Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘nostalgia

Oldskul uskrzydlony

leave a comment »

Zanim piosenka trafi do naszego Repozytorium, staje się niejednokrotnie przedmiotem długich rozważań i wielu wątpliwości. Nie zawsze chcemy atakować czytelnika/słuchacza jakimś zupełnie niezidentyfikowanym tworem talentu muzycznego, ale umówmy się – pewne piosenki wydają się nie pierwszy rzut oka zbyt oczywistym wyborem. Kiedyś jednak nadchodzi taki dzień, że już po prostu dłużej nie da się czekać. A jeśli ktoś zajęczy, iż to akurat oldskul tak zgrany, że uszy puchną – trudno.

Przygotujmy się zatem ponownie na wycieczkę do Kalifornii, gdzie na fali popularności zespołów tworzących muzykę z aranżacjami syntezatorów powstała grupa Berlin. Dość szybko wytraciła impet twórczy i zapewne nikt by o niej nie słyszał, gdyby nie udało się je umieścić swojej piosenki na ścieżce dźwiękowej filmu o przystojnych młodzieńcach latających drogimi samolotami. Film okazał się sukcesem, który wywindował także nagranie bohaterów naszego spotkania.

Trudny to  oldskul, bo  obrzydzony przez niektóre stacje radiowe częstotliwością nadawania, w dodatku jest to piosenka tak romantyczna, że aż boli Ma w sobie jednak piękną prostotę i wywołuje zrozumiałą nostalgię za czasami gdy – jak się nam wydaje teraz – wszystko było prostsze, tak pisanie piosenek jak i robienie filmów przygodowych.

Berlin – Take My Breath Away

Written by bzofik

środa, 11.01.2012 at 22:47

Napisane w 80s

Tagged with , , , ,

Czy się znów spotkamy?

leave a comment »

Wiecznie coś nie tak z moimi wpisami, a to za mało ciekawostek, a to egzegeza tekstu wątpliwa, o komentarzu do warstwy muzycznej lepiej nie mówić. Zachodzi uzasadnione podejrzenie, iż treść rozważań ma się nijak do zaprezentowanej piosenki, zresztą proszę się przekonać…

Zapowiada, że to będzie jego ostatnia trasa koncertowa, prezentuje podczas niej w całości album, który jest jego dzieckiem od początku do końca, a rolę akuszera jego narodzin wykonywał tak gorliwie, że rozbił jeden z najbardziej wpływowych zespołów muzycznych w historii. Człowiek z wizją ale zarazem despota pozbawiony nieraz samokrytycyzmu, megaloman serwujący czasem patos w porcjach nieprzyswajalnych przez zdrowy organizm, słowem – Roger Waters.

Piszący te słowa repozytor był na koncercie trasy upamiętniającej wydanie trzydzieści lat temu płyty The Wall i zaświadczy, że spektaklu o takim rozmachu i precyzji wykonania, zarówno pod względem muzyki jak i efektów specjalnych, ten kraj jeszcze nie widział. I może długo nie zobaczy, skoro tacy jak Roger Waters schodzą powoli ze sceny…

Cofnijmy się jednak kilkadziesiąt lat wcześniej, gdy przyszły lider Pink Floyd był jeszcze chłopcem, któremu jak wielu innym Brytyjczykom otuchy w trudnych wojennych czasach dodawała piosenkarka, będąca wówczas gwiazdą pierwszej wielkości. Jej piosenka, którą znajdziecie poniżej, dziś trochę zapomniana, to prawdziwa perła wśród licznych utworów opisujących  drugiej wojny światowej. A okruch tej perły przemycił trzydzieści lat temu człowiek, który odwiedził w tym tygodniu Polskę. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

Vera Lynn – We’ll Meet Again

Written by bzofik

środa, 20.04.2011 at 21:19

Napisane w 30s

Tagged with , , , ,

Tańcząc w świetle księżyca

leave a comment »

Mówię od razu, że to nie wpis o Toploaderze.

Chodzi za mną od pewnego czasu taka jedna piosenka i nijak się od niej uwolnić. Pobyt w domu na święta jeszcze tylko pogłębił nostalgię. A co jest w tym kawałku? Młodość, miłość, robienie głupich rzeczy, walka z rodzicami o późne powroty i wysłuchiwanie kazań na temat przyszłości, odpowiedzialności i porządnego wyglądu. Jakoś nigdy nie myślałem, że z nostalgią będę rozpamiętywał czasy, kiedy wyjście na imprezę wymagało odrobinę więcej zachodu niż wykonanie telefonu i ubranie się, a urwanie się z domu przez okno o 3 w nocy w trakcie burzy z piorunami, wydawało się całkiem normalnym pomysłem. Biedni rodzice.

Kawałek został nagrany przez Thin Lizzy, zespół, który niewątpliwie doczeka się lepszego i dłuższego trybutu na tym blogu, w 1977 roku i znalazł się na płycie Bad Reputation. Śpiewał w Thin Lizzy wtedy nieżyjący już współzałożyciel zespołu Phil Lynott, chyba najmniej irlandzko brzmiący wokalista z kraju niepomytych naczyń.

Jeszcze dwa słowa na temat procesu odsłuchiwania. Każdy kto włączy to na głośnikach laptopowych pójdzie do piekła, nie zaznawszy tego cudownego basu i saksofonu, więc ani mi się ważcie skazywać się na wieczne potępienie. Znaleźć dobre słuchawki, albo pożyczyć od kogoś jakieś głośniki 2.1 i z zamkniętymi oczami wspominać czasy, gdy o 3 w nocy człowiek sobie przypominał, że miał być na 22 w domu, a komórki nie miał albo wygodnie „zapomniał”.

Thin Lizzy – Dancing in the Moonlight

Written by bebuk

poniedziałek, 27.12.2010 at 14:18

Napisane w 70s

Tagged with , , ,

%d blogerów lubi to: