Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Tańcząc w ciemnościach

leave a comment »

Witam,
Czytając w młodości twórczość Pilcha natknąłem na zdanie, którego nie przytoczę teraz w oryginalnym brzmieniu, ale sugerował w nim Pan Jerzy, że w życiu młodego mężczyzny pewne są tylko dwie rzeczy: pisanie wierszy i masturbacja (z serca spadł mi wtedy wielki kamień wyrzutów sumienia za długie godziny spędzone w internetach w poszukiwaniu natchnienia do szybkiego haiku). Z punktu widzenia czasu dodałbym do tej listy jeszcze niekończące i niebywale nużące dla wszystkich innych dyskusje na temat KOMERCHY, jej definicji, wpływu na zespoły, których się nie lubi i oraz odporności na nią ulubionego zespołu. Jak picie przed lekcjami, nieudolne próby zwracania na siebie uwagi płci przeciwnej i kolejne części American Pie, wspomnienie tych dyskusji wywołuje zażenowanie i pytania dlaczego?

Mało zespołów, które odniosły sukces grając muzykę odbiegającą od radiowej sieczki potrafiło oprzeć się wpływom managerów, wytwórni, czy też wewnętrznemu parciu na szkło i nie nagrać album czy też piosenki do radia. Bowie dorzucił Starmana do albumu, żeby się sprzedawał, Slash dał się namówić na Sweet Child O’Mine, Yes napędzili sprzedaż słabego albumu przyjaznym stacjom radiowym Owner of the Lonely Heart, a Jagger przychodził na próby napruty napompowany rytmem disco, który chciał kopiować, żeby być na czasie.

Jednym z ciekawszych przykładów ulegnięcia delikatnemu urokowi masowości jest przypadek Born in the U.S.A. Bruce’a Springsteena. Kto widziała 7 wieków rocka wie, że The Boss dosyć długo opierał się przed koncertami na stadionach, uciekając raczej w kierunku klubów. Wraz z Born in the U.S.A. wskoczył na główkę w image niegrzecznego mechanika z New Jersey, świetnie wypromowany tylko rok wcześniej przez Billiego Joela. W odstawkę, przynajmniej częściowo musiały pójść też utwory opiewające moralne i społeczne bankructwo American Dream, a w ich miejsce pojawić się utwory o cóż … miłości … chyba.

Springsteen sam zdawał sobie sprawę, że znajduje się na rozdrożu. Zmiana w muzyce, zmiana w publiczności, dla której grał i zmiana wizerunku (musiał biegać na siłownię, żeby lepiej wypełniać obcisłe jeansy i białe koszulki) znalazła swój wyraz w piosence Dancing in the Dark. Z jednej strony gitarę zastąpiły syntezatory, pojawiły się teksty typu I need a love reaction//come on now baby gimme just one look i młodziutka Courtney Cox grająca fankę w klipie, a z drugiej zaś jest refren, w którym przyznaje, że piosenka ma napędzać album, a on jest tylko gitarą do wynajęcia, która znalazła się na nieznanym sobie terenie i po prostu tańczy w ciemności.

You can’t start a fire
you can’t start a fire without a spark
This gun’s for hire
even if we’re just dancing in the dark

Dawniej powiedziałbym, że Springsteen się sprzedał. Teraz już wierszy nie piszę i mogę zejść ze swojego piedestału i cieszyć się muzyką.

Bruce Springsteen – Dancing in the Dark

Reklamy

Written by bebuk

czwartek, 26.04.2012 @ 10:15

Napisane w 80s

Tagged with , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: