Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Druga twarz słońca

leave a comment »

Dwa dni po pełni, ale najbardziej polski miesiąc smutny jak noc (nomen omen) listopadowa od ładnych paru tygodni raczący nas mgłami wielkimi jak te nad syfiastymi bagniskami, przez które przedzierali się Gollum z Frodem i Samem, no więc ten w d*pę rżn*ęty umiłowany nasz miesiąc nieco zluzował stanik i pozwolił pokazać gębę księżycowi, stąd wybór kawałka nie mógł być inny.

Konia z rzędem temu, co dokona interpretacji tekstu. A raczej zamiast tego konia – kaftanik wiązany na plecach; ja nie podejmę się wniknięcia w podejrzane, czarne ścieżki, którymi podążała schizofrenia paranoidalna podmiotu lirycznego (Michał Zabłocki i jego metoda pisania tekstów to małe miki; swoją drogą nie pamiętam z jakiego filmu/serialu, to ‚małe miki’, ale chyba tekst jest Buczkowskiego, może z Domu?),  w każdym razie myśli jego były czarne (jak noc listopadowa). Najlepsze są porównania hi-tech lat 80, typu „skończył się video-film”.

Dobra, i tak jestem spóźniony z tym wpisem o paręnaście minut (drobna wycieczka pod adresem pozostałych repozytariuszy: ‚and then there were… two?”; i pod adresem dostawcy mojego internetu), więc do ad remu, pora już dograć ten akt. Polecam Waszej uwadze wymowę ‚San Francisco’; jednak intuicja mnie nie zawodziła, istnieje coś między ‚San’ a ‚Są’.

Halina Frąckowiak, Papierowy księżyc

Written by 1obo

piątek, 30.11.2012 @ 00:26

Napisane w 80s

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: