Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Archive for Czerwiec 2011

Jedyny taki dzień?

leave a comment »

Ustawiczne dążenie do ideału może zepsuć samą przyjemność tworzenia, stawania się, odnajdywania. Wieczne poszukiwanie bywa motywujące i odkrywcze, czasem jednak prowadzi w ślepy zaułek. Choć smak tej chwili wydaje się wręcz upajający, czy nie czeka gdzieś indziej coś jeszcze wspanialszego? A może to jest właśnie najlepszy ze światów i najpiękniejszy z jego przejawów?

Czasem wszystko idzie nie tak, ale zdarzają się dni bez skazy, wręcz wyjęte z szaroburego kontekstu codzienności. Skąd się one biorą – nie mam pojęcia. Często to pozytywne emocje innych ludzi, czasem nasze same, czasem…nie dowiemy się do  końca co.

Są również piosenki, których kompozycja wydaje się ideałem, w dodatku odpornym na wszelakie zamachy na jej integralność. Przykład to dzisiejsza bohaterka Repozytorium, przy której narodzinach asystowali Lou Reed, już wtedy legenda, stawiający pierwsze solowe kroki po zakończeniu działalności w The Velvet Underground oraz  David Bowie. Jak im wyszło – posłuchajcie sami. Być może jej dźwięku uczynią czyjś dzień idealnym, choć przez moment.

Lou Reed – Perfect Day

Reklamy

Written by bzofik

środa, 29.06.2011 at 05:58

Napisane w 70s

Tagged with , , ,

Złodzieje

leave a comment »

Macie tak czasem, że słyszycie piosenkę w radio, początek na gitarze jest bardzo znajomy, zaczyna się zwrotka i okazuje się, że to nie tak piosenka! I nie mówimy to o znanych piosenkach, z jakiegoś powodu nagranych przez ich autorów jeszcze raz, ze zmienionym tekstem, ani też o samplowaniu basu czy innych instrumentów (uwaga: bluźnierstwo). Mówimy o w pełni dojrzałym i najprawdopodobniej świadomym plagiacie.

Są piosenki, o których wszyscy wiedzą, że są plagiatem. Nikt mi nie wmówi, że osoba, która choć liznęła twórczości Iggiego Popa nie kojarzy natychmiast Are you gonna be my girl z Lust for life albo Out of time man z Passenger.

Cóż, w takim postmodernistycznym swiecie przyszło nam żyć. Red Hot Chili Peppers pozywają Showtime za umieszczenie w serialu postaci Dani California, występującej wcześniej w trzech ich piosenkach. To, że sama piosenka Dani California brzmi jak bliźniaczka jednojajowa Mary Jane’s last dance Toma Pettiego to już inna historia. Pan Petty zresztą bardzo zdrowo podszedł do problemu. Stwierdził, że i tak wszystkie piosenki brzmią tak samo i RHCP nie pozwał.

Tom Petty – Mary Jane’s last dance

PS. Najbezpieczniejszy sposób wymyślili panowie z Nickleback, którzy w obawie przed pozwami kopiują sami siebie.

Written by bebuk

poniedziałek, 27.06.2011 at 22:23

Napisane w 90s

Tagged with , , , , ,

Pionierzy HH

leave a comment »

„Uuuhuhuhu, idą goście! Drzwi, otwórzcie się na oścież!”

Wiem, że cieżko niektórym się zgodzić z tym, że hip–hop może być oldskulem. Ja właściwie też nie jestem tego taki pewny. Jako gatunek muzyczny hip–hop powstał w połowie lat .70, ale istniał w zasadzie tylko w USA, skąd pochodzi. Dopiero późne lata .80 i początek następnej dekady to hip–hop ogólnoświatowy i mainstreamowy. W Polsce jest to wszystko oczywiście przesunięte o jakieś 10 lat. Mówimy więc o nie tak odległych czasach, jak w przypadku innych oldskuli. Dzisiaj konkretnie na myśli mam rok 1996, piętnaście lat temu, kiedy to albumem studyjnym zadebiutował jeden z najważniejszych przedstawicieli HH w Polsce — Kaliber 44. Co bardziej dociekliwy czytelnik stwierdzi, że debiut ten, „Księga tajemnicza. Prolog.” wcale nie był albumem hip–hopowym i pewnie będzie miał rację, bo przypominających współczesny hip–hop nagrań nie znajdziemy.

„Księga Tajemnicza. Prolog.” to muzyka określania mianem psychorapu, hardcore psychorapu itp. Kto słyszał choć jeden kawałek z tej perełki, wie o co chodzi. Strumień świadomości przelany na papier i zaśpiewany, a raczej wywrzeszczany, do mikrofonu to prawdziwie unikatowa rzecz, tajemnicą poliszynela jest w jakim stanie byli muzycy, gdy nagrywali te kawałki (więcej na ten temat do powiedzenia miał swego czasu Bill Hicks w stand–upie nt. muzyki i używek). Teksty na płycie to nie standardowa mantra hip–hopowców „szare bloki”, „trudne życie”, „JP na 100%” itp. To coś więcej, widać (słychać?), że ktoś miał tutaj coś do przekazania, mimo że niektóre kawałki są naprawdę pokręcone. Muzycznie słyszymy dużo psychodeli, dużo dziwnych, „przerażających” sampli, dużo wycia do mikrofonu w tle i ogólnie zabawy miksowaniem.

Fanem HH jako gatunku nie jestem i pewnie nigdy nie będę, ale ten krążek to wg mnie solidna dawka ciekawej nuty. Jako zachętę wrzucam pewnie jeden z bardziej znanych, za sprawą tekstu, kawałków: „Plus i minus”, w którym Magik opowiada o swojej „przygodzie” z HIV.

„Nie wydostaniecie się. Drzwi zamknięte.”

Kaliber 44 — Plus i minus

Written by msq

piątek, 24.06.2011 at 15:10

Napisane w 90s

Tagged with , , , , ,

Lato w mieście

leave a comment »

Wielki Interpretator – taki tytuł można by mu przyznać w hierarchii światowej sceny muzycznej. Bo choć regularnie dostarczał słuchaczom swoje nowe propozycje, zapamiętany został najbardziej dzięki coverom, spośród których jeden, tak naprawdę otworzył mu drogę do wielkiej kariery. Cóż, pomogło też być w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu.

Wczoraj zaczęło się astronomiczne lato, warto przywołać jakąś stosowną piosenką. Można powiedzieć, że mam obsesję lata – a w zasadzie słońca, które nielitościwa natura pozwala nam oglądać w Polsce stosunkowo w niewielkiej ilości. Dlatego nie narzekajcie drodzy bywalcy Repozytorium Oldskulu, gdy jego promienie dadzą się wam zbytnio we znaki. Cieszcie się dotykiem naszej życiodajnej gwiazdy, straszcie szefów przychodząc w bermudach do pracy i nie dajcie się propagandzie zimy. Niech dotyk królującej obecnie pory roku przeniknie w wasze żyły i krąży po organizmie napawając optymizmem i energią do realizowania dzieł wszelakich.

Joe Cocker – Summer in the City

PS Oczywiście nie zapominamy oryginału.

Written by bzofik

środa, 22.06.2011 at 00:15

Napisane w 90s

Tagged with , , ,

To nie jest Sparta

leave a comment »

8 sierpnia 1992 w Brytyjskim Towarzystwie Sejsmologicznym odezwał się telefon. Na drugim końcu słuchawki znajdowali się policjanci, do których z kolei zwrócili się mieszkańcy Londynu twierdzący, że właśni miało miejsce trzęsienie ziemi. Anglia nie Japonia i na styku płyt tektonicznych sie nie znajduje, więc było to wydarzenie co najmniej niecodzienne. Trzeba przyznać, że owe trzęsienie nie było szczególnie silne (około 5 w skali Richtera) ale wystarczyło to, żeby zaczęto ewakuować bloki, w których wypadały szyby i pękały balkony.

Eksperci od sejsmologii stwierdzili, ku zaskoczeniu policjantów, że powodem doznań mieszkańców Londynu była publiczność na odbywającym się tam koncercie. W Finsbury Park zagrał zespół Madness, a całe zajście miało podobno miejsce w momencie, kiedy grano, rzeczywiście niezwykle energetyczne, One Step Beyond.

W 1992 panowie z Madness powrócili po 5-letniej przerwie poprzedzonej dziewięcioma latami nagrywania płyt, lansowania hitów i robienia jajcarskich klipów. Zespół istnieje do dziś, co więcej, rozeszerzył działalność o teatr.

Madness – Baggy Trousers

Written by bebuk

poniedziałek, 20.06.2011 at 21:35

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Wideo-kicz

leave a comment »

Pomyślałem, że wrzucę dzisiaj kawałek z żenującym teledyskiem. Jakieś 10 minut zastanawiałem się nad odpowiednim kandydatem, aż przypomniało mi się wideo do piosenki Bonnie Tyler „Total Eclipse of my Heart”. No cóż, nie ma co zaprzeczać, że sensu w nim nie ma żadnego. Bezsensowne sceny wręcz ociekające głupotą i sama piosenkarka w glorii i chwale, białej szacie i promieniach światła. Nie wiadomo co sądzić o chłopcach ze świecącymi oczami, toż to się przysłowiowej kupy nie trzyma. Przy okazji opadła mi szczęka, gdy dowiedziałem się, że jeden z tych chłopców (występuje pod koniec teledysku, poznacie go po, a jakże, świecących oczach!) to słynny swego czasu piłkarz reprezentacji Włoch Gianfranco Zola! Nie dziwię się, że nie jest to zbyt popularna informacja, facet pewnie przeznacza grube miliony na zatuszowanie tej wpadki.

Nieopatrznie w powiązanych obejrzałem też teledysk Holding Out for a Hero — drugiego hitu wokalistki, i z zadowoleniem muszę stwierdzić, że przebija „Zaćmienie” — głównie za sprawą kowbojów ze świecącymi batami ubranych w jarzące się wszelkimi kolorami tęczy stroje, ale nie tylko. Bonnie znowu w śmiesznych szatach, dodatkowo tytułowy „bohater” odziany w biały, jakże praktyczny na Dzikim Zachodzie, strój. Wszystkiego dopełniają majestateczne ujęcia kanionu i rzeki.

Dla tych, którzy chcieliby się nauczyć śpiewać „Total Eclipse…” znalazłem mały poradnik, dzięki któremu można szybciej opanować tekst (a przynajmniej znaczną jego część).

Bonnie Tyler — Total Eclipse of a Heart

P.S. Czy te świecące oczy nie przypominają wam horroru Dzieci kukurydzy?

Written by msq

sobota, 18.06.2011 at 16:53

Napisane w 80s

Tagged with , , , ,

Uśmiech proszę

leave a comment »

Ma pięćdziesiąt dwa lata, sprzedał wiele milionów egzemplarzy płyt, a przedwczoraj wystąpił na stadionie w Rybniku. Po raz pierwszy zobaczyłem go podczas telewizyjnej transmisji festiwalu w Sopocie, a znając z tylko jednej piosenki (tak, tej co wszyscy) wzruszyłem tylko ramionami i pomyślałem, że przyjechał zarobić łatwe pieniądze w kraju, który omijały prawdziwe rockowe tuzy. Błąd. Koncert był świetny, a ja uświadomiłem sobie ile wspaniałych piosenek ma na swoim koncie, oraz jak świetnie potrafi się odnajdywać w rozmaitych stylistykach. Od tej pory przychylnie zerkam na jego karierę.

Dopiero niedawno dowiedziałem się jednak o jego pasji, porównywanej chyba z muzyką. Wielu muzyków ma jakieś „hobby” stanowiące odskocznie od codziennego zajęcia. Bruce Dickinson pilotuje samolot, Bono ratuje świat, a Liam Gallagher kłoci się ze swoim bratem. Niewielu jednak z nich tak konsekwentnie buduje swoją pozycję, w świecie zupełnie odmiennym, gdzie główną dominanta nie jest dźwięk tylko obraz. Nie jest to jedynie rozrywka bogatego gwiazdora – trzeba co nieco umieć, żeby otworzyć swoją wystawę w Saatchi Gallery albo publikować zdjęcia w Vogue. Może zatem warto dziś podczas wizyty w Repozytorium warto zaangażować dwa zmysły, coś do oglądania znajdziecie tutaj, zaś poniżej bohaterka dzisiejszego odcinka. Choć tym razem w ręce wpadła mu gitara, a nie aparat, to i tak wywołuję uśmiech na twarzy.

Bryan Adams – Run to You

Written by bzofik

środa, 15.06.2011 at 06:30

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

%d blogerów lubi to: