Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Dlaczego Polacy są tak agresywni

leave a comment »

„Awitaminozą wiosna się zaczyna” – parafrazował w epoce magnetycznych taśm łupanych Niemenową wersję Wspomnienia nieodżałowanie żałosny Kabaret OT.TO. Awitaminozą i frustracją, która w moim wypadku sięga zenitu, kiedy nie dość, że miasto tonie po dwóch dniach typowej styczniowej ulewy (woda atakuje też od gruntu topniejącym śniegiem), to jeszcze dostaję od kumpla smsy, których treścią – ku Waszej (o ile ktoś tam jest) rozpaczy – z przyjemnością się podzielę. Zresztą po co ich wiele, wystarczy taki przykład: „Świat inaczej wygląda z Piazza Navona w popołudniowym słoneczku z espresso ;)”. Ech, panie, zdzierżyłbym nawet tamtejsze gazety, które zajmują się tyleż interesującymi co pozbawionymi znaczenia tematami w rodzaju: „jaki wpływ na kampanię wyborczą do parlamentu ma zakup Balotellego za 20 mln euro przez Berlusconiego”, „czy słusznie tymczasowo aresztowano króla paparazzich i modela Francesco Coronę” czy „czemu poszukiwania prawdopodobnie zamordowanej przez męża Roberty trwają tak długo?”.

Słowem – syf, rozpacz i lemingoza jak u nas (dzięki, Marcinie, to w zasadzie nawet pocieszające), tyle że trochę tak ‚Longobard Stajl’. Ale jak pięknie prezentuje się ten zlew w tak pięknych okolicznościach przyrody!

Ja niestety w ramach walki z meteorologicznym przednówkiem szukam placebo, i nierzadko katuję swoje uszy może nie od razu dźwiękowym zachwytem że duuuzio słońca w całym mieście (nie, k*rwa, nie widziałem tego jeszcze, w każdym razie nie w tym kwartale), ale np. letko sentymentalnym kawałkiem, który kojarzy mi się z ciepłymi klimatami najbardziej. Przyczyna tego leży pewnie w tym, że Looking for the summer Chrisa Rea towarzyszyło moim ziomalom i mnie, kiedyśmy w czasach cielęcych wracali autobusem relacji Zakopane-Gorlice po tatrzańskich wyrypach.W tej zamierzchłej przeszłości autobus odjeżdżał o 16.20 (constans) i w 6 na 7 przypadkach (constans niemal) w okolicach Starego Sącza z radia sączyło się właśnie to. Kiedy ten jeden raz Chrisa Rea w takim układzie sytuacyjnym nie usłyszałem, czułem się, jakby mi ktoś jądro uciął albo prababkę udusił w akordeonie. Znaczy dziwnie jakoś.

Natomiast moim ulubionym wspomnieniem „po lecie” jest fajnie pulsująca piosenka jednego z założycieli legendarnej, nie bójmy się tego słowa, ekipy The Eagles – Dona Henleya. Ku pokrzepieniu serc, o ile dożyjecie wiosny na zapasach kiszonej kapusty.

Don Henley, Boys of summer

Written by 1obo

piątek, 1.02.2013 @ 00:26

Napisane w 80s

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: