Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘british

Ruski rynek nas wychował

leave a comment »

Drzewiej, kiedy to muzyka była dla mnie wielką niewiadomą (uprzedzając: nadal jest, teraz po prostu trochę mniejszą) słuchało się tego co leciało w TV/radio/znajomi podrzucili. Siłą rzeczy wszyscy ocierali się o zespoły znane i lubiane. Wszyscy kojarzyli hity i przyczyniali się do ich rozpowszechniania w skrytości ciesząc się, że „znajomy słucha, bo mu podrzuciłem”. Ja edukowałem się na różnych krążkach, które były w domu. Kupione na „ruskim rynku” „oryginalne” płyty z błędami, nagrane jak najniższym kosztem nawet nie starały się imitować oryginałów i wszyscy wiedzieli jak to wygląda. Jedna z takich płyt, składanka, zapadła mi w pamięć, bo było na niej kilka utworów, które bardzo lubiłem. Dzisiaj dopiero wyguglałem z ciekawości, jak się nazywała (bo nazwę miała niestandardową). Okazało się to nagranie Rock Aid Armenia, czyli inicjatywa, która powstała by pomóc ofiarom trzęsienia ziemi w Armenii w 1988.

Oprócz nieznanego mi dokumentu nt tworzenia „Smoke on the Water” wynikiem tego projektu była też płyta „The Earthquake Album” z hiciorami. Stamtąd właśnie liznąłem parę znanych nazw zespołów i utworów. Wtedy bardziej kręcił mnie ciężki klimat i oczy świeciły się na widok takich nazw jak Iron Maiden czy Deep Purple. Oraz Black Sabbath. Najmroczniejszy z mrocznych, ze strasznymi tekstami, bo wtedy nie chciałem nawet zerknąć na nie-tak-mroczne-kompozycje, np. Orchid, i raczej uważałem je za błędy, dziwne i niepotrzebne eksperymenty ;-)

Black Sabbath — Headless Cross

Written by msq

poniedziałek, 18.02.2013 at 22:27

Napisane w 80s

Tagged with , , , ,

Tajniki oldskulowego gaworzenia

with one comment

Wiele by można stworzyć klasyfikacji pojawiających się tutaj wokalistów i wokalistek, biorąc za punkt wyjścia rozmaite kryteria. Owszem, jeśli spojrzeć na temat czysto akademicko to wyjdzie nam, że takie Mick Jagger nie umie w ogóle śpiewać, a Michael Stipe ma koszmarną dykcję. Oczywiście jako ten co mu słoń na ucho nadepnął, a głosu użyczyła ropucha śmieję się w kułak z takich rankingów i …niezwłocznie wymyślam swój własny oparty jednak na przewrotnym założeniu. Owszem, można pięknie śpiewać harmonie wokalne z kolegami z zespołu, popisywać się niezwykła skalą i siła głosu. Czy jednak każdy z takich herosów przetrwa chwilę próby, gdy nieokiełznana fantazja kompozytora/tekściarza każe mu się zmierzyć z pauzą przeznaczoną na onomatopeję, bełkoty, zwodzenia, czy bezsensowne zawadiackie okrzyki? Nieraz jest tak zresztą, że nijak linijki tekstu już w ziejącą ranę kompozycji nie wrazisz, a tu warto by czymś zdynamizować frazę. Tu zaczynają się schody i chrzest ognia, z którego wielu wychodzi zwycięsko. Dziś przykład w postaci uroczych „ba ba da da” oraz „na na na na” (o mocy „na na na” przekonał nas zresztą jakiś czas temu odrobinę młodszy zespół) tworzących najbardziej charakterystyczne elementy przeboju grupy Supertramp, znanej już trzem  licznym czytelnikom RO. Zgrabny utworek, w dwie i pół minuty opisujący ironicznie wyobrażenia na temat wyśnionego przez wielu kraju zza wielką wodą. Ciekawie grają, sekcją dętą wywijają, śpiewają też niczego sobie. Smacznego.

Supertramp – Breakfast in America

Written by bzofik

poniedziałek, 17.09.2012 at 19:58

Napisane w 70s

Tagged with , , ,

Błyszczyk znowu (trochę) atakuje

leave a comment »

Po raz kolejny trafiłem na odskule krążąc po powiązanych jutubkach. Swego czasu (dawno temu) przez sprzęt głośnogrający w domu przewinęła się jakaś płyta z największymi hitami zespołu T–Rex. Jak wiadomo, zespół był jednym z pionierów cekinowej ery glam–rocka, a główny motor stanowił Marc Bolan, angielski wokalista i gitarzysta, którego sceniczny image był początkiem całego stylu bycia, ubierania się i gry. Nigdy przedtem i nigdy potem feeria barw na scenie nie była bardziej feeryczna, cekiny nie błyszczały bardziej, niż w erze glamu.

Anyways, dorwałem się do tej płyty i oczywiście wpadła mi w ucho, głos Bolana ma w sobie coś, że pasuje i do energetycznych i do spokojniejszych kawałków, po prostu przyjemnie się go słucha, nawet jeśli nie wiesz, o czym tam się wyśpiewuje (jestem z tych, co to cenią kawałek za dobry tekst, nawet jeśli muzycznie jest gorzej). Cały ten odsłuch za młodu trwał pewnie z miesiąc i urwał się znikając wśród innych płyt. Dzisiaj wyklikałem chyba większość kawałków z tamtej płyty (to naprawdę były największe hity, pewnie youtube top 10) i trafiłem na „Get It On”. Nie jest to ich czołowy kawałek, nie ma co się oszukiwać, dużo przyjemniej jednak go wspominam, pewnie dlatego, że z CotR ma się do czynienia regularnie (wszyscy znają), natomiast tamte utwory to już coś mniej znanego ogółowi.

T–Rex — Get It On

Written by msq

piątek, 30.12.2011 at 19:54

Napisane w 70s

Tagged with , , ,

%d blogerów lubi to: