Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘artysta jednego przeboju

Tańczący raper z pięćdziesiątką na karku

leave a comment »

Pięćdziesiąt lat stuknęło wczoraj Programowi Trzeciemu Polskiego Radia, który posiada wśród Repozytorów sympatyków  oraz bezkrytycznych piewców. Ze wspomnień, anegdot i oczywiście oldskulu okolicznościowego można by ułożyć na tę okazję kilka wpisów, ale nie możemy pozwolić by ta szacowna rocznica przyćmiła swoim blaskiem nie mniej znaczące urodziny. Dwa dni wcześniej bowiem pięćdziesiąt lat skończył niejaki Stanley Kirk Burrell znany szerzej jako MC Hammer, piosenkarz, aktor i tancerz, który zawładnął listami przebojów w roku pańskim 1990 hitem U Can’t Touch This. Przez wielu nazywany raperem, ale umówmy się, że jego produkcje osadzone były jednak bardziej w stylistyce popu, co też pozwoliło mu zdobyć popularność wśród szerszej publiczności. W wybiciu się pomógł bohaterowi naszego spotkania również talent taneczny, który uwiecznił kultowy już teledysk. Niestety oprócz wygibasów przed kamerą MC Hammer musiał się nagimnastykować również przed sądem, z uwagi na pozew jaki w związku z „zapożyczaniem” (bez wiedzy i zgody autora) riffu  wniósł pan Rick James – od czasu wygranego procesu oficjalnie uznany za współautora piosenki oraz również oficjalnie inkasujący wpływy z tantiem. Co nastąpiło po sukcesie – niestety powolny zjazd w dół, jako że Hammer (przez jakiś czas bez MC) nagrywał słabsze płyty, roztrwonił majątek oraz w zasadzie zniknął z amerykańskiej sceny muzycznej.

A piosenka – na stale zagościła w panteonie oldskulu, bywała prześmiewczo coverowana, czytana przez gwiazdy NBA, a przede wszystkim do dziś wywołuje na twarzy tzw. banana.

MC Hammer –  U Can’t Touch This

Reklamy

Written by bzofik

poniedziałek, 2.04.2012 at 21:30

Mieszanka

leave a comment »

Już tak to jest z doborem kawałków na Repozytorium, że z jednej strony oldskul jest oldskulem i musi być w miarę znany, a z drugiej chciałoby się przedstawić coś nie do końca oczywistego. Jeśli można Repo porównać, może i odrobinę na wyrost, do lwa, to przewaga ilościowa kawałków anglojęzycznych na resztą jest cierpniem w naszej zbiorowej łapie.

Dziś też będzie po angielsku, ale z małym twistem. Tanita Tikaram urodziła się w Niemczech, gdzie, towarzystwie żony z Malezji, stacjonował jej ojciec, pan pochodzenia hindusko-fidżyjskiego. Jako nastolatka przeniosła się do Anglii, gdzie skończyła szkołę i zaczęła karierę muzyczną. Tanita nadal tworzy, ale chyba zawsze już pozostanie w cieniu hitu, który nagrała w wieku 19 lat.

Twist in my Sobriety jest znakomitym przykładem na to jak działa międzynarodowy system muzyczny. W Wielkiej Brytanii nie był nawet największym hitem Tanity (Good Tradition wspiął się o 12 miejsc wyżej na liście UK Singles Chart), a w Stanach Zjednoczonych natomiast był jedynym kawałkiem jaki pojawił się na liście przebojów Billboardu. Stamtąd dotarł z powrotem do nas, doszedł do pierwszego miejsca na Liście Przebojów Trójki. Z kraju o średnim repozytorium kulturowym, do tego o dużym repozytorium, do tego o małym. Tanita na tyle przypadła Trójkowiczom do gustu, że Stop Listening, które nie odbiło się zbyt szerokim echem na świecie, u nas znowu triumfowało w PR3.

Tanita Tikaram – Twist in my Sobriety

Written by bebuk

poniedziałek, 21.11.2011 at 21:55

Napisane w 80s

Tagged with , ,

Jak Oni Wymawiają

leave a comment »

Onegdaj rozprawiałem z wielmożnymi Repozytorami nad szklanicą na temat tego, piosenki w jakich językach pojawiają się na naszym blogu. Było o tym nie raz, ale powtórzę – język angielski miażdży i dominuje, choć polska husaria czasem też natrze z impetem. Poza tym dość silna jest nigdzie nie ukryta, a wręcz ostentacyjnie prezentowania opcja niemiecka. Dokładną statystykę podamy ciekawym kiedy indziej i gdzie indziej, dziś zaś zaatakujemy śmiałym manewrem znad Sekwany.

Pewien znajomy frankofil rozprawiał ze mną kiedyś nad meandrami język Moliera. Sam w nim zakochany zdobył się jednak na szczerą uwagę, że trochę za dużo tam cyt. „dźwięków od czapy, charknięć i rzężenia”. Jest to opis barwny, przesadzony i humorystyczny, ale oddaje nieco istotę problemy. Nie jest to mowa łatwa, nie uważam jej również za najszczęśliwszą dla tworzenia piosenek, choć gdy poznałem pierwowzór tej piosenki, zmieniam powoli zdanie. Faktem niezbitym jest jednak, iż w języku tym powstał jeden z kanonicznych oldskuli, który dziś stał się bohaterem odcinak RO.

Desireless – Voyage Voyage

Written by bzofik

środa, 26.10.2011 at 21:10

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Rapu ciąg dalszy

leave a comment »

Niebezpiecznie skręcam w rap na RO, ale cóż począć, oldschool to oldschool i nie ma wyjścia — trzeba rapować. Dodatkowo dzisiejszy kawałek to przedstawiciel tak zwanego „gangsta rapu”, czyli rapu dla czarnych wszelkiej maści (widzicie, co tutaj zrobiłem?) gangsterów. Wystrzelił z hukiem w roku 1995 za sprawą filmu Młodzi Gniewni z Michelle Pfeiffer.

Gangsta’s Paradise była naprawdę wielkim hiciorem, nie ma chyba osoby która nie rozpoznaje tej melodii, zresztą nie tylko samej melodii, bo wideo posklejane częściowo ze scen z wspomnianego filmu obficie przyprawione postacią Pfeiffer często pojawiało się w stacjach muzycznych. Liczby mówią same za siebie: #1 w 13 krajach w tym USA, UK czy Niemcy, #1 przez trzy tygodnie na liście Billboard. Coolio oczywiście wykorzystał popularność kawałka i zrobił to, co każdy zrobiłby na jego miejscu: swój album wydał w 1995 roku i zatytułował go… Gangsta’s Paradise co przyczyniło się do wielkiego sukcesu krążka (czy słusznie? pewnie nie).

Zaskoczyło mnie, że utwór jest mocno inspirowany dużo, dużo starszą kompozycją Steviego Wondera pt. Pasttime Paradise. Dodatkowo powstało sporo coverów, często prześmiewczych, nawet Wikipedia zamiast rozdziału Covers prezentuje Covers/parodies. Z tym wyśmiewaniem to ciekawa sprawa bo tekst kawałka jest raczej mroczny, opowiada o straconym życiu młodych gangsterów, błędnym kole, z którego nie mogą się wydostać, nie jest to najlepszy materiał na parodię a skoro takie powstały to chyba dużo ludzi nie wzięło na serio opowiastki Coolio o smutnym życiu gangstera (najbardziej znany cover: Weird Al Jankovic — Amish Paradise)

Coolio — Gangsta’s Paradise

Written by msq

piątek, 23.09.2011 at 22:33

Napisane w 70s, 90s

Tagged with , , , , ,

Jak to drzewiej się sławę zyskiwało

leave a comment »

Ludzie lisy piszą, a w nich przypominają o zakopanych gdzieś głęboko skarbach i zapomnianych przebojach. Za sprawą jednego z miłośników oldskulu, w mojej skrzynce pocztowej zagościł ostatnio odnośnik to bohaterki dzisiejszego odcinka Repozytorium. Wraz z przeglądnięciem kilku informacji na temat piosenki, które dostarczył Wielki Pożeracz Czasu pojawiła się pewna myśl. Myśl też została zainspirowane przez ostatnią wypowiedź człowieka legendy – przez wielu uważanego za synonim „obciachu” telewizji publicznej, ale znajdźcie mi druga osobę która: imprezuje ze śpiewaczkami operowymi, umie nosić frak z naturalną swobodą oraz nauczyła się ponownie mówić po przebytym udarze mózgu!? Wróćmy jednak do oldskulu…

Autorka piosenki, pani o dźwięcznie brzmiącym imieniu Tasmin, musiała sporo przejść zanim zdołała zabłysnąć na muzycznym firmamencie. Imała się rozmaitych zajęć, pisała do szuflady, aż w końcu udało jej się nagrać pierwszą płytę. Owszem, poza poniższym utworem nie stworzyła nic co przetrwało próbę czasu, a i jej dyskografia nie należy do najobszerniejszych. Budzi jednak moja sympatię fakt, że do sukcesu nie doszła na skróty ścieżką wykreowaną przez badawczy gustów ludzkiego plemienia. Nikt w zaciszu gabinetu, nie zdecydował, że na pięć minut stanie się posiadaczką talentu czy idolem mas.

Jasne – idealny przykład artysty jednego przeboju. Tyle, że wątpię, by za dziesięć lat, ktoś podesłała mi jakąś piosenkę jednego ze zwycięzców telewizyjnego formatu. Muzyka, taka jak Tasmin, zostanie. Zwycięzcy jarmarcznych zabaw szybko odejdą w zapomnienie.

Tasmin Archer – Sleeping Satellite

Written by bzofik

środa, 13.07.2011 at 00:21

Co tam panie w telewizji

leave a comment »

Bez owijania w bawełnę – gdy byłem dzieckiem bohaterka dzisiejszego odcinka Repozytorium Oldskulu napawała mnie strachem. Jedna z pierwszych piosenek jakie mogę przywołać z odmętów pamięci (dla ciekawych inne to ta i ta). Słuchałem jej ciemnym pokoju i balem się niemożebnie (i być może tak należy dziś tłumaczyć moją niechęć do używania przez muzyków automatów perkusyjnych). Łatwo przywołać film, po którym nie mogliśmy spokojnie zasnąć, motywem nieomal archetypicznym są traumatyczne wspomnienia z pokazów cyrkowych. Ale piosenka? A i owszem, jeśli są osoby, mające tego typu doświadczenia, zapraszam do wynurzeń.

Piosenka którą znam tyle lat automatycznie musiała się znaleźć tutaj. Jej autor z niejednego pieca chleb jadł  i niejednej dziedziny sztuki próbował. Zresztą nie dziwota, syn Szkota i Czeszki nie umiał usiedzieć na miejscu. Na poletku muzyki udało mu się skomponować jeden hit – dzisiejszy oldskul ,prostą piosenkę w której mężczyzna relacjonuje wraz z synkiem co widzą na ekranie telewizora. Jak łatwo się domyślić nie jest to nic budującego, nie jest też taki obraz naszego społeczeństwa. Tego co tam zobaczymy naprawdę można się przestraszyć. Piosenka to przy tym fraszka.

Karel Fialka – Hey, Matthew

Written by bzofik

środa, 30.03.2011 at 22:15

%d blogerów lubi to: