Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Niebieskie Jeruzalem

leave a comment »

Ponieważ zazwyczaj (szczerze pisząc – zawsze) treść i konstrukcja wpisu jest prostą werbalizacją zachodzących od czasu do czasu pod moją kopułą procesów myślowych, miałem wielką ochotę pozostać wiernym tej tradycji pisarskiej. Prób więc podjąłem wiele, ale do mety nie dobiegłem; najprawdopodobniej tym razem żadnych procesów tam gdzie się spodziewałem nie było: wyłącznie oderwane od siebie obrazy, emocje, wrażenia, zapachy i tak dalej. Widziałem je jak straszni mieszczanie: ‚że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…’, i jedyne co mogę zrobić, to podać ich kolejność z erzacem uzasadnienia, wyjaśnienia raczej, dlaczego takie to następstwo (albo równoległość) jest.

Ostrzegam: to podróż do dysfunkcyjnego albo schizofrenicznego umysłu. Albo obu w jednym. Przebrnąć przez to łatwo nie będzie, a z przejażdżki korzyści żadnej (może minimalna poznawcza, ale to jak wizyta w slumsach: ‚jakie fascynujące ale chodźmy jużbo chce mi się rzygać’); zresztą nie będę pisał ostrzeżeń jak dla kretynów, za których są uważani nabywcy kawy w kubkach w paru sieciach fast-food. I tak nikt tego nie czyta,  piszę sobie a muzom, co nie  tylko niewątpliwie podnosi elitarność działalności, ale pozwala mieć wyje*ane na jakąś głupią potrzebę bycia rozumianym.

Więc na początku było słowo, a słowo brzmiało ‚po’. ‚Już po wszystkim‚. Koniec.

A potem wydarzenia przebiegły tak: ‚To zadziwiające, jak rozmaicie określa się kierunki tego, dokąd się idzie, jeżeli idzie się na drugą stronę, jeżeli druga strona jakakolwiek jest. Lewis miał swój Ostateczny Wschód, a taki np. drugi inklingokształtny – Zachód. Niewykluczone, że to nie ma żadnego znaczenia, bo po śmierci nie ma nic, a ci, co nie zdążyli się zawinąć do krainy wiecznych łowów będą sobie karmić robale zapomniani i samotni, aż każda dotychczasowo należąca do nich cząsteczka budulcowa zamieni się w odżywczą. Tak. Kraina wiecznych łowów!; ależ w tym, powiedzmy, westernie progressywnym była muza, tak cholernie gruba gitara, chwała Youngowi. Grubo zresztą to jest ze mną nie tak; wszystko – zamiast kojarzyć mi się z cyckami – sprowadza się do Williama Blake’a; wkrótce wydziergam sobie na plecach niewiastę obleczoną (czy powleczoną…?) w słońce, rydwany ognia, albo diable młyny. Czy tylko ja słyszę w tych ostatnich Watersa?”.

Przeżyli?

Typy oczywiste. Nie, żadne broadwayowskie jagnię.

Te:

 

Written by 1obo

poniedziałek, 13.05.2013 @ 23:24

Napisane w 70s

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: