Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘punk

Nie wszyscy artyści to prostytutki

leave a comment »

Joy Division to zespół z wyjątkowo krótką karierą. Powstali w 1976 roku jako Warsaw, do czego zainspirował ich „Warszawa” Bowiego. Zdążyli wydać tylko 2 albumy przed śmiercią Iana Curtisa. Wokalista był jednocześnie autorem wszystkich tekstów; przeważnie było to mroczne, ciemne słowa, które powstawały w momentach depresji Curtisa. Na pewno były bardzo osobiste, chociaż sam autor mówił, że ich interpretacja nie jest jednoznaczna i każdy powinien sam interpretować je na własny sposób. Co ciekawe, pozostali członkowie zespołu przyznali po śmierci Iana, że tak naprawdę nigdy nie przywiązywali uwagi do tekstów i skupiali się na grze: This sounds awful but it was only after Ian died that we sat down and listened to the lyrics. Na koncertach frontman nie próbował nawiązać kontaktu z publicznością, koncentrował się na śpiewaniu, bardzo rzadko grał na gitarze, kontakt z fanami ograniczał się do „cześć”, „dzięki”. Niektórzy wokaliści tak czasem po prostu „mają”, pozostali członkowie grupy zresztą dawali z siebie wszystko i grali raczej bardziej agresywnie i głośniej, niż na albumach studyjnych.

W wieku 23 lat Curtis powiesił się, nie mogąc znaleźć porozumienia z żoną (miał romans z Annik Honoré), nie radząc sobie z atakami epilepsji (której nie leczył). Mimo tak krótkiej kariery zespół osiągnął status kultowego. Głównie za sprawą Curtisa i jego depresyjnych tekstów. Powstał o nim znany film Control, a żona napisała biografię Touching from a Distance.

Joy Division — Love Will Tear Us Apart

Written by msq

piątek, 6.01.2012 at 16:47

Napisane w 70s

Tagged with , , , ,

I po świętach

leave a comment »

Prezenty rozdane, barszcz zjedzony, światełek na choince już nawet nie chce się naprawiać. W głowie szumią wczorajsze przygody mieszając się z dźwiękami Bregovicia wspomaganego głosem artystki, której pseudonim niby powinno się odmieniać, ale czy ma być Kaji, Kai, Kayahi nie wiadomo.

Zwykle unikamy dyskretnego uroku pop kolęd ale, że zacytuję ponadczasowe słowa wieszcza, „jak mnie coś wzruszy, rzuca się mnie na uszy”.

The Pogues są angielsko-irlandzką bandą zespołem wykonującym folk-punk i jak na taką grupę przystało muzykę swoją wykonują z hultajską werwą, której nie da się nie lubić. Flety, gitary, dudy i skrzypki przygrywają gdy przechrypnięte głosy opowiadają o straconych przyjaciołach/rudowłosych niewiastach/wybrzeżach Zielonej Wyspy, a w wszystko kojarzy się z wesołą stypą. Śmierć, whiskey, folk-punk.

The Fairytale of New York rok po roku wygrywa konkursy na najlepszą piosenkę świąteczną w Wielkiej Brytanii i nie ma się co dziwić, że w zalewie cukierkowych produkcji irytujących mdląco słodką rodzinnością, głosy zbiera opowieść o żulach i chłopakach z komendy.

The Pogues – The Fairytale of New York

A dla tych co nie lubią dzieciątka Jezus, kawałek The Pogues, który bohaterowie serialu The Wire gromadnie odśpiewują w jednej z najlepszych scen w historii telewizji (uwaga, mały spoiler z drugiego sezonu).

The Pogues – Body of an American

Written by bebuk

poniedziałek, 26.12.2011 at 13:34

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Jedyny zespół, który się liczy

leave a comment »

Black sheep hit – określenie używane na hicior różniący się diametralnie od reszty dokonań zespołu. Termin zaczerpnięty został ze strony tvtropes.com, takiej wikipedii dla wtajemniczonych, gdzie definicja hasła składa się niemalże wyłącznie z odnośników do innych haseł, ale która, pomimo niewyobrażalnej wręcz hermetyczności, jest świetnym źródłem wiedzy o popkulturze/czasożernym behemotem.

Przykładów niechcianych hitów w historii było mnóstwo. Led Zeppelin nie wydali Stairway to Heaven jako singla bo Plant twierdził, że to piosenka weselna, The Stranglers mieli mniej wspólnego z muzyką barokową, niż mogłoby sugerować Golden Brown a Faith No More zwykle nie grał dla panienek na sali.

Czy Rock the Casbah zespołu The Clash jest „czarnoowczym hitem”, ciężko stwierdzić. Z jednej strony nie jest jedynym kawałkiem, który jest znacznie bardziej taneczny niż punk przewiduje, co więcej The Clash akurat nie stronił nigdy od eksperymentów, a zdarzało im się nawet nagrywać kawałki po 4 minuty. Z drugiej zaś, mieli kawałki bardziej punkowe.

Tekst Rock the Casbah został zainspirowany doniesieniami o karach biczowania stosowanych w stosunku do posiadaczy płyt disco w Iranie. W piosence zakazana zostaje muzyka boogie, roztańczony lud zaś, w akcie oporu przeciw dyktaturze, postanawia rozbujać kasbę. Jak to czasem bywa znaczenie zostało kompletnie wypaczone i Rock the Casbah stało się piosenką bojową puszczaną wojskom w czasie inwazji na Iran w 1991 roku.

The Clash – Rock the Casbah

Written by bebuk

poniedziałek, 7.11.2011 at 22:38

Napisane w 80s

Tagged with , ,

Repozytorium kontratakuje!

leave a comment »

Repozytorium Oldskulu, mroczna plątanina korytarzyków, ciasnych komórek i przestronnych sal wypełnionych po sam sufit trzeszczącymi od nagromadzonych na nich skarbów półkami. Jeśli gdzieś szukać piosenek kultowych to właśnie tam. Dziś czeka nas „kultowość” do kwadratu, albo nawet do sześcianu. Spotykają się bowiem nie tylko obdarzona tym przymiotem piosenka, ale także film, zespół oraz jego wokalista. Od czego zacząć, może tak – dawno, dawno temu, w odległej galaktyce…

Wszystko zatem jasne – saga filmowa Georga Lucasa, która podbiła kina na całym świecie. Wielkimi fanami tej produkcji stali się młodzieńcy, którzy sformowali zespół otoczony od zarania rozmaitymi legendami – Kryzys. Wydana na płycie w 1981 r. piosenka od razu zyskała dużą popularność, czemu prawdopodobnie sprzyjało odczytywanie jej tekstu w kontekście politycznym. Tu jednak spora niespodzianka – jak przyznali sami muzycy, wersy:

„Myślę o tym żeby wyjść już stąd

Powietrze tu nieświeże i niezdrowy swąd”

nie odnoszą się bynajmniej do sytuacji w PRL za czasów generała Wojciecha, ale zapachu dominującego w warszawskim klubie Hybrydy. Zgodnie jednak przyznają, że film o dzielnych Jedi i rozmaitych stronach mocy, był inspirujący na tle tandety i szarości państwa realnego socjalizmu. Sprawdź czy działa miecz, gramy.

Kryzys – Wojny Gwiezdne

Written by bzofik

środa, 20.07.2011 at 17:56

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Punks not death!

leave a comment »

Swego czasu ten kawałek robił na mnie duże wrażenie, bo takie teledyski zawsze robią duże wrażenie na nastoletnich chłopcach. Mam na myśli Pushed Again niemieckiego zespołu Die Toten Hosen. To jeden z ich najbardziej znanych utworów. W Polsce większość ludzi kojarzy melodię A wszystko to… Ich Troje, ale chyba tylko garstka z nich wie, że protoplastą był inny utwór Die Toten Hosen — Alles aus Liebe.

Nazwa zespołu, jak się właśnie dowiedziałem, wcale nie oznacza po prostu „martwych spodni”, jak mogłoby się wydawać — punkowcy lubią przecież nazywać swoje grupy bardzo dziwacznie. Die Toten Hosen to niemiecki idiom oznaczający mniej więcej tyle co „nic się nie dzieje”, „jest nuda”.

Wracając do teledysku to jest nakręcony w tonie bardzo pacyfistycznym. „Nakręcony” zresztą to dość odważne słowo, bo to zlepek różnych słynnych nagrań, jak na przykład historia Nieznanego Buntownika z Placu Niebiańskiego Spokoju, różnorakich protestów, pałowań i rewolucji. W tle tekst o poszanowaniu człowieka i jego prawa do wolności. Takie teledyski szybko robią się popularne, z tego co pamiętam to tak też było z tym kawałkiem. Równie szybko popularność utworu spadła, ja usłyszałem go miesiąc temu po raz pierwszy od dobrych paru lat.

Die Toten Hosen — Pushed Again

P.S. Jako bonus wklejam już nie tak zaangażowaną historię dziesięciu myśliwych

Written by msq

sobota, 11.06.2011 at 18:16

Napisane w 90s

Tagged with , , , ,

Kobieta wiecznie młoda

leave a comment »

Blondie. Jako zespół reprezentant okołopunkowej sceny muzycznej, potem grający muzykę popularną. Jako osoba: słynna Deborah Ann Harry a.k.a. Debbie Harry. Kobieta, która się nie starzeje. Urodzona w 1945 roku piosenkarka założyła zespół wraz z gitarzystą Chrisem Steinem. Ich kariera trwała niecałą dekadę, po czym zespół rozpadł się po wydaniu 6 albumów. Rozpadł się z różnorakich powodów, jednym z nich było zapewne parcie na karierę solo Debbie.

Najbardziej znany przebój, „Heart of Glass” został nagrany przez nich jeszcze w latach 70. Wtedy grupa obracała się w kręgach niezależnych, pokazując sie w takich miejscach jak słynne nowojorskie CBGB’s. W tym samym czasie gościli tam Ramones, Misfits, Patti Smith i inni słynni reprezentanci punku i pochodnych gatunków. Popowe brzmienie „Heart of Glass” co prawda uczyniło zespół dużo bardziej znanym i rozpoznawalnym w szerokim świecie, ale spadły ich notowania wśród zespołów z gatunku new–wave/punk. Brzmiący bardzo disco–like kawałek został uznany jako pójście w mainstream, tak bardzo przez nich znienawidzony.

Blondie reaktywowało się pod koniec lat 90. i wypuściło znany przebój „Maria”, na wydanie czeka ich nowy album „Panic of Girls”, ale wydaje się, że czas zespołu już minął. Cóż, reaktywacje rzadko się udają.

Blondie — Heart of Glass

P.S. Radiowa wersja kawałka została troszkę „ugrzeczniona” i z wersu Soon turned out to be a pain in the ass zrobił się wers Soon turned out I had a heart of glass. Media nie były tak odważne jak teraz.

Written by msq

sobota, 21.05.2011 at 12:59

Napisane w 70s

Tagged with , , , ,

Trzy akordy…ale co dalej?

2 komentarze

Wielu czytając powyższe słowa pewnie się uśmiecha na myśl o sloganie, którym niejednokrotnie złośliwcy określali muzykę punk*. No bo przecież nie umieli grać na instrumentach, tekstów też nikt ich pisać składnie nie nauczył, w ogóle to jakieś straszne rzępolenie panie. Gdybyśmy się jednak zastanowili nad tym, to jest naprawdę szeroka paleta rozmaitych brzmień pomiędzy wyczynami zespołów z Nowego Jorku, utworami Sex Pistols, a co dopiero mówić o dojrzałym The Clash. Był sobie jednak (i wciąż jest) zespół tego nurtu, który m.in. za sprawą basisty (a jak wiadomo basiści często wodzą swój zespół na manowce) podążał rozmaitymi muzycznymi ścieżkami i stosował bardziej wyrafinowane patenty muzyczne. Niektórzy zakrzykną zaraz, że zbliżył się do demonizowanego mainstreamu i sprzedał. Nie dajmy się odstraszyć takim głosom – lepiej cieszmy piosenką zespołu o punkowych korzeniach, który stworzył taki oto walczyk. I to jeszcze na klawesynie!

The Stranglers – Golden Brown

* mowa oczywiście o zawołaniu „Punk – trzy akordy, darcie mordy”

Written by bzofik

środa, 26.01.2011 at 23:31

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

%d blogerów lubi to: