Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Dobrze umrzesz, lepiej sprzedasz

with one comment

Umarła kolejna gwiazda. Używam wyrazu gwiazda w znaczeniu dość szerokim, bo pani Winehouse nigdy specjalnie nie słuchałem. Znam jeden czy dwa kawałki, doceniam głos, czyli idealnie się nadaję do roli telewizyjnej gadającej głowy. Nikt mnie do żadnej telewizji nie zaprosi, ale od czego mamy blogi.

W momencie, kiedy świata obiegła wiadomość o śmierci Amy, pracowite mróweczki otworzyły swoje przeglądarki i napędzane kronikarską powinnością zaczęły aktualizować strony Wikipedii. I tak Amy znalazła swoje miejsce w elitarnej grupie, zwanej Klubem 27, zrzeszającej znanych muzyków, którzy zmarli właśnie w tym wieku. Stanęła tam ramię w ramię tuzami typu Joplin, Morrison, Hendrix i po wsze czasy martwym Cobainem. Jest ich tam więcej, kto chce niech sobie poczyta.

Koncepcja jest dziełem Erica Segalstada, który próbuje ją wyjaśnić na parę różnych sposobów. Mówi o ogólnoludzkich problemach z wchodzeniem w pełną dorosłość, ale teza to nie znajduje potwierdzenia w liczbach. Próbuje też zasiać ziarnko konspiracji wspominając o wypadkach i zaginięciach znanych muzyków, na przykład Richego Edwardsa, ale jak to z teoriami konspiracyjnymi bywa, fakty zdają się potwierdzać tezę, bo po to zostały wybrane z morza statystyk.

Jedną rzeczą, z którą mogłbym się zgodzić to twierdzenie, że winny po części był przemysł muzyczny. Wiadomo, to Amy sama przechylała szklankę i naciskała tłok, ale zgadywałbym, że na pomoc nie mogła liczyć z żadnej strony. Jak powiedziała kiedyś Janis Joplin, ludzie, świadomie czy nie, chcą były muzycy bluesowi byli nieszczęśliwi. Co więcej, o ile stan Amy Winehouse pod koniec życia mógł wydawać się problemem to zwracał na siebie uwagę. Nieważne jak piszą, byle pisali. Czemu twierdzę, że to przemysł, a nie tabloidy? Cui bono. Zapłakani wydawcy i menadżerzy będą mówić publicznie o wielkiej stracie, a w zaciszu gabinetu planować reedycje, edycje specjalne, rocznicowe, wspominkowe, bonusowe… Smutne, że w dzisiejszych czasach śmierć stała się gimmickiem*, cechą rozpoznawczą, tanią sztuczką zwracającą uwagę gawiedzi.

Dla nieznanej mi znanej pani Winehouse, kolega z klubu, Jimi Hendrix.

Jimi Hendrix – Little Wing

*Autor wie, że to wyraz niepolski, ale bardzo by się przydał, w przeciwieńswie do nagminnej finalności wyprzedaży.

Written by bebuk

poniedziałek, 25.07.2011 @ 10:27

Napisane w 60s

Tagged with , , ,

Jedna odpowiedź

Subscribe to comments with RSS.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: