Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Archive for Grudzień 2011

Błyszczyk znowu (trochę) atakuje

leave a comment »

Po raz kolejny trafiłem na odskule krążąc po powiązanych jutubkach. Swego czasu (dawno temu) przez sprzęt głośnogrający w domu przewinęła się jakaś płyta z największymi hitami zespołu T–Rex. Jak wiadomo, zespół był jednym z pionierów cekinowej ery glam–rocka, a główny motor stanowił Marc Bolan, angielski wokalista i gitarzysta, którego sceniczny image był początkiem całego stylu bycia, ubierania się i gry. Nigdy przedtem i nigdy potem feeria barw na scenie nie była bardziej feeryczna, cekiny nie błyszczały bardziej, niż w erze glamu.

Anyways, dorwałem się do tej płyty i oczywiście wpadła mi w ucho, głos Bolana ma w sobie coś, że pasuje i do energetycznych i do spokojniejszych kawałków, po prostu przyjemnie się go słucha, nawet jeśli nie wiesz, o czym tam się wyśpiewuje (jestem z tych, co to cenią kawałek za dobry tekst, nawet jeśli muzycznie jest gorzej). Cały ten odsłuch za młodu trwał pewnie z miesiąc i urwał się znikając wśród innych płyt. Dzisiaj wyklikałem chyba większość kawałków z tamtej płyty (to naprawdę były największe hity, pewnie youtube top 10) i trafiłem na „Get It On”. Nie jest to ich czołowy kawałek, nie ma co się oszukiwać, dużo przyjemniej jednak go wspominam, pewnie dlatego, że z CotR ma się do czynienia regularnie (wszyscy znają), natomiast tamte utwory to już coś mniej znanego ogółowi.

T–Rex — Get It On

Reklamy

Written by msq

piątek, 30.12.2011 at 19:54

Napisane w 70s

Tagged with , , ,

Pożytki z bloga

with one comment

W erze rozpasanego eksponowania swojego ego przez każdego kto tylko ma dostęp do internetu, pisanie bloga wystawia człowieka na nie lada próbę. Z racji udzielania się jako Repozytor, zaglądam na rozmaite, nie tylko muzyczne blogi, żeby podpatrzeć „jak to się robi”. Nie ukrywam, czasem włos się jeży na głowie czytając zawartość, często treść ma służyć jedynie dowartościowaniu autora oraz jego jedynie słusznego poglądu na świat. Nie nam siebie oceniać, ale staramy się na łamach RO być obiektywnymi autorami, nie narzucać swoich gustów i prezentować szerokie spektrum muzyczne. Robimy też co możemy, aby nie ulegać porywom chwili i drogom na skróty.

Aż do dzisiaj.

Jak grom z jasnego nieba spadł dziś na mnie ten oldskul, około godziny 6:07, gdy niechętnie budziłem się do życia wspomagany radiobudzikiem. Piosenka która słyszałem już wielokrotnie, ostatnio dość dawno temu, a której wykonawcy nigdy nie poznałem. Dziś jednak porażony jej pięknem o poranku nie straciłem tropu i już wiem. Zastanawialiście się co robił Ritchie Blackmore po opuszczeniu Deep Purple? Nie próżnował, zakładając m . in. zespół Rainbow, który gościmy dziś w RO.

Jakie są zatem pożytki z bloga, kiedy już przebrnie się przez dylematy co i jak pisać – ano takie, że można się dzielić wspaniała muzyką, kiedy tylko przyjdzie nam na to ochota.

Rainbow – Street of Dreams

Written by bzofik

środa, 28.12.2011 at 21:17

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

I po świętach

leave a comment »

Prezenty rozdane, barszcz zjedzony, światełek na choince już nawet nie chce się naprawiać. W głowie szumią wczorajsze przygody mieszając się z dźwiękami Bregovicia wspomaganego głosem artystki, której pseudonim niby powinno się odmieniać, ale czy ma być Kaji, Kai, Kayahi nie wiadomo.

Zwykle unikamy dyskretnego uroku pop kolęd ale, że zacytuję ponadczasowe słowa wieszcza, „jak mnie coś wzruszy, rzuca się mnie na uszy”.

The Pogues są angielsko-irlandzką bandą zespołem wykonującym folk-punk i jak na taką grupę przystało muzykę swoją wykonują z hultajską werwą, której nie da się nie lubić. Flety, gitary, dudy i skrzypki przygrywają gdy przechrypnięte głosy opowiadają o straconych przyjaciołach/rudowłosych niewiastach/wybrzeżach Zielonej Wyspy, a w wszystko kojarzy się z wesołą stypą. Śmierć, whiskey, folk-punk.

The Fairytale of New York rok po roku wygrywa konkursy na najlepszą piosenkę świąteczną w Wielkiej Brytanii i nie ma się co dziwić, że w zalewie cukierkowych produkcji irytujących mdląco słodką rodzinnością, głosy zbiera opowieść o żulach i chłopakach z komendy.

The Pogues – The Fairytale of New York

A dla tych co nie lubią dzieciątka Jezus, kawałek The Pogues, który bohaterowie serialu The Wire gromadnie odśpiewują w jednej z najlepszych scen w historii telewizji (uwaga, mały spoiler z drugiego sezonu).

The Pogues – Body of an American

Written by bebuk

poniedziałek, 26.12.2011 at 13:34

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Skazany na święta

leave a comment »

W zeszłym roku o tej samej mniej więcej porze dzieliłem się myślami na temat piosenek świątecznych, ukrytych w przepastnych archiwach rozgłośni radiowych, a odtwarzanych jedynie w okresie bożonarodzeniowym. Dziś kontynuacja tegoż wątku, ale odrobinę bardziej wyrafinowana i nienachalna (bo przecież do świąt mamy jeszcze kilka dni).

Był sobie pewien pan, który postanowił napisać piosenkę zaangażowaną, tzw. protestsong skierowany przeciwko wojnie i imperializmowi. Opisał niedole żołnierzy zamarzających w zaśnieżonych  okopach, grozę rzezi wojennej i nieuchronną zdawałoby się (a mamy lata osiemdziesiąte) nuklearną apokalipsę. Sprokurował nawet teledysk z obrazami nawiązującymi do pierwszej wojny światowej. Wszystko szło utarta ścieżka…ale wpadł również na pomysł żeby użyć w piosence sekcję instrumentów dętych, dzwony (i nie zapaliło się światło ostrzegawcze?) w końcu wers o tym, że podmiot liryczny chce wrócić na święta do domu.

Mleko się rozlało panie Lewie, pańska piosenką będzie zawsze grana jedynie w grudniu, a Ci co nie znają języka angielskiego będą uważać ją za pogodny utwór „z dzwoneczkami”.

Co nie zmienia faktu, że to wspaniały oldskul i doskonała kompozycja, stąd dziś przypominamy go w naszym Repozytorium.

Stop the Cavalry – Jona Lewie

Written by bzofik

środa, 21.12.2011 at 20:22

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

W śmierciochodzie

leave a comment »

W 1993 roku na ekrany kin wszedł Arizona Dream, a na ścieżce dźwiękowej melorecytował sobie pewien leciwy rocker do muzyki pewnego człowieka pochodzenia bałkańskiego. Że zabieg łączenia muzyki z odczytami poezji nie zawsze może się publiczności spodobać dowiedzieli się niedawno muzycy takiego zespołu co się dawno temu skończył. W przypadku naszego oldskulu jednak sytuacja wyglądała inaczej.

Emir Kusturica, reżyser wspominanego filmu zaprosił do współpracy Gorana Bregovicia, lidera legendarnego jugosłowiańskiego (czytaj: nieznanego szerzej) Bijelo dugme. Na jednym filmie się nie skończyło, bo muzyka Bregovica roztańczyła też Underground.

Bregovic, po tym jak dokonał wydawało by się niemożliwego umieszczając Bałkany na amerykańskich mapach, postanowił dokonać naprawdę niewyobrażalnego i przywrócił do życia zakurzone truchło kariery Krzysztofa Krawczyka.

Iggy Pop i Goran Bregovic – In the Deathcar

Written by bebuk

poniedziałek, 19.12.2011 at 23:38

Napisane w 90s

Tagged with , ,

Oldschoolowi makaroniarze

leave a comment »

Żeby nie było monotonnie i jednolicie uciekam dzisiaj od języka angielskiego. Uciekam nie byle gdzie, Włochy to przecież wylęgarnia zespołów jednego hitu, które zniknęły szybciej niż się pojawiły, ale które jednak przypominają o sobie raz na jakiś czas za pomocą środków masowego przekazu. Kraj, który dorobił się własnego „gatunku”, jeśli można tak określić te pioseneczki — italo disco.

Z uwagi na nikłą popularność włoskiego w Polsce niewiele osób wie, o czym traktują teksty w hitach italo disco. Być może proste rytmy są tylko przykrywką dla głębokiego przekazu, który płynie z utworów, może zaszyte są w nich życiowe prawdy i rady. A może nie. Kto wie? Ja niestety nie wierzę w tę pierwszą opcję, jest to oczywiście niczym nie poparte, po prostu język włoski w ogóle nie pasuje mi do poważnych utworów. Przepraszam, ale nie potrafię jakoś tego usłyszeć, ogarnąć, nawet w superhitach, które dożywotnio zapisały się w listach oldskuli.

Nie oszukujmy się jednak, w oldskulu nie zawsze chodzi o teksty (a może przeważnie o nie nie chodzi?). Tutaj reguły są inne i choć nie łatwo je zdefiniować, to na pewno nie jest to tylko tekst. To magiczna mieszanka, która nawet z języka włoskiego stworzy coś, co spodoba się tłumom.

Dzisiejszy oldschool to kolaboracja: Albano Carrisi i Romina Power. Para nagrała kilka hitów, z których dzisiejszy jest chyba najgłośniejszy. Zaczęli jako duo w 1975 roku i dotrwali do 1999 roku. Rozstali się 5 lat po zniknięciu ich córki (dotąd nieodnalezionej).

Al Bano Carrisi & Romina Power — Felicita

P.S. Nie lubię włoskiego

Written by msq

piątek, 16.12.2011 at 21:21

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Marność nad marnościami

leave a comment »

Podobno gdy był już bardzo zmęczony byciem Eltonem Johnem i niesieniem na swoich barkach ciężaru oczekiwań fanów, krytyków i kolorowej prasy zdobył się na niespodziewane wyznanie wobec dziennikarza z dalekiego kraju. Powiedział, że gdy leciał pewnego razu na pokładzie swego odrzutowca nad Alpami, jego wzrok przykuła biel lśniącej setki metrów poniżej czapy śniegu, okrywającej jeden ze szczytów górskich. Ze smutkiem pomyślał, że tyle mniej więcej musiał dotychczas w trakcie swojej kariery zażyć kokainy…

Opowieść – smutna, surrealistyczna, tragikomiczna, megalomańska, w każdym razie przeze mnie zapożyczona. I bez morału.

Znów może być to pewne zaskoczenie dla tych, którzy zamknęli Eltona Johna w szufladce przeznaczonej dla twórców rzewnych piosenek o świecach na wietrze. Swoimi wyczynami zawstydza całe współczesne pokolenie muzyków, nie myślę tu zresztą tylko o nadmienionym wyżej hedonizmie, ale o talencie, pracowitości i pasji dla muzyki. Zachęcam do poznawania systematycznie jego dyskografii, bo oldskulu i przebojów tam co nie miara, a poza tym można obserwować jego ewolucję i dojrzewanie jako artysty.

Trudno się może identyfikować z Eltonem – przez jakiś czas właścicielem klubu piłkarskiego, wspaniałym kompozytorem i posiadaczem tytułu szlacheckiego. Ale i jemu i Tobie czytelniku, przychodzi przecież czasem jednakowa myśl do głowy – że ta cała zabawa nie sprowadza się tylko do bogactwa, doczesnych przyjemności i popularności. Musi być coś więcej ukryte w tej układance.

Elton John – Song for Guy

Written by bzofik

środa, 14.12.2011 at 21:29

Napisane w 70s

Tagged with , , ,

%d blogerów lubi to: