Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Posts Tagged ‘groove

Always waiting…

with one comment

…śpiewał Michael Kiwanuka, wywoływany okrzykami „¡Hola! ¡Hola! ¡Hola¡ ¿Estas aqui?”.

Tym optymistycznym akcentem rozpocznijmy wątek o czekaniu. I oczekiwaniu. Naturalnym skojarzeniem jest tu wprawdzie moje czekanie  na ogarnięcie się reszty repozytoryjnych dziadków (których zdominowałem jak rasowy samiec alfa), ale inne klimaty mam na myśli.

Nie chodzi mi o oczekiwanie na robale albo inny koniec świata, ani o Godota który nigdy nie przyjdzie. Najprzystępniejszą ‚definicję’ zawiera chyba film, który jest mistrzostwem świata w łamaniu decorum, czy może: sprawnym zarządzaniem (manipulacją wręcz) emocjami, i który mimo łatki ‚komedii romantycznej’ podejmuje uczciwie i serdecznie zdecydowaną większość ‚drobnych bieżących spraw życia codziennego’ budujących 95% życia ludzkiego. ;) Tytułu nie podam, kto chce – może sobie zagadkę rozwiązać; w każdym razie w jednym momencie dość wielowątkowej fabuły pojawia się kawałek Dido, przyzwoity zresztą.

No. Podobne wrażenia mam słuchając piosenki ekpiy, której nie trzeba przedstawiać, z płyty, o której nie można pisać inaczej niż na klęczkach (i ta pozycja jest uzasadniona).Warto tylko zwrócić uwagę na dęciaki (trzy klarnety, nie uwłaczając), których zawodzenie od 0:50 0:40 nadaje świetnego tempa, no i tzw. dzwony rurowe (które zagrały potem główną rolę w Egzorcyście).

The Beatles, When I’m 64

Reklamy

Written by 1obo

czwartek, 11.04.2013 at 02:28

Napisane w 60s

Tagged with , ,

Hall (of Fame) i ten drugi

leave a comment »

To naprawdę zaskakujące, że w świecie, w którym algorytm tworzenia hitów wszech czasów został już opisany, nazwany i wyśmiany, ciągle odnaleźć można perełki, które są zbudowane na pomyśle nieco innymi niż kanon Pachelbela i da capo al fine, chociaż biorą pełnymi garściami z tego, co niezaprzeczalnie oldskulowe. O saksofonie w muzyce pisał już bbq (barbecue?), o facetach z wąsem: msq, naprawdopodobniej o kombinacji tyh dwóch pisał bzq, chociaż aktualnie nie mogę niczego znaleźć.  ;) W każdym razie wszystko to prawda; algorytm podlega tylko pewnemu uzupełnieniu, jak girlsband czy boysband dla WASP-ów, w którym każdy odnajdzie coś dla siebie. Brunetki, blondynki… ;)

Do czego zmierzam; w naszym zestawieniu brakuje ciągle kultowego, w Zjednoczonych Stanach Ameryki zwłaszcza, duetu składającego się ze śpiewającego Davida Hasselhoffa i pogrywającego na gitarze Davida Hasselhoffa II a’la Borat. Nasi dzisiejsi goście (gospodarze?) spełniają te warunki znakomicie, i to w zasadzie wystarczyłoby już za reklamę niezłej jazdy. Ale kiedy jeszcze dodamy do tego saksofon, groove taki, że od pięt po kolana mrowienie wprawia w turbulencje wszystkie kości i stawy, wszystko staje się jasne.

Hall i Oates w Polsce traktowani są trochę, zdaje sie, jak THW; przecież poza dzisiejszą bohaterką każda polska chlebogryzarka jest w stanie zanucić inny kawałek, który zresztą naprawdę udatnie skawerował Paul Young (poczytywany chyba za jego autora). Dzisiaj jednak chodzi o piosenkę numer 1, która nie ma nic wspólnego z Nelly Furtado, ale można to wybaczyć, bo i bez niej jest smakowita.

Daryl Hall & John Oates, Maneater

Written by 1obo

czwartek, 22.03.2012 at 23:59

Napisane w 80s

Tagged with , ,

%d blogerów lubi to: