubiłem. Dzisiaj dopiero wyguglałem z ciekawości, jak się nazywała (bo nazwę miała niestandardową). Okazało się to nagranie Rock Aid Armenia, czyli inicjatywa, która powstała by pomóc ofiarom trzęsienia ziemi w Armenii w 1988.

Oprócz nieznanego mi dokumentu nt tworzenia „Smoke on the Water” wynikiem tego projektu była też płyta „The Earthquake Album” z hiciorami. Stamtąd właśnie liznąłem parę znanych nazw zespołów i utworów. Wtedy bardziej kręcił mnie ciężki klimat i oczy świeciły się na widok takich nazw jak Iron Maiden czy Deep Purple. Oraz Black Sabbath. Najmroczniejszy z mrocznych, ze strasznymi tekstami, bo wtedy nie chciałem nawet zerknąć na nie-tak-mroczne-kompozycje, np. Orchid, i raczej uważałem je za błędy, dziwne i niepotrzebne eksperymenty ;-)

Black Sabbath — Headless Cross

Written by msq

poniedziałek, 18.02.2013 at 22:27

Napisane w 80s

Tagged with , , , ,

Próżne wyrażenia

with one comment

Polska progresją stoi. Właściwie to ciężko jest definitywnie stwierdzić, czy ilość progresji w Polsce jest większy niż w innych krajach, szczególnie gdy zdefiniujemy… Nieważne.

Są zespoły, które, mimo że nieraz niszowe nawet w swoich własnych krajach, zdobyły niewyobrażalną popularność w Polsce. Z nowszych wspomnę może Anathemę, która parę lat temu miała problemy ze znalezieniem wytwórni w Wielkiej Brytanii i niemalże się rozpadła, jednocześnie mając w Polsce rzesze fanów. Trzeba przyznać, że potrafią się fanom zrewanżować nagrywając DVD w Polsce albo dając 3-godzinny koncert, do którego włączają, niechętnie bo niechętnie, kawałki z okresu drugofalowego death doom metalu.

Skąd się biorą takie zjawiska? Odpowiedź jest jedna: Piotr Kaczkowski. Ktoś musiał wyłowić te okazy z letnich wód, przyprawić zapowiedzią i podać, niczym podkurek, nocną porą. Od 1968 roku (1600 audycji) w audycji Minimax pan Kaczkowski edukuje kolejne pokolenia i sprawia, że przynajmniej w kwestii gustów muzycznych nie jesteśmy takim zaściankiem, jak mogłoby się wydawać oglądając telewizję.

Zespół Budgie pochodzi z Walii, a najbardziej znany jest jako twórca jednego z kawałków, które skowerowała Metallica na niezbyt zresztą popularnym Garage Inc. A poza tym? Poza tym nic. Wszelkie zapytania związane z Budgie dają wyniki po polsku, komentarze na youtube, nawet jeśli po angielsku, odnoszą do audycji Kaczkowskiego, a strona zespołu na wikipedi po polsku jest dwukrotnie dłuższa, niż po angielsku.

Panowie, zanim ogarnął ich szał NWOBHM, grali coś pomiędzy Yes a Thin Lizzy. Driady tańczą na polanie sławiąc życiodajne słońce i obfitość darów natury, po czym nad dzbankiem whiskey wycinają 4 solówki. Do tego dochodzi głos Burke’a Shelley’ego, o którym przez dobre parę lat myślałem, że jest kobietą.

Budgie – Parents.

Written by bebuk

poniedziałek, 17.10.2011 at 11:11

Napisane w 70s

Tagged with , , , ,

Nietoperz na śniadanie, kot na podwieczorek

with one comment

Z cyklu „legendy heavy–metalu”: Ozzy Osbourne. Któż nie zna ekscesów Ozzyego z czasów gry w Black Sabbath. Większość choć raz zasłyszała mityczne wręcz historie o Ozzym odgryzającym głowy różnych zwierząt na koncertach. Przygoda z nietoperzem podobno rzeczywiście się zdarzyła, wpiszmy zresztą do google „ozzy nietoperz”, żeby ujrzeć takie perełki jak „Ozzy: Nietoperz był chrupiący i ciepły”. Tak, wydaje się to prawdopodobne: rzucony na scenę nietoperz (nieważne czy żywy, czy martwy) zostaje podniesiony, ozzy odgryza mu głowę, zdaje sobie sprawę, że to żywe zwierzę ale nie robi to na nim wrażenia i pałaszuje je popijając szklanką wody (bo Ozzy wie, że dobrze jest wypić szklankę wody po posiłku).

Nawet jeśli to wszystko wyreżyserowane, to trzeba przyznać, że Osbourne zwracał na siebie uwagę. Przyszedł jednak okres, kiedy należało się chociaż trochę ustatkować i przestać wcinać ssaki na podwieczorek. Po odejściu z Black Sabbath w 1979 Ozzy zakłada własny zespół i próbuje podbić świat. Nie znam wszystkich albumów autorstwa jego zespołu, ale znam „Ozzmosis” i pojedyncze, popularniejsze kawałki. Dwa takie kawałki zapadły mi w pamięć: wydany w 2001 roku melancholijny Dreamer, jakże inny od całego image Ozzyego. Drugi kawałek to I Just Want You ze wspomnianej płyty Ozzmosis. I powiem tyle: znać należy za piękną melodię i tekst — mimo, że to też nie jest ten zły, mroczny Ozzy.

Ozzy Osbourne — I Just Want You

Written by msq

piątek, 26.08.2011 at 20:48

Napisane w 90s

Tagged with , , ,

Cekiny, lasery, show!

leave a comment »

Ostatnio kumpel dręczy mnie „You Give Love a Bad Name” Bon Joviego. Oldschool wpadł mu w ucho, a ja, bierny słuchacz, muszę znosić ten kawałek kilka(naście?) razy dziennie. Przesadzam oczywiście, bo nie jest to przecież taki zły utwór, a jedno trzeba przyznać: ma w sobie dużo mocy. Bardzo dużo mocy. Dlatego można go znaleźć w Guitar Hero i zagrać na gitarze przez chwile czując się jak prawdziwy rockmen :-) Słuchając „You Give Love a Bad Name” za każdym razem przychodzi mi do głowy dzisiejszy bohater: „I Was Made For Lovin’ You” w wykonaniu KISS. Skąd bierze się to powiązanie? Odpowiedź całkiem prosta, klimat obydwu kawałków, glamowa otoczka, gwiazdorzenie, cekiny, świecące gitary, wybuchy, fajerwerki. Może Bon Jovi nie idzie aż w tak agresywny image jak KISS, ale nadal są wygłupy na scenie. Ciekawe jest, że różnica między tymi zespołami to aż dekada! KISS założony został ok. 1972. a BJ w 1983. KISS był u szczytu popularności, kiedy BJ zaczynał zdobywać popularność, otwierając koncerty takich zespołów jak Scorpions, ZZ-Top czy… właśnie KISS. Zapraszam na solidną dawkę pozytywnej energii.

Wspomniane Guitar Hero polecam obadać, może jakiś znajomy ma. Zabawa jest przednia, szczególnie przy takich kawałkach jak poniższy.

KISS — I Was Made For Lovin’ You

Written by msq

sobota, 30.04.2011 at 15:13

Napisane w 70s

Tagged with , , , , ,

%d blogerów lubi to: