Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘folk

I po świętach

leave a comment »

Prezenty rozdane, barszcz zjedzony, światełek na choince już nawet nie chce się naprawiać. W głowie szumią wczorajsze przygody mieszając się z dźwiękami Bregovicia wspomaganego głosem artystki, której pseudonim niby powinno się odmieniać, ale czy ma być Kaji, Kai, Kayahi nie wiadomo.

Zwykle unikamy dyskretnego uroku pop kolęd ale, że zacytuję ponadczasowe słowa wieszcza, „jak mnie coś wzruszy, rzuca się mnie na uszy”.

The Pogues są angielsko-irlandzką bandą zespołem wykonującym folk-punk i jak na taką grupę przystało muzykę swoją wykonują z hultajską werwą, której nie da się nie lubić. Flety, gitary, dudy i skrzypki przygrywają gdy przechrypnięte głosy opowiadają o straconych przyjaciołach/rudowłosych niewiastach/wybrzeżach Zielonej Wyspy, a w wszystko kojarzy się z wesołą stypą. Śmierć, whiskey, folk-punk.

The Fairytale of New York rok po roku wygrywa konkursy na najlepszą piosenkę świąteczną w Wielkiej Brytanii i nie ma się co dziwić, że w zalewie cukierkowych produkcji irytujących mdląco słodką rodzinnością, głosy zbiera opowieść o żulach i chłopakach z komendy.

The Pogues – The Fairytale of New York

A dla tych co nie lubią dzieciątka Jezus, kawałek The Pogues, który bohaterowie serialu The Wire gromadnie odśpiewują w jednej z najlepszych scen w historii telewizji (uwaga, mały spoiler z drugiego sezonu).

The Pogues – Body of an American

Written by bebuk

poniedziałek, 26.12.2011 at 13:34

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

W śmierciochodzie

leave a comment »

W 1993 roku na ekrany kin wszedł Arizona Dream, a na ścieżce dźwiękowej melorecytował sobie pewien leciwy rocker do muzyki pewnego człowieka pochodzenia bałkańskiego. Że zabieg łączenia muzyki z odczytami poezji nie zawsze może się publiczności spodobać dowiedzieli się niedawno muzycy takiego zespołu co się dawno temu skończył. W przypadku naszego oldskulu jednak sytuacja wyglądała inaczej.

Emir Kusturica, reżyser wspominanego filmu zaprosił do współpracy Gorana Bregovicia, lidera legendarnego jugosłowiańskiego (czytaj: nieznanego szerzej) Bijelo dugme. Na jednym filmie się nie skończyło, bo muzyka Bregovica roztańczyła też Underground.

Bregovic, po tym jak dokonał wydawało by się niemożliwego umieszczając Bałkany na amerykańskich mapach, postanowił dokonać naprawdę niewyobrażalnego i przywrócił do życia zakurzone truchło kariery Krzysztofa Krawczyka.

Iggy Pop i Goran Bregovic – In the Deathcar

Written by bebuk

poniedziałek, 19.12.2011 at 23:38

Napisane w 90s

Tagged with , ,

Piosenka ludowa

leave a comment »

Proszę o zapięcie pasów, a co delikatniejsi powinni przygotować sole trzeźwiące. Opuszczamy rejony progresywnych konceptów, nieśmiertelnych riffów i dopieszczonych aranżacji z lat osiemdziesiątych. Udajemy się za to na wiejską zabawę w Meksyku, aby posłuchać piosenki, która w prostych słowach zachęca do tańca i chyba każdy kto ją usłyszy przyzna, że dźwięki same wprawiają kończyny w rytmiczne podrygiwanie. Zapraszam na przetwory z agawy, śmierdzącą intensywnie pachnicą fasolę i solidny kawałek muzyki od waszych mariachi z Repozytorium Oldskulu.

Początki szlagieru datują się aż na wiek XVII, powstały dziesiątki jego wersji, lecz trzeba było doczekać dwudziestym wieku i aranżacji Ritchiego Valensa, żeby spopularyzować go na całym świecie. Sam Ritchie jest postacią niezwykła – od dzieciństwa przejawiający niezwykły talent muzyczny, prekursor rock n’ rolla, którego karierę przedwcześnie zakończyła tragedia. Zginął bowiem w katastrofie małego samolotu, którym podróżował wówczas także inny gigant muzyki – Buddy Holly. Wydarzenie to było na tyle wstrząsające by wśród współczesnych doczekać się określenia dnia w którym umarła muzyka…

Nie pogrążamy się jednak w smutnych rozmyślaniach, choć pogoda zaczyna sprzyjać temu, powitajmy w RO piosenkę, która rozgrzeje w chłodny jesienny wieczór.

Ritchie Valens – La Bamba

 

Written by bzofik

środa, 5.10.2011 at 19:33

Napisane w 50s

Tagged with , , ,

Szkocji ciąg dalszy

leave a comment »

The Proclaimers. Dwóch braci ze Szkocji po epizodach punkowych założyło ten zespół w roku 1983. Bracia są nie byle jacy, bo to bliźniacy (osobliwe słowo) identyczni, a zdarza się to tylko w 3 przypadkach na 1000. Mamy już na blogu jednego zawodnika w reprezentacji Szkocji, dzisiaj dorzucamy mu kolegów o bardzo nerdowo–geekowym wyglądzie i nie mniej szkockim akcencie.

Prezentowany kawałek to na pewno największy ich przebój, daleko w tyle jest Letter From America (wyprodukowana notabene przez Gerryego Raffertyego, który niedawno obchodził urodziny), ale to wg mnie nie ta liga. Tylko I’m Gonna Be (500 Miles) załapało się na inne chartlisty niż UK. Zresztą nawet nie biorąc pod uwagę chartów to kawałek da się znaleźć w popkulturze, chociażby w Family Guy albo How I Met Your Mother. A na dodatek na piłkarskim stadionie narodowym Hampden Park często słychać ten kawałek.

The Proclaimers — I’m Gonna Be (500 Miles)

Written by msq

sobota, 23.04.2011 at 16:24

Napisane w 80s

Tagged with , , , , ,

%d blogerów lubi to: