Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Gdzie gitarzystów pięciu …

with 3 comments

Jak wiedzą ci, co nas regularnie czytają, lubujemy się we wszelkiego rodzaju współpracach, kolaboracjach, supergrupach czy też bardziej młodzieżowo featuringach (niechaj Cię, czytelniku, transjęzykowa pokraczność tego słowa nie zwiedzie na manowce wątpienia w jego istnienie i odmienność; sam autor słyszał 14-latki rozmawiające na temat tego kto „ficzeorwał” na płycie Rihanny). Bo i czemu nie lubić takich współpracy? Nie dość, że jakby to powiedział pewien specjalista od dwuznacznych porzekadeł, co dwie głowy to nie jedna, to jeszcze tego rodzaju projekty pozwalają nieraz odetchnąć twórcom od ich głównych zespołów, od koncertów, kontraktów i spraw sądowych z wytwórniami, od wybujałych oczekiwań fanów i roztrząsania teorii, czy zespół nadal istnieje, czy też po wydaniu pierwszej płyty odszedł do krainy wiecznej „komerchy”. Zamiast całego tego zgiełku, można po prostu wyjechać samochodem z garażu, obić ściany pudełkami po jajkach i jedziemy. Jak będzie dobre to wydamy, jak nie to pewnie wydadzą po naszej śmierci.

Czy istnieje najbardziej supergrupowa z supergrup? Pewnie nie, ale każdy może mieć swojego faworyta i prawo do obstawania przy nim, mimo argumentacji, zarówno werbalnej jak i fizycznej. Dziś zerkniemy na najbardziej personalnie wypasioną grupę w historii muzyki, The Traveling Wilburys, zresztą sami zobaczcie.

To co, może od prawej zaczniemy? Roy Orbison, legenda Memphis, autor między innymi Oh, Pretty Woman, Only the Lonely, oryginalnych I Drove All Night i Love Hurts. Po lewej od niego stoi George Harrison, kiedyś gitarzysta takiego jednego zespołu. The Beatles się nazywali, czy jakoś tak. Słyszał ktoś może? Obok niego, Tom Petty, kolejna gwiazda amerykańskiej muzyki, z płytą na Alei Gwiazd i przebojami typu Free Falling i Learning to Fly na koncie. Dalej Jeff Lynne, lider Electric Light Orchestra i jeden z pięciu najlepszych producentów muzycznych w historii. A na koniec Bob Dylan. Po prostu Bob Dylan.

Historia powstania zespołu brzmi niemalże jak legenda miejska. Orbison, Lynne i Harrison przy lunchu postanowili nagrać piosenkę na drugą stronę singla tego ostatniego, więc zebrali się w prywatnym studio nagraniowym Dylana w Malibu. A Petty? Harrison musiał skoczyć do niego po gitarę, którą wcześniej tam zostawił, a Petty chyba nie miał nic do roboty, więc postanowił wkręcić się na imprezę u Dylana. A nazwa? Wyraz Wilbury jest wewnętrznym dowcipem i oznacza błąd, sprzętowej czy też ludzkiej natury, o których Lynne mawiał ‚We’ll bury ’em in the mix’.

Oldskulem miała być dzisiaj piosenka Handle with Care, ale w związku ze śmiercią Gariego Moore’a bardziej odpowiedni będzie inny kawałek. Teledysk do End of the Line miał być nagrywany po koniec 1988 roku. Niestety 6 grudnia na zawał serca zmarł Roy Orbison. Panowie postanowili nie rezygnować z nagrania i dzień po pogrzebie stworzyli teledysk, wykorzystując tę okazję do złożenia hołdu przyjacielowi. Oby Moore też doczekał się podobnych hołdów.

The Traveling Wilburys – End of the Line

Written by bebuk

poniedziałek, 7.02.2011 @ 19:09

Napisane w 80s

Tagged with , , , , ,

Odpowiedzi: 3

Subscribe to comments with RSS.

  1. Hmmm… no wonder ze tego nie znałam (kawałka, kapeli)! Bo mimo, ze song bardzo fajny, same sławy sie produkują, ze lubię takie granie, to… gdzies juz to bylo wcześniej. Panowie nagrali coś w stylu epoki swej świetności :) … i przeszło to niepostrzeżenie kolo mnie. Heh, człowiek się cały dokształca muzycznie.

    Monaco

    poniedziałek, 7.02.2011 at 23:47

  2. hmmm… zjadłam słowo „czas”, ale chyba wiadomo o co

    Monaco

    wtorek, 8.02.2011 at 00:01

  3. […] ze swoim zespołem flagowym, Electric Light Orchestra, ale również z najbardziej super z grup Traveling Wilburys. Jego wartość jako producenta doceniali zaproszeniami do współpracy wielcy formatu Toma […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: