Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘solo

Przypadkowych hitów ciąg dalszy

with one comment

Najsłynniejszy riff w historii muzyki? Nie Smells Like Teen Spirit, nie Smoke on the Water, nie Whole Lotta Love. Według czytelników magazynu Total Guitar, mających taką przewagę nad piszącym te słowa, że potrafią z gitarą zrobić więcej niż tylko zepsuć, najlepszym riff w muzyce tworzą dźwięki otwierające Sweet Child o’ Mine Guns’N’Roses (wymowa: Ganzesrouzes).

Nie mnie dyskutować z ekskluzywnym klubem czytelników Total Guitar, ale jest jedna osoba, która wypowiedziała się mało pochlebnie o wspomnianym kawałku. Był nią niejaki Slash. Piosenka zaczęła się od melodyjki, którą zagrał ćwicząc palce lewej dłoni. Zamiast grać po kilka dźwięków na jednej strunie, Slash skakał sobie z jednej na drugą, rezultatem czego powstała od taki sobie riffik. Po chwili dołączył do Slasha Izzy Stradlin i panowie razem grali te parę dźwięków w kółko, a jako że kojarzyły im się z cyrkiem zaczęli zachowywać się jak klauni. Niektórzy mogą twierdzić, że nie trzeba im było do tego muzyki cyrkowej, ale głosy ich zignorujemy.

Pewnie riff zostałby zapomniany gdzieś w oparach nielegalnych substancji, gdyby nie Axl Rose, który przybiegł przyciągnięty dźwiękami tego, co uważał za killer riff. Slash trochę pomarudził, że to żart był, że bez przesady, że obciach grać muzykę cyrkową, ale w końcu dał się przekonać.

Żeby było jeszcze ciekawiej, solówka i druga część piosenki, zostały po części zainspirowane brakiem inspiracji. Riff był, zwrotki i refren też, ale co mamy dalej zrobić z tą piosenką?

Guns’N’Roses – Sweet Child o’ Mine

Reklamy

Written by bebuk

poniedziałek, 24.10.2011 at 21:49

Napisane w 80s

Tagged with , , , ,

Dolores i Żurawiny

with one comment

Na początku lat 90. wypłynął na powierzchnię irlandzki zespół The Cranberries. Wcześniej (nie)znany pod nazwą The Cranberry Saw Us w 1993 roku wydał album, który rozpoczął raczej krótką ale na pewno intensywną karierę zespołu. Intensywną, bo dwa kolejne albumy były komercyjnie wielkim sukcesem i Żurawiny stały się zespołem wielu, naprawdę wielu hitów jak chociażby Dreams z albumu z długą nazwą, Ode to My Family, Zombie z No Need to Argue czy Salvation z To the Faithful Departed.

Potem jednak sprawy nie potoczyły się tak gładko. Coraz głośniejsze stały się plotki o tym jakoby Dolores O’Riordan, wokalistka, chciała próbować sił solo. Nic dziwnego, że wpłynęło to kiepsko na morale zespołu — to w końcu ona była motorem grupy i jej charakterystyczny wokal był w dużej mierze odpowiedzialny za sukces. Kolejny album, Bury the Hatchet nawet nie zbliżył się do wyników poprzednich. Wtedy mijało już 2 lata od wydania przez Dolores jej pierwszego (z dwóch) solowego dzieła: Are You Listening? (swoją drogą całkiem przyjemny krążek).

The Cranberries nagrało jeszcze Wake Up and Smell the Coffee i zniknęło w 2003 roku po zagraniu trasy koncertowej. Członkowie zespołu działali teraz każdy na własną rękę i trwa to do dzisiaj, chociaż Cranberries będzie jeszcze grało. Na 2012 rok (jeśli zagłada przepowiedziana przez Majów nie nastąpi) zaplanowano wydanie albumu Roses, pierwszego po dziesięcioletniej przerwie. Pomimo szacunku, jakim darzę The Cranberries nie spodziewałbym się jednak rewolucji na miarę tej z początku ich istnienia.

The Cranberries — When You’re Gone

Written by msq

sobota, 1.10.2011 at 12:59

Napisane w 90s

Tagged with , , , , ,

Czekając na rykoszet

with one comment

Ten kawałek to doskonałe połączenie spokojnej melodii zwrotek i szalonej jazdy pomiędzy nimi. Wpadających w ucho dźwięków klawiszy i zabójczych gitarowych solówek. Spokojnego wokalu i krzykliwego jazgotu. Powolnego rocka i hardrockowego szaleństwa. A dodatkowo to jeden z najpopularniejszych utworów Deep Purple. Mowa o… „Child in Time”.

Zaledwie parę linijek tekstu tworzy ten rozległy, 10-minutowy utwór będący protestem przeciwko wojnie w Wietnamie. Ian Gillian, wokalista DP i autor słów, tak pisze o jego powstaniu:

Zacząłem śpiewać a słowa przychodziły mi z łatwością, bo byliśmy świadomi zagrożenia wojną nuklearną kiedy to Zimna Wojna była w swoim najgorętszym punkcie. Za pomocą Radia Wolna Europa ten utwór jak i wiele innych dotarły do uszu i serc wielu podobnych do nas ludzi za Żelazną Kurtyną i, jak przekonałem się wiele lat później, świadomość, że gdzieś tam są ludzie, którzy kochają pokój była dla nich wielkim pocieszeniem.

Dlaczego kawałek stał się tak popularny? Gillian twierdzi, że „piosenka trafiła w aktualnie panujący nastrój”. Dawno już zakończył się tamten konflikt, ale słowa nadal jakby aktualne, kontekst tylko inny.

Deep Purple — Child in Time

Written by msq

sobota, 30.07.2011 at 14:23

Napisane w 60s, 70s

Tagged with , , , , ,

Jackson vs. Internet: 1-0

leave a comment »

Nie wrzucaliśmy jeszcze nic Michaela J. Pomyślałem, że minęło chyba wystarczająco dużo czasu, i wpis „jacksonowy” jest na miejscu, w końcu jest to zasłużony dla oldschoolu artysta. Przy okazji sprawdziłem, ileż to upłyneło od śmierci króla popu, i okazało się — o zgrozo — że to już prawie dwa lata! Dwa lata temu internet obiegła z prędkością światła ta informacja. Żeby uświadomić wszystkim, jak wielki to był news przytoczmy kilka faktów: Twitter, mikroblogowy gigant, stwierdził, że użytkownicy dodawali około 5 tysięcy tweetów na minutę o śmierci Jacksona, Google wzięło niesamowity wzrost zapytań o Jacksona za atak hackerów, AOL IM (takie zagraniczne Gadu–Gadu) umarł na 40 minut, chwilowo padła Wikipedia, która zanotowała w ciągu godziny milion odsłon strony artysty. Szacuje się, że ruch internetowy wzrósł o 10–20%! Te liczby mówią same za siebie. Wydarzenie bez precedensu, nie ma co do tego dwóch zdań.

Teraz, kiedy wszystko ucichło, mogę na spokojnie przypomnieć jeden kawałeczek. Tak się akurat złożyło, że mój ostatni wpis zgrabnie można z nim powiązać, bo pisałem o gitarzyście Guns N’ Roses — Slashu i jego epickiej solówce w November Rain. Równie dobrą (choć nie epicką) zagrał na Give In To Me. Nie jest to może przebój na miarę Thrillera czy Billie Jean, ale uważam, że warto poznać tę rockową balladę, chociażby właśnie dla kolaboracji ze Slashem i wspomnianego solo. Cały album zresztą, z którego pochodzi kawałek — Dangerous — jest bardzo dobry, prawie tak dobry, jak Bad :-)

Give In To Me — Michael Jackson

Written by msq

piątek, 13.05.2011 at 19:49

Napisane w 90s

Tagged with , , ,

Z serii: znane teledyski

2 Komentarze

Znowu przypomniał mi się kawałek z teledyskiem. Samego wideo nie widziałem od wieków, konkretnie pewnie od czasów liceum i w ostatni wtorek trafiłem na nie przeglądając youtube i słuchając znanych kawałków ze znanymi teledyskami. Mówię o „November Rain” Guns N’ Roses. Balladowy klimat tego utworu udzielał mi się kiedy byłem małym chłopcem. Widzimy pełno facetów pijących whiskey, palących papierosy jeden za drugim, z burzą włosów na głowie, rozchełstanych, z bandamami; słowem: rockersi, są też ładne kobiety — nie można było przejść obojętnie obok tego kawałka, szczególnie w takim wieku :-)

No więc obejrzałem dzisiaj ten 9–minutowy obraz, i w sumie nadal jest niezły. Są co prawda fragmenty, które powodują, że śmieję się pod nosem, na przykład epicki Slash grający epicką solówkę w epickim ujęciu w okolicach minuty 4 — to może równać się epickością chyba tylko ze zderzeniem galaktyk… łykanie proszków i zapijanie ich alkoholem to też śmieszny fragmencik, niemniej w końcu docieramy do tej magicznej siódmej minuty. Możecie mówić co chcecie, możecie mnie obśmiewać do woli, ale cholera, oglądając ten teledysk i słuchają muzyki nadal mam gęsią skórkę! Może nawet nie tyle ‚nadal’ co ‚teraz’ (w tamtym czasie chyba nie było to tak odczuwane :-) Prosty, kilka razy powtórzony tekst, i piękna melodia — miód! Nie sądziłem, że kawałek jest z lat 90., w czerwcu stuknie mu 19 lat od premiery, chociaż powstał w głowie Slasha dekadę wcześniej, zanim Guns N’ Roses zostało założone.

Guns N’ Roses — November Rain

Written by msq

piątek, 6.05.2011 at 20:44

Napisane w 90s

Tagged with , ,

Niedoceniana królowa

with one comment

Ze zdziwieniem zauważyłem, że nie wrzuciliśmy tutaj jeszcze ani jednego kawałka Queen. Możnaby co prawda próbować się bronić wpisem bebuka o Freddiem, ale solowy Mercury to coś zupełnie innego niż Królowa. Bez burzy włosów oraz gitary Briana Maya (kolejność zamierzona), perkusji Rogera Taylora i basu Johna Deacona dostajemy przecież całkiem odmienną muzykę, jedynym punktem wspólnym pozostaje rewelacyjny wokal. Żeby nie było — lubię Freddiego solo, natomiast nie da się ukryć, że prawdziwy fame to był Queen.

Zastanawiając się jaki kawałek wrzucić zdałem sobie sprawę, że w gruncie rzeczy mogę wybrać na chybił–trafił jeden z listy top20 last.fm i na pewno będzie znało go 99% osób. No powiedzcie, kto może poszczycić się takim osiągnięciem?! Ilość przebojów jaką wyprodukował ten zespół jest powalająca. Co więcej, top 20 wcale nie zamyka listy tych najbardziej znanych, weźmy takie miejsce 44. i You Don’t Fool Me — kawałek znany każdemu a tak daleko, wcześniej muszą być w takim razie jeszcze lepsze…

Padło więc na mocno niedoceniane wg mnie Innuendo. Utwór długi, dłuższy niż Bohemian Rhapsody (gugle twierdzą, że jest to 11. najdłuższy ich utwór), otwiera rewelacyjny album o tym samym tytule. Wikipedia twierdzi, że motyw przewodni ma w sobie coś z Bolero i ma całkowitą rację, ta doniosła, płynąca powoli muzyka i perkusja rzeczywiście przywodzą na myśl piętnastominutowe arcydzieło Ravela. Mamy więc niepokojący klimat, potem spokojny fragment, który nagle przechodzi w wesołą gitarę „hiszpańską”, mocne solo na gitarze i znowu przejście w dostojny, potężny motyw „bolero”. Cudnie!

Album potem przechodzi do świetnego I’m Going Slightly Mad, który potęguje niepokojącą atmosferę. To trzeci mój ulubiony kawałek z tej płyty. Drugim jest kultowy The Show Must Go Onostatni utwór na ostatnim wspólnym i doprowadzonym od początku do końca albumie Freddiego i Queen. Niech show trwa!

Innuendo — Queen

Written by msq

piątek, 15.04.2011 at 21:19

Napisane w 90s

Tagged with , , , ,

Jeszcze tutaj jestem

leave a comment »

Robisz rzecz, którą wszyscy oficjalnie uznają za słuszną. Sam ją za taką uważasz, wszem i wobec twierdzisz, że nie żałujesz. A gdybyś mógł podjąć decyzję jeszcze raz, Twój wybór byłby dokładnie taki sam

Wszystko pięknie do czasu…gdy zaczynasz żałować. Nazywasz się Jimmy, jesteś jednym z najbardziej znanych gitarzystów świata. Po tragicznej śmierci przyjaciela z zespołu podjęliście wspólnie decyzję, że zaprzestajecie działalności. Nie będzie już Led Zeppelin, zespołu przez wielu uważanego za największy. Twój inny kolega z zespołu radzi sobie świetnie na solowym poletku i odrzuca myśl o reaktywacji. Czy jedyne co Ci pozostało to snuć wspomnienia o wielkości i korzystać w końcu z zarobionych pieniędzy? W dodatku przeżyłeś właśnie dekadę, w której kariery robili ludzie nie umiejący co do zasady grać na instrumentach. Ludzie, którzy gardzili wyrafinowanymi kompozycjami i wielowarstwowymi aranżacjami jakie kiedyś układałeś. Może faktycznie czas odwiesić gitarę na kołek?

NIE!

Już ty pokażesz tym oberwańcom jak się robi muzykę. Układasz wspaniale melodie, nie boisz się mięsistej solówki. Zapraszasz do współpracy wokalistę po przejściach, ale za to obdarzonego głosem jakiego nie powstydził by się Robert. Wypuszczasz single, grasz koncerty, jesteś znów grany w radiu. Wymyśliłeś się na nowo, nie odcinając od korzeni.

Dobrze, że wciąż jesteś.

Coverdale and Page – Take Me for a Little While

Written by bzofik

środa, 29.12.2010 at 18:35

Napisane w 90s

Tagged with , , ,

%d blogerów lubi to: