Repozytorium Oldskulu

You can never go wrong with those hits.

Oldskul specjalny – Annie Lennox po raz pierwszy

leave a comment »

Witamy w inauguracyjnym wpisie specjalnej serii niedzielnej. Jak zwykle punktem odniesienia są pojedyncze piosenki, tutaj spróbujemy spojrzeć na oldskul z odrobinę szerszej perspektywy. Życzę miłej lektury i czekam na komentarze.

Annie Lennox urodziła się w Aberdeen 25 grudnia 1956 roku. Jej talent, podsycany od najmłodszych lat lekcjami gry na pianinie, sprawił, że w wieku 17 lat opuściła rodzinne miasto i przeniosła się do Londynu, gdzie też uczyła się w ekskluzywnej Królewskiej Akademii Muzycznej. Studia pani Lennox skończyła w iście prezydenckim stylu, rezygnując na kilka tygodni przed egzaminami końcowymi.
Rodzice, kucharka i pracownik fabryki kotłów okrętowych, zadowoleni na pewno nie byli, ale Annie nie dała za wygraną i dzieliła kolejne trzy chude lata w Londynie pomiędzy dorywcze praca zarobkowe, a kolejne zespoły. Jedynym godnym większej uwagi może być duet Stocking Tops, która tworzyła z Joy Dey, obecnie docenianą śpiewaczką operową lubującą się w kiepskich dowcipach słownych.

I tak sobie czas leciał. Annie pracowała po księgarniach i sklepach odzieżowych, a po pracy biegała od jednego konkursu piosenki do drugiego, wszystkie wygrywając w cuglach. Niestety kariera ani drgnęła.

W 1976 roku, Annie podjęła się pracy w restauracji i jak głosi legenda spotkała tam pewnego dnia klienta, który zamiast na wstępie poprosić o menu, poprosił ją o rękę. Klientem owym był niejaki Dave Stewart i gdy pierwsze wrażenie zatarło się w pamięci Annie, odkryła, że pod skorupą wariata z najgorszym tekstem na podryw w historii kiepskich tekstów na podryw, kryje się utalentowany kompozytor, z którym łączyło ją więcej, niż mogła na początku sądzić.

Znajomość ta też była na rękę Dave’owi, który wcześniej nie był w stanie podpisać kontraktu z żadną wytwórnią. Niby komponował i nagrywał z nieżyjącym już Peetem Coombesem, ale cóż z tego, gdy ani jeden ani drugi nie potrafił śpiewać. Po dokooptowaniu Annie, powstał The Catch szybko przemianowany na The Tourists. Zespół ten grał, jak na młodych artystów przystało, takie post-punk cuś i zyskał pewną sławę coverem piosenki Dusty Springfield I Only Want to be with You.

W 1980 roku rozpadł się zarówno The Tourists, jak i związek Annie i Dave’a. „Coś się kończy, coś zaczyna,” można by powiedzieć, bo oboje podeszli do całej sprawy bardzo profesjonalnie i postanowili nadal nagrywać razem.

Nazwawszy się Eurythmics, podobno ze względu na grecki taniec, którego Annie uczyła się jeszcze w Aberdeen, wydali w 1981 roku swój pierwszy album In the Garden, promowany singlem Never Gonna Cry Again. Pomimo, iż kawałek był naprawdę niezły, nie znalazł uznania u publiczności i album przeszedł niemalże niezauważony. A były na nim perełki, jak chociażby, Take me to your Heart.

W 1983 roku przyszedł wreszcie przełom, i to jaki! Eurythmics wydali album Sweet Dreams (Are Made of This). Co ciekawe, tytułowa piosenka była dopiero czwartym singlem, poprzedzonym nieszczególnym This is the House, Love is a Stranger strasznie kojarzącym mi się z przebojem Kim Wilde z 1981 roku Kids in America. No i czwarty kawałek The Walk.

Sukces Sweet Dreams sprawił, że Eurythmics wydali jeszcze w tym samym roku kolejny album, Touch. Nagrany podobno w 3 tygodnie krążek aż kipi od przebojów, zarówno tych bardziej znanych, jak Here Comes the Rain Again, oraz tych, którym zasada „długość MA znaczenie” nie pozwoliła na sukces radiowo-telewizyjny. Z tego albumu zostawiam drugi najbardziej znany kawałek – Who’s that Girl, z klipem pokazującym jak Eurythmics wykorzystywali kształtujący się dopiero przemysł telewizji muzycznych do zabawy własnym wizerunkiem.

Potem był kryzys. Ludowe wierzenia mówią o kryzysie drugiej płyty, a w tym przypadku mamy do czynienia z ogromnym nieporozumieniem. Decyzję o tym, żeby Eurythmics nagrali ścieżkę dźwiękową do filmu 1984 podjęto wbrew reżyserowi owego obrazu, a sama płyta nie spotkała się z dobrym przyjęciem zarówno ze strony krytyków, jak i fanów. Jedynym kawałkiem, który się broni jako kompozycja niefilmowa jest Sex Crime.

W 1985 Eurythmics wydał swój piąty album w ciągu 4 latach. Be Yourself Tonight przyniósł kompletną zmianę w stylu zespołu, czego dowodem może być fakt, że Aretha Franklin i Stevie Wonder zastąpili Kraftwerk jako źródło inspiracji. Na szczególną uwagę na tym albumie zasługują rozpoczynające płytę Would I Lie to You, w którym Annie pokazuje, że potrafi śpiewać naprawdę czarno, oraz oczywiście przebojowy There Must Be an Angel (Playing with My Heart) będący, używając będącego bardzo na czasie języka kulinarnego, zakąską przed głównym daniem solowej kariery Annie. Co jednak najbardziej warte zapamiętania z tego krążka to coś o czym każdy artysta może tylko zamarzyć – bezpośrednia współpraca z własny źródłem inspiracji. I tak powstało Sisters are doin’ it for themselves, prawdziwie rozkoszna rozkoszna porcja lodów waniliowo-czekoladowych, albo też transrasowa wisienka na torcie, jak kto woli.

Kolejny rok i kolejny album. Eurythmics ani myśleli się zatrzymywać w swojej błyskawicznej ewolucji i kolejny album przyniósł dalsze ekskursje w kierunkach raczej dalekich od syntezatorów i wokoderów. Już sam pierwszy kawałek na Revenge, Missionary Man bardziej przypomina Dusty Springfield na speedzie kolaborującą z ZZ Top, niż to co Eurythmics nagrywali jeszcze 4 lata wcześniej. Zdecydowanie najbardziej rozpoznawaną piosenką z tej płyty jest Miracle of Love, która znalazła i nadal będzie znajdować swoje miejsce na niejednej składance pościelówek, ale na pamięć zasługuje nieco już zapomniany hit When Tomorrow Comes.

Rok 1987 i kolejna płyta Eurythmics. Wydawać by się mogło, że w Wielkiej Brytanii lata 80-te były okresem wielkiego niedoboru towarów spożywczych. Płyta Savage była powrotem Eurythmics do bardziej „zaangażowanej” i elektronicznej muzyki, po latach romansowania z pop/rockiem. Album nie cieszył się zbyt wielką popularnością, ale trzeba też przyznać, że nie jest to niczym wyjątkowym dla concept albumów. Ciężko też mówić tu o muzyce jako takiej, gdyż do wszystkich piosenek nagrano teledyski, wiążące się w opowieść o … zainteresowanych odsyłam do internetów.

Rok 1988 i szok, Eurythmics nie wydają płyty. Giełdy idą w dół na łeb na szyję, państwa upadają, dzieci się nie uczą, młodzież szkło żre. Na szczęście w 1989 Eurythmics wracają i to w wielkim stylu. Na płycie We Too Are One nie ma hitów, które zapychałyby anteny radiowe, ale jakość kompozycji Stewarta i moc głosu Annie pozostają bez zmian. W tym momencie dochodzę do wniosku, że mogliby oni nagrać „Miała baba karpia” do przedświątecznej reklamy dużej sieci handlowej, a i tak by pięknie było. Coś jednak trzeba wybrać, więc zostawiam was Repozytorzy i Repozytorki z kawałkiem Revival, prostym, ale za to jakże chwytliwym rock/popem.

A co było potem to już całkiem inna historia.

Written by bebuk

niedziela, 26.12.2010 @ 21:07

Napisane w 80s, Specjał

Tagged with , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: