Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Zapach wosku

leave a comment »

„(…) W prosektorium najzabawniej jest nad ranem
Czasem spadnie coś ze stołu – czasem ktoś
Po czymś takim następuje
Ożywienie zrozumiałe
Krótkotrwałe bo dzień wstaje jak na złość
Jasny dzień ma swoje różne jasne strony
Lecz ja jednak mimo wszystko twierdzę, że
W prosektorium najprzyjemniej
Moim zdaniem jest nad ranem
Zresztą sami przekonacie o tym się.”

Ten cytacik z wodewilowego W prosektorium Macieja Zembatego jest kwintesencją podzielanego przeze mnie spojrzenia na tzw. sprawy ostateczne. No dobrze, w tej deklaracji nie jestem do końca szczery: powinienem raczej napisać „chciałbym traktować umieranie jak spotkanie z pratchettowskim Mortem” i śpiewać na pogrzebach ” Jak dobrze mi w pozycji tej, w pozycji hory-zon-tal-nej” (znowu nieśmiertelny Zembaty z Ostatniej posługi), ale przechyły emocjonalne są chyba wkalkulowane w ludzką naturę, jakkolwiek chciałoby się pozostać stoikiem.

Daruję sobie prawienie komunałów o obecności motywu śmierci w muzyce popularnej, to jest jasne jak częstość występowania piosenek o używkach, miłości i pieprzeniu (się). Ubolewania godnym zrządzeniem losu (albo ułomnością tfu!-rców) temat ten jest zwykle podejmowany nieznośnie patetycznie, aż chciałoby się zacytować filmowego Bolca o „ptaka cieniu” w reakcji na teksty typu „idąc cmentarną aleją szukam ciebie mój przyjacielu” (niemożliwy do zniesienia patos kanoniczny). Albo, za innym klasykiem, stanowczo wrzeszczeć, że „jeżeli tematem sztuki będzie dzbanek rozbity, mała rozbita dusza z wielkim żalem nad sobą, to to, co po nas zostanie będzie jak płacz kochanków w małym brudnym hotelu kiedy świtają tapety”. Zdecydowanie wolę klimat niemal optymistycznej rezygnacji Połonin niebieskich w wersji Adama Drąga czy Ireny Jarockiej.

Niemniej, zdarzają się – z rzadka – perełki każdej z tych, powiedzmy, estetyk. Jak rozmaicie – i w warstwie tekstu, i muzyki – można pisać o tym samym, przecież oba kawałki to niemal deklaracje światopoglądowe, manifesty filozofii etyki, z których bliżej mi, wbrew wszystkiemu co napisałem wcześniej, do rozdzierającej spowiedzi spożywającego sakrament danej z nieba manny-manny-narkomanny (dzięki, Stachuro) Elliotta Smitha, który brzmi wspaniale jak Floydzi z okolic Meddle.

Blue Öyster Cult, Don’t Fear) The Reaper


Elliott Smith, King’s Crossing

Written by 1obo

czwartek, 1.11.2012 @ 15:47

Napisane w 70s, 90s

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: