Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘śmierć

Aż poleje się krew

4 Komentarze

UWAGA: Ze względu na tematykę post zawiera linki do scen przemocy i, co gorsze, spoilery.

Wybrałem się ostatnio na Dziewczynę z Tatuażem i jak się okazało oldskulu było więcej niż się spodziewałem, powiedziałbym nawet, że dwa razy więcej. Nie będę zdradzał niczego, ale oprócz świetnie brzmiącego Immigrant Song Trenta Reznora i Karen O pojawiała się pewna, dosyć pozytywna zresztą piosenka, która przez kompletny dysonans nastrojów, sprawia, że bardzo niepokojąca scena wydaje się jeszcze brutalniejsza. (Kto chciałby wiedzieć co to za piosenka i jak się tam znalazła może wejść tutaj i sprawdzić szósty wpis.)

Zestawienie pop hitów i niepokojącej fabuły nie jest oryginalnym pomysłem Finchera. Kto oglądał Mechaniczną Pomarańczę, nigdy nie spojrzy już tak samo na Singing in the Rain, a kto widział Silent Hill, jeden z niewielu horrorów, którym rzeczywiście udało się mnie przestraszyć, wie jak wykorzystano biblijne konotacje skocznego skądinąd Ring of Fire Casha. Zaś mistrzem dysonansu między muzyką a obrazem wydaje się być Tarantino, który umieszczając Stuck in the Middle with You w scenie tortur wyznaczył szczyt nieosiągalny dla prawie nikogo. Prawie.

W 2000 roku na ekrany kin wszedł amerykański thriller American Psycho, mroczny portret środowiska yuppies lat osiemdziesiątych. Film pokazuje powolne popadanie w szaleństwo głównego bohatera, finansisty z Wall Street, który w najważniejszej scenie morduje swojego wspólnika, wyłuszczywszy mu najpierw swoją opinie na temat zespołu Huey Lewis and the News, a w szczególności ich największego hitu Hip to be Square, piosenki o, że zacytujemy film, przyjemnościach płynących z konformizmu, znaczeniu trendów oraz o samym zespole.

Huey Lewis and the News – Hip to be Square

Reklamy

Written by bebuk

Niedziela, 29.01.2012 at 15:52

Napisane w 80s

Tagged with , , , ,

Po Topie

leave a comment »

Dokładnie tydzień temu spora część Polski raczyła się po raz 18-ty Topem Wszechczasów Trójki. Zwycięstwo Stairway to Heaven nie zdziwiło chyba nikogo, oprócz tych, którzy oczekiwali zwycięstwa Brothers in Arms. I tak to się kręci.

Jakieś dwa dni później odezwał się do mnie znajomy z pomysłem skompletowania listy najlepszych kawałków. Zdążyłem tylko pomyśleć, że setka kawałków to nie problem i czemu nie zrobi tego sam, zanim dostałem linka do listy skompilowanej przez nowojorskie radio 104.3 składającej się z, dobrze zgadujecie, 1043 kawałków. Pomysł ujarzmienia takiej kobyły odrzuciłem, ale z ciekawością przejrzałem pierwszą 50 listy i zadziwiające jak bardzo różna jest ona od „naszej” listy. I o ile hegemonię Bruce’a Springsteena w stacji radiowej tak blisko New Jersey wyjaśnić dosyć prosto, o tyle już wyniki Top 500 magazynu Rolling Stone dają dużo do myślenia.

Z pierwszej 10 tamtego zestawienia u nas w 100 pojawiły się 3 piosenki: Imagine, Hey Jude i Smells like Teen Spirit. Pierwsze miejsce zajęło Like a Rolling Stone, ale tu akurat trzeba przyznać, że gdyby Dylan nagrał piosenkę Like Polish Radio 3, u nas też by wygrał. Reszta kawałków, też niezbyt szokuje, wiadomo nie będziemy disputandumowali z ich amerykańskimi gustibusami.

Jeden kawałek jednak należałoby tu przytoczyć, jako że relatywnie nie znany w Polsce Marvin Gaye znajduje sobie miejsce na listach najlepszych i najbardziej wpływowych muzyków i to nie tylko wtedy, gdy takowe przygotowuje Rolling Stone. Kto jest zainteresowany życiem i twórczością wie gdzie szukać, ja tylko powiem, że gdyby kiedyś w partyjce Trivial Pursuit padło pytanie, jaki wykonawca soulowy zmarł postrzelony przez własnego ojca z pistoletu, który sam dla niego kupił, aby ten go bronił przed wyimaginowanymi napastnikami, to odpowiedzią będzie nazwisko naszego dzisiejszego bohatera.

Marvin Gaye – What’s Going On\What’s Happening Brother czyli przyjemnie rozszerzona wersja koncertowa kawałka z 4-tego miejsca list Rolling Stone’a

Written by bebuk

poniedziałek, 9.01.2012 at 22:05

Napisane w 70s

Tagged with , , ,

I po świętach

leave a comment »

Prezenty rozdane, barszcz zjedzony, światełek na choince już nawet nie chce się naprawiać. W głowie szumią wczorajsze przygody mieszając się z dźwiękami Bregovicia wspomaganego głosem artystki, której pseudonim niby powinno się odmieniać, ale czy ma być Kaji, Kai, Kayahi nie wiadomo.

Zwykle unikamy dyskretnego uroku pop kolęd ale, że zacytuję ponadczasowe słowa wieszcza, „jak mnie coś wzruszy, rzuca się mnie na uszy”.

The Pogues są angielsko-irlandzką bandą zespołem wykonującym folk-punk i jak na taką grupę przystało muzykę swoją wykonują z hultajską werwą, której nie da się nie lubić. Flety, gitary, dudy i skrzypki przygrywają gdy przechrypnięte głosy opowiadają o straconych przyjaciołach/rudowłosych niewiastach/wybrzeżach Zielonej Wyspy, a w wszystko kojarzy się z wesołą stypą. Śmierć, whiskey, folk-punk.

The Fairytale of New York rok po roku wygrywa konkursy na najlepszą piosenkę świąteczną w Wielkiej Brytanii i nie ma się co dziwić, że w zalewie cukierkowych produkcji irytujących mdląco słodką rodzinnością, głosy zbiera opowieść o żulach i chłopakach z komendy.

The Pogues – The Fairytale of New York

A dla tych co nie lubią dzieciątka Jezus, kawałek The Pogues, który bohaterowie serialu The Wire gromadnie odśpiewują w jednej z najlepszych scen w historii telewizji (uwaga, mały spoiler z drugiego sezonu).

The Pogues – Body of an American

Written by bebuk

poniedziałek, 26.12.2011 at 13:34

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Film na wieczór

leave a comment »

Długi weekend płynie, a miliony Polaków pędzą od grobu do grobu rozpoczynając na każdym zwyczajowy proces utleniania knota, zakupując trupie miodki i inne nekro-delicje oraz powodując niemiłosierne korki.

Polska raczej horrorem nie stoi, więc w poszukiwaniu czegoś bardziej rozrywkowego musimy udać się w znanym, anglofońskim, kierunku. Damy sobie spokój z satanistyczną indoktrynacją przy pomocy dyni i pajęczyny, zajrzymy za na to playlisty układane specjalnie na imprezy halloweenowe.

W 1975 roku wyszedł film The Rocky Horror Picture Show, adaptacja musicalu o tym samym tytule. Niesiony duchem glam rocka, opowiada on o transwestycie z miasta Transexual w Transylwanii (a ja znowu o polityce). Tak, dobrze słyszeliście. Główny bohater, mężczyzna w średnim wieku, pląsa w fatałaszkach w stylu Moulin Rouge i wraz z doborową grupą dziwadeł gości śpiewa późnego rock’n’rolla. Nie mówcie potem, że nikt was nie uprzedzał.

Ścieżka dźwiękowa z TRHPS (filmy kultowe muszą mieć zwyczajowe skrótowce) zagościła na dobre na imprezowych playlistach głównie za sprawą piosenki Time Warp, która w niektórych kręgach stała się halloweenowym Last Christmas, a która mogłaby z powodzeniem służyć za dzisiejszy oldskul. Zostawię was sam na sam z Timem Currim, albo Doktorem Frank-N-Furterem.

The Rocky Horror Picture Show – Sweet Transvestite

Written by bebuk

poniedziałek, 31.10.2011 at 16:07

Napisane w 70s

Tagged with , , , ,

Dobrze umrzesz, lepiej sprzedasz

with one comment

Umarła kolejna gwiazda. Używam wyrazu gwiazda w znaczeniu dość szerokim, bo pani Winehouse nigdy specjalnie nie słuchałem. Znam jeden czy dwa kawałki, doceniam głos, czyli idealnie się nadaję do roli telewizyjnej gadającej głowy. Nikt mnie do żadnej telewizji nie zaprosi, ale od czego mamy blogi.

W momencie, kiedy świata obiegła wiadomość o śmierci Amy, pracowite mróweczki otworzyły swoje przeglądarki i napędzane kronikarską powinnością zaczęły aktualizować strony Wikipedii. I tak Amy znalazła swoje miejsce w elitarnej grupie, zwanej Klubem 27, zrzeszającej znanych muzyków, którzy zmarli właśnie w tym wieku. Stanęła tam ramię w ramię tuzami typu Joplin, Morrison, Hendrix i po wsze czasy martwym Cobainem. Jest ich tam więcej, kto chce niech sobie poczyta.

Koncepcja jest dziełem Erica Segalstada, który próbuje ją wyjaśnić na parę różnych sposobów. Mówi o ogólnoludzkich problemach z wchodzeniem w pełną dorosłość, ale teza to nie znajduje potwierdzenia w liczbach. Próbuje też zasiać ziarnko konspiracji wspominając o wypadkach i zaginięciach znanych muzyków, na przykład Richego Edwardsa, ale jak to z teoriami konspiracyjnymi bywa, fakty zdają się potwierdzać tezę, bo po to zostały wybrane z morza statystyk.

Jedną rzeczą, z którą mogłbym się zgodzić to twierdzenie, że winny po części był przemysł muzyczny. Wiadomo, to Amy sama przechylała szklankę i naciskała tłok, ale zgadywałbym, że na pomoc nie mogła liczyć z żadnej strony. Jak powiedziała kiedyś Janis Joplin, ludzie, świadomie czy nie, chcą były muzycy bluesowi byli nieszczęśliwi. Co więcej, o ile stan Amy Winehouse pod koniec życia mógł wydawać się problemem to zwracał na siebie uwagę. Nieważne jak piszą, byle pisali. Czemu twierdzę, że to przemysł, a nie tabloidy? Cui bono. Zapłakani wydawcy i menadżerzy będą mówić publicznie o wielkiej stracie, a w zaciszu gabinetu planować reedycje, edycje specjalne, rocznicowe, wspominkowe, bonusowe… Smutne, że w dzisiejszych czasach śmierć stała się gimmickiem*, cechą rozpoznawczą, tanią sztuczką zwracającą uwagę gawiedzi.

Dla nieznanej mi znanej pani Winehouse, kolega z klubu, Jimi Hendrix.

Jimi Hendrix – Little Wing

*Autor wie, że to wyraz niepolski, ale bardzo by się przydał, w przeciwieńswie do nagminnej finalności wyprzedaży.

Written by bebuk

poniedziałek, 25.07.2011 at 10:27

Napisane w 60s

Tagged with , , ,

Wykorzystaj swój czas, drugiego już nie będziesz miał.

leave a comment »

Tempus fugit, jak głosi łacińska sentencja. Jeszcze nie tak dawno biegałeś z dzieciakami, kopałeś piłkę. Dorosłość wydawała się bardzo odległa, ale czas nieubłaganie płynie i przesypuje się przez palce jak piasek. Nim się obejrzałeś minęło 10 lat. Dekada. W najlepszym przypadku dziesiąta część twojego życia, pesymistycznie dużo więcej. Kolejne lata płyną coraz szybciej, a ty nagle zdajesz sobie sprawę z tego faktu, ale jest już za późno, nikt przecież ci o tym nie przypominał. Trzecia część życia już za tobą, próbujesz nadgonić, ale każdy oddech nieustannie przybliża koniec. Pozostaje dom, pełen wspomnień, gdzie zatapiasz się w przeszłości, której obrazy wywoływane są przez rozmaite przedmioty, dźwięki, zapachy.

Znajomy przypomniał mi ostatnio kawałek „Time” Pink Floyd — cóż to za piękny obraz muzyczny pokazujący przemijanie czasu, kruchość człowieka, to jak marnuje i traci swój, jakże cenny, czas. Nie ma go za wiele, dlatego każdy dzień, każdy miesiąc i rok jest na wagę złota. Carpe diem, memento mori. Dwie maksymy, których w szkole średniej nie doceniałem; teraz widzę, że te krótkie sentencje to esencja mojego życia w tej chwili. Gdyby tylko wybudować jeszcze ten pomnik trwalszy niż ze spiżu…

Pink Floyd — Time

Written by msq

sobota, 16.07.2011 at 19:54

Napisane w 70s

Tagged with , , ,

Poniedziałek

2 Komentarze

Dziennik repozytora. Data gwiezdna 65029.8. Znowu poniedziałek.

Zabrzmi to trywialnie, ale nie lubię poniedziałku. Jak sam nie masz wystarczająco problemów z powrotem do siebie po weekendzie to dowalą ci jeszcze jakąś głupią robotę, w której oprócz tuszowania własnych niekompetencji będziesz musiał naprawić czyjeś błędy. Byle do wtorku.

Może więc oldskula na rozluźnienie? W 1979 roku drugi, obok Bono, naczelny zbawca świata – Roibeard Mac Giolla Dhuibh, znany także jako Bob Geldof wyśpiewał hit I don’t like Mondays. Znany teraz najbardziej jako odtworca roli Pinka w The Wall, dowodził on wtedy kapelą The Boomtown Rats, która miała pewną, że się tak wyrażę, inklinację ku makabrze. Dowód? Najradośniejsza i najbardziej bujająca piosenka o Hitlerze. Samo I don’t like Mondays nie jest też niewinnym zapisem dnia w biurze. Tytuł odnosi się do powodu, dla którego siedemnastoletnia Brenda Ann Spencer zamordowała 2 i raniła 9 osób strzelając z okna swojego domu.

The Boomtown Rats – I don’t like Mondays

Written by bebuk

poniedziałek, 11.07.2011 at 22:33

Napisane w 70s

Tagged with , , , ,

%d blogerów lubi to: