Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Na Zachodzie bez zmian

with 2 comments

Myślałem, że po tej porcji przeintelektualizowanych (jak była uprzejma wyrazić się jedna z istot zaglądających na ten blog), a w istocie pseudointelektualnych tekstów przyjdzie pora na coś lżejszego i prującego beret (od dziecka marzyłem o angażu w roli tego kolesia grającego na policzku z dość zaskoczoną miną; potrafię też dobyć z siebie dźwięk opróżniania butelki, pstrykając w gardziel; oferty na priv, tylko propozycje klipów z kobietami!), ale chyba pora na podsumowanie wątku, który wśród potomnych zostanie zachowany w pamięci pod nazwą ‚repozytoryjnego okresu Sturm, Drang and Rock’n’Roll‚.

Każdy ma czasem ochotę/potrzebę (a jak nie ma ochoty ani potrzeby, to go rzeczywistość zmusi) zrobienia sobie rachunku sumienia przygotowującego do spowiedzi dziecięcia wieku. Rezultaty bywają rozmaite; do najczęstszych należą rozmyślania typu ‚po co, na co i czemu tak drogo’ (opcja 1), poprzez wyparcie (2) aż to natężenia świadomości (3), które prowadzi do punktu 2 albo Tworek.

Można też, co z dobrego serca radzę, przyjąć perspektywę obserwatora zafascynowanego ‚dzianiem się’ ludzkiego życia, jeżeli kto umie wykonać taki zabieg  na nie dość, że żywym – to jeszcze własnym organizmie. Rezultat jest wysoce satysfakcjonujący – świadomość jest (ja tam uważam, że lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć), a i zdrowie psychiczne zachowane. W głowie mi grają dwa kawałki, których podmioty liryczne takie zwycięstwo zdają się odnosić. Jeden jest uważany za najczęściej coverowany numer wszech czasów (jest nawet bieda-wersja Sida Viciousa), ale zafundujmy sobie jego wersję kanoniczną (z całym szacunkiem dla opcji przedpotopowej) powszechnie chyba znaną i lubianą. Drugi – wyczerpuje dla mnie póki co temat Genesis/Wilson, którym katowaliśmy Was w ostatnim czasie dość intensywnie. No, ale cesarzowi co cesarskie…

Frank Sinatra (Paul Anka), My way

Ray Wilson, Change (nie znalazłem dobrej wersji koncertowej, więc będzie lizanie cukierka przez papierek, jak łaskaw był wyrazić się kiedyś mój rekolekcjonista zapytany o używanie prezerwatyw)

Written by 1obo

poniedziałek, 6.05.2013 @ 23:45

Napisane w 00s, 60s

Odpowiedzi: 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. Tytułem przypisu wpadły mi dwie rzeczy pod wspólnym – wietrznym – mianownikiem:
    świeżonka – http://www.youtube.com/watch?v=bZHwjr57dRQ
    i coś mniej świeżego – http://www.youtube.com/watch?v=u3zgQmy_1IM (1-mo: nie tylko Disney! 2-do: wbrew pozorom, to ma tytuł, i nie jest to tytuł filmu; 3-tio – czy tylko ja tam słyszę… wind of change?),
    które chyba zgrabnie obrazują myśl przewodnią tego odcinka.

    A ten rekolekcjonista… to znany taki? Bo ciętość riposty, rzekłabym, charakterystyczna.

    meli

    środa, 22.05.2013 at 00:16


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: