Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Archive for Marzec 2013

Z Księgi Wejścia

3 komentarze

Interpretację tytułu pozostawiam do swobodnego uznania.

Bardzo charakterystyczne dla wielkotygodniowych hiszpańskich uroczystości religijnych (zwłaszcza andaluzyjskich) są rozmaite procesje, marsze i pochody, przypominające – jako żywo – kultową już chyba scenę z Django; na przykład takie (trzymają chłopaki rytm) albo takie (ci to co innego trzymają, klasę znaczy się).

Nieodłącznym ich elementem są saetas, o których nie chce mi się pisać, poczytajcie np. tutaj: albo po prostu tu. Korzenie żydowskie – być może, ale dla mnie maniera śpiewu jest raczej mauretańska, że tak polit-poprawnie powiem. Kto mnie zna – wie dobrze, jak polit-pop jestem, niemal tak mocno, jak multi-kulti.

W każdym razie nasza dzisiejsza bohaterka to saeta właśnie, w wykonaniu jednego z moich ulubionych, klasycznie oldskulowych pieśniarzy hiszpańskich – Joana Manuela Serrata, dla profanuma vulgusa ;) znanego jako sprawca katalońskojęzycznego skandalu na Eurowizji ’68 (Summer ’68, ech…; how do you feel?), dla mnie – prawdziwego barda.

Więc jedziemy, Joan Manuel Serrat, La saeta

PS Ponieważ, jaki się (mi) rzekło jestem prawdziwie multi-kulti, dla tych, co żrą mięcho w Wielki Piątek, jak syn Ojca, (tak, obraz mówiący, chociaż napis – chciałbym, żeby był inny; btw, 30 lat niemal łażę po tym łez padole, i dopiero teraz dowiedziałem się co oznacza imię ‚Barabasz‚) mała propozycja z zupełnie innej beczki.

Już Piątek.

 

 

Written by 1obo

piątek, 29.03.2013 at 00:42

Napisane w 60s

Z Księgi Rodzaju

leave a comment »

Są tacy co stwierdzą, że Genesis to Phil Collins i tylko on. To oczywiście nieprawda, i ktokolwiek bardziej zgłębi twórczość tego zespołu stwierdzi, że Phil Collins to tylko część. Jedna z wielu. Można oczywiście kłócić się i debatować, za czyjej ery było lepiej. Gabriel? Komercyjnie chyba im później tym przyjemniej, tematycznie jak kto woli: albo idziesz w progresję albo w coś lżejszego ale niekoniecznie gorszego. Poza tym nie tylko Gabriel i Collins, chociaż to najbardziej znane nazwiska, tworzyli grupę. Był też Mike Rutherford (np. Mike & The Mechanics) czy Tony Banks; co więcej to właśnie ci dwaj panowie z Genesis byli najdłużej a w zasadzie cały czas.

O ile Collinsowe utwory są dość znane o tyle starsze, z początków Genesis często mniej. Prezentuję dlatego jeden z takich utworów, który mnie osobiście zadziwia. W zupełnie innym klimacie niż reszta płyty Trespass, The Knife to agresywna kompozycja, dynamiczna i szybka z wieloma partiami gitarowymi, ale to co najbardziej mnie w tym utworze urzeka, to klawisze. Wspomniany Tony Banks pod koniec daje rewelacyjne solo, dla którego wg mnie istnieje ten kawałek.

Plotka głosi, że Gabriel wykonując na koncercie The Knife w amoku rzucił się w widownię i złamał kostkę. Ile w tym prawdy? Nie wiem, ale jestem sobie w stanie wyobrazić to zdarzenie, bo z każdą minutą rośnie tu napięcie a kulminacja, którą jak dla mnie są wspomniane klawisze poprzedzone marszową perkusją, to majstersztyk.

Genesis — The Knife

Written by msq

wtorek, 19.03.2013 at 00:32

Napisane w 70s

Tagged with , , ,

Nie dziwi mnie fakt…

leave a comment »

… że Jimi nagrał nagrał moje piosenki, ale raczej to, że nagrał ich tak niewiele, ponieważ wszystkie są jego” – tak miał skomentować Dylan hendriksowską wersję All along the watchtower, jak donosi Benda pisujący w jednym z prrrawicowych pism.

I słuszna Dylana racja. Nie on jeden zresztą mógłby napisać podobnie; smaczku mojemu skojarzeniu dodaje portret, który wisi za głównym bohaterem naszej dzisiejszej powiastki z Poznaniem najczęściej kojarzonym.

Kawałek w wersji Mike + the Mechanics (tęsknimy za Tobą, ang-purysto!) ma oldskulowy beat, ale jakiś taki lekko przaśny, i jeszcze ta czapeczka… Za to Wilson urzeka głosem, a harmonie wokalne refrenu powalają; poszukajcie (a znajdziecie) wersję lepszą jakościowo, najlepiej z takiej magicznej płytki, na której są też cudowne Carpet Crawlers.

Mike+ the Mechanics, Ray Wilson (a co!), Another Cup of Coffee

Dzisiejsze PS-y sponsoruje literka I jak Insider.

PS Pora spiąć pośladki i powrócić do dobrego obyczaju dzielenia się swoim małym oldskulem, chlopacy!

PS 2 Nie wiem, czy dziś mój dzień na wpis, ale nie przepraszam.

PS 3 Jutro nie nadeszło, a ja w całej mojej zachłanności żałuję, żałuję cholernie, również – dzisiaj. I wiem co poeta miał na myśli w Afraid of Sunlight. Przerażające odkrycie.

Written by 1obo

czwartek, 14.03.2013 at 01:30

Napisane w 80s, 90s

%d blogerów lubi to: