Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Archive for Luty 2013

Ruski rynek nas wychował

leave a comment »

Drzewiej, kiedy to muzyka była dla mnie wielką niewiadomą (uprzedzając: nadal jest, teraz po prostu trochę mniejszą) słuchało się tego co leciało w TV/radio/znajomi podrzucili. Siłą rzeczy wszyscy ocierali się o zespoły znane i lubiane. Wszyscy kojarzyli hity i przyczyniali się do ich rozpowszechniania w skrytości ciesząc się, że „znajomy słucha, bo mu podrzuciłem”. Ja edukowałem się na różnych krążkach, które były w domu. Kupione na „ruskim rynku” „oryginalne” płyty z błędami, nagrane jak najniższym kosztem nawet nie starały się imitować oryginałów i wszyscy wiedzieli jak to wygląda. Jedna z takich płyt, składanka, zapadła mi w pamięć, bo było na niej kilka utworów, które bardzo lubiłem. Dzisiaj dopiero wyguglałem z ciekawości, jak się nazywała (bo nazwę miała niestandardową). Okazało się to nagranie Rock Aid Armenia, czyli inicjatywa, która powstała by pomóc ofiarom trzęsienia ziemi w Armenii w 1988.

Oprócz nieznanego mi dokumentu nt tworzenia „Smoke on the Water” wynikiem tego projektu była też płyta „The Earthquake Album” z hiciorami. Stamtąd właśnie liznąłem parę znanych nazw zespołów i utworów. Wtedy bardziej kręcił mnie ciężki klimat i oczy świeciły się na widok takich nazw jak Iron Maiden czy Deep Purple. Oraz Black Sabbath. Najmroczniejszy z mrocznych, ze strasznymi tekstami, bo wtedy nie chciałem nawet zerknąć na nie-tak-mroczne-kompozycje, np. Orchid, i raczej uważałem je za błędy, dziwne i niepotrzebne eksperymenty ;-)

Black Sabbath — Headless Cross

Reklamy

Written by msq

poniedziałek, 18.02.2013 at 22:27

Napisane w 80s

Tagged with , , , ,

Dlaczego Polacy są tak agresywni

leave a comment »

„Awitaminozą wiosna się zaczyna” – parafrazował w epoce magnetycznych taśm łupanych Niemenową wersję Wspomnienia nieodżałowanie żałosny Kabaret OT.TO. Awitaminozą i frustracją, która w moim wypadku sięga zenitu, kiedy nie dość, że miasto tonie po dwóch dniach typowej styczniowej ulewy (woda atakuje też od gruntu topniejącym śniegiem), to jeszcze dostaję od kumpla smsy, których treścią – ku Waszej (o ile ktoś tam jest) rozpaczy – z przyjemnością się podzielę. Zresztą po co ich wiele, wystarczy taki przykład: „Świat inaczej wygląda z Piazza Navona w popołudniowym słoneczku z espresso ;)”. Ech, panie, zdzierżyłbym nawet tamtejsze gazety, które zajmują się tyleż interesującymi co pozbawionymi znaczenia tematami w rodzaju: „jaki wpływ na kampanię wyborczą do parlamentu ma zakup Balotellego za 20 mln euro przez Berlusconiego”, „czy słusznie tymczasowo aresztowano króla paparazzich i modela Francesco Coronę” czy „czemu poszukiwania prawdopodobnie zamordowanej przez męża Roberty trwają tak długo?”.

Słowem – syf, rozpacz i lemingoza jak u nas (dzięki, Marcinie, to w zasadzie nawet pocieszające), tyle że trochę tak ‚Longobard Stajl’. Ale jak pięknie prezentuje się ten zlew w tak pięknych okolicznościach przyrody!

Ja niestety w ramach walki z meteorologicznym przednówkiem szukam placebo, i nierzadko katuję swoje uszy może nie od razu dźwiękowym zachwytem że duuuzio słońca w całym mieście (nie, k*rwa, nie widziałem tego jeszcze, w każdym razie nie w tym kwartale), ale np. letko sentymentalnym kawałkiem, który kojarzy mi się z ciepłymi klimatami najbardziej. Przyczyna tego leży pewnie w tym, że Looking for the summer Chrisa Rea towarzyszyło moim ziomalom i mnie, kiedyśmy w czasach cielęcych wracali autobusem relacji Zakopane-Gorlice po tatrzańskich wyrypach.W tej zamierzchłej przeszłości autobus odjeżdżał o 16.20 (constans) i w 6 na 7 przypadkach (constans niemal) w okolicach Starego Sącza z radia sączyło się właśnie to. Kiedy ten jeden raz Chrisa Rea w takim układzie sytuacyjnym nie usłyszałem, czułem się, jakby mi ktoś jądro uciął albo prababkę udusił w akordeonie. Znaczy dziwnie jakoś.

Natomiast moim ulubionym wspomnieniem „po lecie” jest fajnie pulsująca piosenka jednego z założycieli legendarnej, nie bójmy się tego słowa, ekipy The Eagles – Dona Henleya. Ku pokrzepieniu serc, o ile dożyjecie wiosny na zapasach kiszonej kapusty.

Don Henley, Boys of summer

Written by 1obo

piątek, 1.02.2013 at 00:26

Napisane w 80s

%d blogerów lubi to: